Kończy się era prostych kredytów

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 31-03-2010, 00:00

Czy zwykłe kredyty pójdą do lamusa? Gminy nie bardzo mogą je zaciągać, a banki wolą bardziej złożone struktury.

W 2009 r. samorządy pożyczyły w bankach 29 mld zł. W tym roku dług urośnie

Czy zwykłe kredyty pójdą do lamusa? Gminy nie bardzo mogą je zaciągać, a banki wolą bardziej złożone struktury.

Nie ma jeszcze pełnych danych, ale szacunkowo wartość kredytów dla sektora samorządowego z kasy banków komercyjnych, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR), Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI), Banku Światowego wyniosła w ubiegłym roku około 29 mld zł. W tym roku będzie tego pewnie więcej, a w perspektywie najbliższych lat zadłużenie miast i gmin wobec instytucji finansowych powinno rosnąć wręcz skokowo. Bankowcy przewidują, że nie będą to już proste kredyty, lecz bardziej złożone formy finansowania. Dlaczego? Z kilku powodów.

Pewny klient

Zacznijmy od banków, które niespecjalnie są zainteresowane udzielaniem prostych kredytów. Zarobek jest na tym średni, ponieważ ceny w sektorze samorządowym w ostatnim czasie dość znacząco spadły. Przecena jest też efektem konkurencji między bankami, ponieważ samorządy stały się modne w branży i do stawki dołączyli nowi gracze chętni na kawałek tortu. Może nie jest on specjalnie kaloryczny, ale pożywny. Marże są tutaj niższe niż w sektorze przedsiębiorstw, ale za to klient jest pewniejszy, chociażby dlatego, że samorząd nie ma zdolności upadłościowej. Ryzyko przepadku pieniędzy banku jest więc praktycznie zerowe. Poza tym kredyty dla sektora samorządowego angażują znacznie mniej kapitałów niż udzielane firmom, które obarczone są znacznie większym ryzykiem.

Zamiast prostego kredytu banki wolą bardziej złożone formy finansowania, które z ich punktu widzenia są znacznie bardziej efektywne. Ale nie tylko dla nich. Samorządom kredyt też nie zawsze się kalkuluje albo raczej kalkuluje się coraz mniej. Gminy i miasta, szczególnie większe czy bardziej dynamiczne, są już blisko możliwości zadłużeniowych. Samorządy nie mogą wejść w dług przekraczający 60 proc. rocznych dochodów. Rygory zostaną nieco poluzowane w 2014 r., ale do tego czasu trzeba jednak przygotować EURO 2012 oraz skonsumować unijne pieniądze z budżetu na lata 2008-14. I to na takich warunkach jak obecnie. Dlatego kredyt nie jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ bezpośrednio obciąża budżet gminy. Pieniądze można jednak zdobyć inaczej.

— Jeśli gmina kupuje na przykład autobus, może wykorzystać własne pieniądze bądź — jeśli ich nie ma — wziąć kredyt. To obciąża limit kredytowy. Można to rozwiązać inaczej: płatność w ramach kredytu kupieckiego rozkładana jest na raty, powiedzmy na 10 lat, i wówczas liczone są one jako wydatek bieżący, który formalnie nie obciąża limitu zadłużenia gminy — mówi obrazowo Dariusz Kacprzyk, dyrektor departamentu współpracy z korporacjami BRE Banku.

To tylko jeden z przykładów, jak w sposób nieco kreatywny nie dać złapać się w ustawowy limit. Na koniec dnia kredyt kupiecki i tak obciąży budżet gminy, lecz na jakiś czas pozwoli utrzymywać dystans od ściany 60 proc. zadłużenia, ponieważ spłacany jest w ratach. Możliwości jest więcej i banki chętnie służą pomocą w pozyskiwaniu i strukturyzowaniu finansowania, które nie idzie bezpośrednio na książkę samorządu.

— Cała sztuka w tym, żeby dać finansowanie pod projekt realizowany poprzez spółki celowe lub komunalne. Jest to typowe finansowanie strukturalne jak w sektorze komercyjnym — wyjaśnia Agnieszka Pietkun, dyrektor ds. sprzedaży w biurze sektora publicznego Pekao.

Alternatywne źródła

Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Strukturyzowanie ma sens tylko w przypadku dużych przedsięwzięć, bo jest czasochłonne i też swoje kosztuje.

— Na projekt o wartości 10 mln zł można zrobić finansowanie tylko prostą strukturą, a więc obciążając budżet kredytem. Niestety, jeśli gmina prowadziła politykę zadłużania się, w efekcie której jest na granicy wskaźników, na tę stosunkowo niewielką kwotę należałoby zrobić skomplikowaną strukturę. Problem jest dość istotny i trudny do pokonania. Przy dużych projektach możemy poświęcić czas i dać know-how — mówi Agnieszka Pietkun.

Gmina może jeszcze sięgnąć po obligacje. Dariusz Kacprzyk pytany, co jest lepsze dla samorządu: obligacja czy kredyt, odpowiada:

— Jeśli burmistrz chce uplasować emisję obligacji, będę go zachęcał z całego serca, jeśli zdecyduje się na kredyt, równie gorąco poprę ten pomysł — mówi Dariusz Kacprzyk.

Zaznacza, że rynek obligacji dopiero w Polsce się tworzy.

Chodzi o emisje plasowane, nie — jak do tej pory — wśród banków, ale inwestorów zainteresowanych takimi papierami.

— Pojawia się finansowanie, np. z OFE. Banki, od których kiedyś pochodziło 100 proc. finansowania, stają się pośrednikami. Bank strukturyzuje finansowanie i przygotowuje pod kątem oceny ryzyka — mówi Agnieszka Pietkun.

Pekao liczy na szybszy rozwój rynku obligacji przychodowych, które są popularnym instrumentem finansowania inwestycji samorządowych w innych krajach. To szczególny rodzaj obligacji, których obsługa i wykup są związane z przychodami lub majątkiem pochodzącym z finansowanego przedsięwzięcia lub innych wskazanych przez emitenta przychodów. W Polsce dostępne są od 2000 r. Jednak jak dotąd zostały uplasowane dwie emisje: dla Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Łodzi oraz Miejskich Wodociągów i Kanalizacji w Bydgoszczy (dwie emisje). Dariusz Kacprzyk twierdzi, że jest to idealny sposób na pozyskanie kapitału dla miejskich spółek, które nie są nastawione na zysk, nie mają wystarczającej zdolności kredytowej do uzyskiwania długoterminowego, kapitałochłonnego finansowania.

— Gminy dopiero uczą się zdobywać pieniądze nie tylko poprzez prosty kredyt — tłumaczy samorządowców Agnieszka Pietkun.

Uczą się też, by inwestycji nie realizować bezpośrednio z budżetu samorządu, ale poprzez spółki celowe.

— Unia Europejska daje zielone światło dla takich właśnie inwestycji. Jest to korzystne dla gminy, gdyż nie obciąża jej budżetu, ale również dla organizującego finansowanie, ponieważ spółki celowe zwykle mają gwarancje samorządu, a zatem są bezpieczne. Mają też zapewnione kontrakty z miastami i dopływ finansowania — mówi Agnieszka Pietkun.

Spółki celowe muszą jednak działać dosyć ostrożnie, żeby nie podpaść Brukseli, która uważnie patrzy, czy podmioty zależne od samorządów nie korzystają z pomocy publicznej, zaburzając równowagę konkurencyjną na rynku.

— Ograniczenia prawne idą coraz dalej. Trzeba tak strukturyzować finansowanie, żeby uniknąć zarzutu stosowania niedozwolonej pomocy publicznej — podkreśla Agnieszka Pietkun.

specjalnie dla pulsu

Ewa Szczepkowska, dyrektor finansowy Miejskich Wodociągów i Kanalizacji w Bydgoszczy

Źródło dla miejskich spółek

Przystąpiliśmy do unijnego programu o wartości ponad 1 mld zł. Żeby wziąć w nim udział, musieliśmy znaleźć źródło finansowania własnego wkładu. Była to kwota rzędu 600 mln zł. Przy majątku naszej spółki, który ma ograniczoną wielkość, żaden bank nie udzieliłby nam kredytu w takiej wysokości. Dlatego zdecydowaliśmy się na obligacje przychodowe. Dzięki nim znaleźliśmy finansowanie na korzystnych zasadach. Obligacje wyemitowaliśmy na 18 lat, przy czym otrzymaliśmy cztery lata karencji w spłacie. To ważne, ponieważ odroczenie spłaty pozwoliło nam spłaszczyć dynamikę wzrostu cen. Gdybyśmy musieli spłacać raty od razu, wzrost cen byłby szybszy. Moim zdaniem, obligacje przychodowe to bardzo dobre źródło finansowania dla spółek miejskich, świadczących usługi publiczne, które mają stałe wpływy finansowe. Z dwóch powodów. Głównie ze względu na możliwość pozyskania dużych środków. Dodatkowym argumentem jest uzyskanie karencji w spłatach.

Eugeniusz

Twaróg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu