Transport pasażerski bardzo ucierpiał z powodu koronawirusa, przedsiębiorcy szacowali spadek przychodów ze sprzedaży biletów nawet o 80 proc. Zniesienie obostrzeń nie rozwiązało problemu. Pasażerowie albo na dobre przesiedli się do aut, albo nadal pracują z domu.
Nieopłacone zobowiązania firm świadczących usługi przewozów pasażerskich osiągają już łącznie 408 mln zł, wobec 199 mln zł w sierpniu 2021 r., wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Większość nieopłaconych w terminie zobowiązań przypada na przewoźników oferujących wynajem i przewozy autokarowe oraz świadczących usługi na terenach wiejskich. Zadłużenie w tej grupie wynosi już 311,8 mln zł, a kłopot z terminowymi płatnościami ma 9 proc. firm . Zdecydowanie lepiej radzą sobie przewoźnicy oferujący usługi w obrębie miast, dotyczy to zarówno transportu zbiorowego, jak i przejazdów taksówkami.
Dług nie do zatrzymania
Z badania wykonanego przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że niemal co czwarty Polak, w ciągu ostatnich 6 miesięcy, korzystał z komunikacji zbiorowej ze zwiększoną częstotliwością (23 proc.). Z czego wśród mieszkańców wielkich miast było to 33 proc. Odsetek ten maleje wraz ze zmniejszaniem się liczby mieszkańców, na wsi jest to już tylko 16 proc. – ze względu na ograniczony dostęp do tego typu środków transportu. Z zestawienia przygotowanego przez warszawski ZTM wynika, że w lipcu 2022 r. o ok. 20 proc. wzrosła sprzedaż biletów jednorazowych i krótkookresowych, a o prawie 30 proc. biletów długookresowych w stosunku do tego samego okresu 2021 r.
– To dobra wiadomość dla przewoźników skupionych wokół dużych miast, którzy dziury w budżecie łatają wpływami ze sprzedaży biletów. O ile dla nich wzrost zainteresowania usługami może być wystarczający, to już dla przewoźników komunikacji dalekobieżnej, o charakterze turystycznym, w obszarach wiejskich czy oferujących przewozy szkolne i pracownicze, już nie. Jest to najbardziej zadłużona gałąź w lądowym transporcie pasażerskim, tu nieopłacone zobowiązania przyrastają z miesiąca na miesiąc i są na tyle duże, że nawet zmiana podejścia Polaków do podróżowania ich nie zatrzyma – uważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Wysokie ceny paliw oraz energii, wyższe koszty zakupu części i napraw i rosnące raty leasingu sprawiają, że część przewoźników zdecydowała się podnieść ceny biletów. Wielu jednak mocno ograniczyło liczbę kursów. Może to prowadzić do dalszego wzrostu liczby samochodów osobowych przypadających na głowę mieszkańca. Dziś w Polsce to już 664 auta na 1 tys. mieszkańców, co plasuje nas w czołówce UE. Nie jest to jednak powód do dumy.
Wykluczenie komunikacyjne
Choć los komunikacji zbiorowej w dużej mierze przypieczętowała pandemia COVID–19, to kłopoty przewoźników zaczął się dużo wcześniej. W ramach przewozów pasażerskich środkami komunikacji miejskiej w 2021 r. wykonano 2,5 mld kursów, co stanowi niewielki wzrost, wobec 2,3 mld w poprzednim roku, kiedy to transport publiczny zaliczył największy spadek. Jednak przed pandemią, w latach 2010-19 liczba przejazdów oscylowała stale w granicach 3,8-3,9 mld.
- Zainteresowanie publicznym transportem autobusowym spada, firmy obcinają kolejne kursy, a mieszkańcy, którzy mają dość nieustannie zmieniających się rozkładów czy nieprzyjeżdżających autobusów, przesiadają się do prywatnych samochodów. Ale i ten sposób nie rozwiązuje kłopotu. Z badania przeprowadzonego na nasze zlecenie wynika, że 79 proc. osób ograniczania jazdę autem przez wysokie ceny paliw. Ryzyko, że ze względu na upadłość przewoźnika nie będzie również możliwości skorzystania z autobusu, prowadzi do pogłębienia wykluczenia komunikacyjnego – zwraca uwagę prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.
Sławomir Grzelczak dodaje. że dopiero teraz widać, jak dramatyczna w skutkach okazała się pandemia COVID-19 dla transportu pasażerskiego.
- Jeszcze w marcu 2020 r. zadłużenie przewoźników wynosiło ok. 81 mln zł. Pierwszy rok ograniczeń przyniósł 15 mln zł., a drugi rok, dodatkowo naznaczony rosnącymi cenami paliwa i inflacją, kolejne... 216 mln zł.– mówi Sławomir Grzelczak.

