Trudno o bardziej dobitny przykład, że system ochrony zdrowia jest, delikatnie mówiąc, niewydolny i jak bardzo potrzebna jest debata, jak go naprawić. Posłowie ze swojej strony dali równie dobitny przykład, jak o tym nie powinno się dyskutować. O wspólnym poszukiwaniu rozwiązań można było zapomnieć, debatę zdominowały spory o autorstwo poszczególnych pomysłów, poszukiwanie winnych obecnego stanu rzeczy.
Zastanawia defensywna strategia rządu, który nie przedstawił kompleksowej
strategii zmian, najwyraźniej nie chcąc kojarzyć się z jakąkolwiek kuracją
wstrząsową. Poszczególne propozycje brzmią wcale rozsądnie i gdyby rząd miał
trochę czasu, mógłby się pokusić o spójną koncepcję. Sęk w tym, że skala
protestu lekarzy, nieco wprawdzie uśmierzona przez niedawny „biały szczyt”,
pozbawiła rząd tego czasu już na starcie. Wygląda na to, że dwa lata w ławach
opozycji zostały przez Platformę Obywatelską zmarnowane. Niezależnie od tego,
kto zawinił — a żaden dotychczasowy rząd nie był bez winy — pacjenci mają prawo
czuć się zaniepokojeni. O nich jednak podczas debaty najczęściej zapominano.
Jedynym „reformatorskim” pomysłem, jaki można było usłyszeć z ław opozycji, to:
zwiększyć składkę.
Przez wiele lat politycy prowadzili jałową debatę o systemie ochrony
zdrowia, w której jedynie przerzucali się hasłami. W tym czasie żaden problem
służby zdrowia nie został rozwiązany, a w imię szlachetnych intencji posłowie
przysporzyli nowych problemów, by wspomnieć słynną ustawę 203. Na końcu tej
politycznej młócki jest ewakuacja szpitali. Taka jak w Jędrzejowie. W cieniu
dramatu noworodków opinii publicznej umykały jednak przyczyny — dyrektor
jędrzejowskiego szpitala wyznał, że jest tam blok operacyjny, który stoi w
stanie surowym, i nie ma pieniędzy na jego wykończenie. Oznacza to, że
pieniądze, jakie włożono w tę inwestycję, według stanu na dziś, zostały tam po
prostu utopione. Albo trzeba tę inwestycję dokończyć, albo się na nią nie
porywać, jeżeli nie było gwarancji jej finansowania. Zdaje się wspomniał również
o tym, że średnie obłożenie łóżek na ewakuowanych oddziałach to niespełna 50
proc. To dla właściciela szpitala może być sygnał, że taki oddział jest w tym
szpitalu niepotrzebny, bo połowa kosztów stałych idzie w gwizdek. Były minister
Zbigniew Religa grzmiał, że mówienie, iż uszczelnimy system i będzie dobrze,
jest nieprawdą. Być może. Wiele wskazuje jednak na to, że bez uszczelnienia
systemu dobrze nie będzie.