Państwa sąsiadujące z Iranem – na czele z Katarem, jednym z największych producentów LNG na świecie – odgrywają centralną rolę w globalnym systemie dostaw. Przez Cieśninę Ormuz, wąski i strategiczny szlak morski, przepływa około 20 proc. światowego eksportu skroplonego gazu ziemnego. To jedno z najważniejszych „wąskich gardeł” światowej energetyki.
Eskalacja podbija ryzyko wzrostu cen gazu
Według danych śledzących ruch statków, handel LNG przez Cieśninę Ormuz został praktycznie wstrzymany. Armatorzy i operatorzy tankowców ograniczają rejsy, a część jednostek wstrzymuje podróże, by uniknąć ryzyka. Azjatyccy odbiorcy – którzy znaczną część dostaw sprowadzają z Kataru – kontaktują się z dostawcami, by sprawdzić możliwość pozyskania alternatywnych ładunków. Egipt próbuje przyspieszyć dostawy LNG, po tym jak Izrael zamknął część swoich złóż.
Analitycy ostrzegają, że każda eskalacja działań morskich w rejonie Cieśniny Ormuz będzie silnym impulsem wzrostowym dla cen. Dodatkowym czynnikiem ryzyka są ewentualne zakłócenia produkcji katarskiego LNG.
Cieśnina Ormuz wąskim gardłem dostaw do Azji i Europy
Dla rynku byłby to scenariusz przypominający 2022 r., kiedy rosyjska agresja na Ukrainę doprowadziła do bezprecedensowych turbulencji w handlu gazem, odcięcia Rosji od głównych rynków zbytu i rekordowych wzrostów cen w Europie oraz w innych regionach świata.
Szczególnie narażona jest Azja. Ponad 80 proc. katarskiego LNG trafia do odbiorców w tym regionie. Największym klientem są Chiny, które niemal jedną trzecią importowanego LNG kupują w Katarze, a na kolejnych miejscach znajdują się m.in. Indie. Dostawy zarówno do Azji, jak i do Europy, muszą przechodzić przez Cieśninę Ormuz. Z danych wynika, że co najmniej jedenaście tankowców LNG związanych z Katarem wstrzymało rejsy, by ominąć zagrożony akwen. Również Zjednoczone Emiraty Arabskie, mniejszy eksporter, korzystają z tej samej trasy.
Europa mniej zależna od Kataru, ale z niższymi zapasami
Eksperci podkreślają, że w krótkim terminie trudno wskazać realne alternatywy dla dostaw z regionu. Pytanie brzmi, gdzie presja cenowa okaże się silniejsza – w Azji czy w Europie. Stary Kontynent jest wprawdzie mniej uzależniony od Kataru, ale ma obecnie relatywnie niskie poziomy zapasów gazu, co ogranicza margines bezpieczeństwa.
W 2025 r. Katar wyeksportował 82,2 mln ton LNG. Dodatkowym czynnikiem ograniczającym podaż są planowane prace serwisowe w jednym z bloków produkcyjnych w kompleksie Ras Laffan, co przejściowo obniża wolumeny.
Najwięksi japońscy armatorzy LNG – m.in. Nippon Yusen, Mitsui OSK Lines oraz Kawasaki Kisen Kaisha – polecili swoim jednostkom unikanie rejonu Cieśniny Ormuz lub oczekiwanie na rozwój sytuacji w bezpiecznych wodach. To sygnał, że ryzyko operacyjne jest traktowane bardzo poważnie.
Przeciągający się konflikt zagrożeniem dla produkcji LNG
Jeśli konflikt będzie się przeciągał, a zakłócenia w żegludze utrzymają się, zagrożona może być sama produkcja LNG. Instalacje skraplające wymagają ciągłego odbioru ładunków – w przeciwnym razie producenci mogą zostać zmuszeni do ograniczenia wydobycia.
Importerzy w Chinach, Indiach i Japonii już przygotowują się na wzrost cen, który mógłby zakończyć okres relatywnie stabilnych notowań utrzymujący się od ponad roku. Co istotne, presja może dotyczyć nie tylko rynku spot. Długoterminowe kontrakty LNG w Azji są często indeksowane do cen ropy, więc ewentualny wzrost notowań ropy Brent automatycznie przełoży się na droższy gaz.
Dodatkowym punktem zapalnym jest Turcja, która sprowadza gaz rurociągiem z Iranu w ramach kontraktu o nominalnej przepustowości 9,6 mld m sześc. rocznie, choć faktyczne wolumeny były ostatnio niższe. W 2024 r. dostawy z Iranu odpowiadały za mniej niż 15 proc. tureckiego importu gazu. Jeśli jednak przepływy zostaną ograniczone, Ankara – podobnie jak Egipt – może zostać zmuszona do zwiększenia zakupów LNG, co dodatkowo podbiłoby ceny na globalnym rynku.
