Politycy w ostatnich kilku latach przez wszystkie możliwe przypadki
odmieniali słowa „bezpieczeństwo energetyczne”. W walce o bezpieczeństwo
energetyczne wrogiem numer jeden była podbałtycka rura, której jeszcze nie ma, a
sprzymierzeńcem gazoport (przypadkiem w okolicach Szczecina), którego też
jeszcze nie ma. Nie lekceważąc kwestii zapewnienia bezpieczeństwa dostaw ropy
naftowej i gazu ziemnego, trudno się oprzeć wrażeniu, że przez te lata politycy
zapomnieli o energetyce. Tymczasem, jak dobitnie pokazuje przykład szczeciński,
o ile brak gazu i ropy może być ciosem w gospodarkę, to brak prądu oznacza
totalny paraliż.
Szczecińskiej awarii nie ma co demonizować — jest ona oczywiście dla
mieszkańców tego miasta bardzo uciążliwa, ale nie jest niczym wyjątkowym. Błędem
byłoby jednak przejść nad nią do porządku. Nieuchronnie nasuwa się pytanie o
stan polskiej energetyki, zwłaszcza jeśli chodzi o stan linii przesyłowych. Nie
od rzeczy będzie również pytanie o rezerwy mocy. Obecnie inwestycje w nowe bloki
energetyczne (Łagisza, Bełchatów) są niewystarczające. Awaria w Szczecinie —
przy całym szacunku dla udręczonych mieszkańców miasta — nie była katastrofą,
ale powinna być przestrogą. Blackout sprzed półtora roku został już — zbyt
szybko — zapomniany, a od tego czasu przecież sytuacja zmieniła się na
niekorzyść w związku z niekorzystnym podziałem praw do emisji dwutlenku węgla.
Część pieniędzy, które mogły pójść na energetyczne inwestycje, będzie musiała
być przeznaczona na zakup praw emisji. Od inwestycji uciec się nie da. Wiadomo,
że będzie drożej, ale — jak przekonywali nas w nieco innym kontekście politycy —
bezpieczeństwo energetyczne kosztuje.
Politycy dziś zresztą o bezpieczeństwie energetycznym nie napomykają —
kancelaria premiera ściga się z prezydenckim Biurem Bezpieczeństwa Narodowego w
zapewnieniach, że trzymają rękę na pulsie, a Joachim Brudziński już doszedł do
wniosku, że za chaos w Szczecinie odpowiada — jakżeby inaczej — Platforma
Obywatelska. Politycy PO odpowiedzą zapewne lada chwila, że to efekt zaniechań
PiS. O udoskonaleniu procedur zarządzania kryzysowego czy — nie daj Boże — o
sytuacji energetyki nikt pewnie nie wspomni. Co najmniej do następnego
blackoutu.