Kończ waść, wstydu oszczędź

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-12-10 20:00

Przytoczoną w tytule prośbę Andrzeja Kmicica do Jerzego Michała Wołodyjowskiego w poniedziałek Mateusz Morawiecki skieruje do symbolicznie spersonifikowanego Sejmu RP.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Sens tego kultowego frazeologizmu brzmi „wstydu mi oszczędź” – w sytuacji, gdy prośbodawca stoi w starciu na straconej pozycji, albowiem dysproporcja sił jest zbyt wielka. W Sejmie potwierdzona zostanie wynikiem mniej więcej 194:266 – tyle przy teoretycznej obecności 460 posłów, w praktyce kilku zwykle nie ma – w głosowaniu nad wotum zaufania dla rządu, zaś naprawdę dla wyrobu rządopodobnego z krótkim, dwutygodniowym okresem przydatności. W ten sposób wreszcie zakończy się nieznany z dziejach III RP absurd na szczytach państwa. Jego harmonogram dokładnie przewidziałem w piątek 13 października, dwie doby przed wyborami, w komentarzu „Czeka nas powyborcza jazda po bandzie”. Zarysowany kalendarz sprawdza się co do dnia, jedynie zbyt pesymistycznie założyłem, że po 11 grudnia konstytucyjny tzw. drugi krok postawiony zostanie dopiero bliżej Bożego Narodzenia. Nastąpiło tu radykalne przyspieszenie i wybór Donalda Tuska na premiera nastąpi nie w 14 dni, lecz natychmiast w poniedziałek wieczorem.

Rada Ministrów powołana 27 listopada jest atrapą, ale w pełni konstytucyjną. Notabene po 26 latach obowiązywania Konstytucji RP objawiła się niedostrzegana wcześniej jej ułomność – nowy premier ze swoim gabinetem również w tzw. pierwszym kroku powinien najpierw uzyskać wotum zaufania od Sejmu i dopiero z taką legitymacją jechać do prezydenta po odbiór dyplomów pod żyrandolem. Tak byłoby logicznie i normalnie, zaś w tym roku Polska uniknęłaby oglądania kabaretu z udziałem Andrzeja Dudy i ekipy Mateusza Morawieckiego.

Mimo absurdalności sytuacji, wszelkie akty dwutygodniowego rządu wchodzą do obiegu prawnego. W sobotę po południu w Dzienniku Ustaw ukazało się podpisane tegoż dnia przez Andrzeja Kosztowniaka, przejściowego ministra finansów, rozporządzenie przedłużające zerową stawkę VAT na żywność w pierwszym kwartale 2024 r. Dotychczasowe zwolnienie, obowiązujące od 1 lutego 2022 r. w ramach tzw. tarczy antyinflacyjnej, wygasa 31 grudnia 2023 r., zaś nowe wejdzie w życie 1 stycznia 2024 r. Nowy minister finansów Andrzej Domański oczywiście może już nawet 13 grudnia jednym podpisem skreślić przedłużenie ulgi, ale tego nie zrobi, mimo krytycznej jego oceny.

Wielki problem polega na tym, jak wszelkie ulgi i hojne rozdawanie pieniędzy przez PiS udźwignie budżet. Sytuacja tej najważniejszej corocznej ustawy na styku kadencji jest pochodną absurdu rządowego. Rząd Mateusza Morawieckiego prawidłowo wniósł projekt ustawy budżetowej 29 września 2023 r., oczywiście z założeniem dalszego sprawowania władzy. W archiwum zakończonej kadencji Sejmu to opasły druk nr 3639. Notabene 7 listopada, czyli po wyborach, lecz przed złożeniem formalnej dymisji, rząd oznajmił wniesienie autopoprawki, ale jej treści w formie ogólnodostępnego druku nigdy nie ogłosił. Zgodnie z zasadą dyskontynuacji 12 listopada projekt budżetu, wraz z utajnioną autopoprawką, prawnie trafił do kosza. Jak zawsze na styku kadencji odchodzący rząd powinien natychmiast po 13 listopada swój projekt z 29 września, z autopoprawką, zarejestrować z nowym numerem druku Sejmu już w obecnej kadencji. Niestety, Mateusz Morawiecki… obraził się na Konstytucję RP i generalnie na Polskę – postanawiając, że dopóki on wciąż dysponuje podpisem prezesa Rady Ministrów, to projekt budżetu na 2024 r. na nowo nie zaistnieje. Wobec takiej obstrukcji ekipa Donalda Tuska, pozbawiona dostępu do zasobów i aparatu Ministerstwa Finansów, z konieczności pracuje nad budżetem wyłącznie na archiwalnym druku nr 3639. Naprawdę, czego się w tym okresie przejściowego absurdu nie dotknie, to prośba Mateusza Morawieckiego z tytułu się zwielokrotnia…