Problemy spółki to zapaść na rynku, spore zatrudnienie, opcje walutowe i zagadkowy właściciel
Badali i badali, ale oferty nie złożyli. Spółka wciąż szuka inwestora, a syndyk KEM rozważa walkę o wpływy.
Mostostal Chojnice, jeszcze niedawno jeden z czołowych krajowych producentów i montażystów konstrukcji stalowych, szuka inwestora.
— Ofertę zakupu dostał prawie każdy w branży. Kilka podmiotów badało firmę, ale na razie nikt nie złożył oferty — mówi nam anonimowo prezes jednej z firm, która Chojnice badała, ale nie zdecydowała się na transakcję.
Firma w dołku
W zeszłym roku Chojnice wpadły w kłopoty, bo ich rynek się załamał. Ucierpiały też z powodu opcji walutowych.
— Pod względem technologicznym firma jest bardzo ciekawa — specjalizuje się przecież w trudnych konstrukcjach stalowych i jest korzystnie położona. Problem w tym, że jej rynek siadł. Zapaść w segmencie suwnic i wózków widłowych jest katastrofalna. Nie sposób przewidzieć, kiedy rynek się odbije — mówi nasz rozmówca.
Nieco lepiej przyszłość Chojnic widzi Jerzy Bernhard, prezes Stalprofilu.
— Firma cieszy się dobrą opinią, ale popełniono w niej błędy związane z zarządzaniem. Ponadto w branży konstrukcji stalowych trwa właśnie ostra selekcja wynikająca z jednej strony z wojny cenowej prowadzonej przez uczestników przetargów, a z drugiej — ze wzrostu cen stali. Ale uważam, że Chojnice mają przed sobą przyszłość. Przecież w Polsce szykowany jest potężny program inwestycyjny związany z energetyką jądrową i wiatrową — komentuje Jerzy Bernhard.
Zarządzany przez niego Stalprofil nie został zaproszony do badania Chojnic, ale i tak nie byłby zainteresowany.
— Mamy własną spółkę w segmencie konstrukcji stalowych, którą rozwijamy w nieco innym kierunku — wyjaśnia Jerzy Bernhard.
— Nie otrzymaliśmy oferty zakupu Mostostalu Chojnice — mówi też Przemysław Sztuczkowski, prezes Złomreksu.
— Nie znam bilansu tej firmy, ale raczej i tak nie bylibyśmy zainteresowani jej zakupem, bo nasz rozwój raczej koncentrujemy na konsolidacji z innymi firmami. Akwizycji nie planujemy. Firmy z branży wciąż jeszcze dochodzą do siebie po kryzysie i większość koncentruje się raczej na fuzjach, a nie przejęciach. Tym natomiast, którzy chcą sprzedać jakieś aktywa, trudno zaakceptować wyceny, znacznie niższe niż w okresie koniunktury — wtóruje Krzysztof Walarowski, szef należącego do grupy Złomreksu Cognoru.
Tajemniczy właściciel
Kto zatem mógłby kupić Chojnice?
— Zarówno jakiś podmiot krajowy, jak i zagraniczny —przypuszcza Jerzy Bernhard.
Chętnych na razie jednak nie widać.
— Problemem Chojnic jest spore zatrudnienie, ciążące wciąż opcje walutowe oraz zaskakujący czasem portfel aktywów — mówi anonimowo przedstawiciel branży hutniczej.
Zagadkowy jest też właściciel Chojnic. Znany biznesmen Marian Krawczyk sprzedał udziały cypryjskiej spółce. Kto jest jej właścicielem? Nie wiadomo. Same Chojnice deklarują też, że nie mają już nic wspólnego z grupą KEM Mariana Krawczyka, która jest w stanie upadłości likwidacyjnej. Wcześniej podmioty ściśle ze sobą współpracowały.
— Biegli badają właśnie, czy sprzedaż Chojnic przebiegła zgodnie z prawem. Badają też, czy KEM opłaca się walczyć o wpływy w tej firmie. Boryka się przecież z ogromnym zadłużeniem — zauważa Emilian Salej, syndyk KEM.
Wartości zadłużenia Chojnice nie podają. Prezes firmy nie znalazł wczoraj czasu na rozmowę z "PB".
Tych wszystkich niedogodności nie rekompensuje najwyraźniej proponowana przez sprzedającego cena. Branża mówi o 30 mln zł, ale pojawiają się też kwoty 6-8 mln zł. W 2009 r. Chojnice miały 100 mln zł sprzedaży, przy rentowności operacyjnej na poziomie 20 proc.