Aż dziewięć z dziesięciu najlepszych dotychczas w naszym rankingu aktywnie zarządzanych funduszy akcji pożegnało się w aktualnym odczycie z jednym zdobytym dotychczas symbolicznym pucharem za mistrzostwo zarządzania. Żaden z nich nie pokonał bowiem w ostatnich 36 miesiącach dwóch indeksów stanowiących benchmark naszego zestawienia. Składają się nań S&P 500 i WIG. Konieczność pokonania obu indeksów - czyli w praktyce lepszego z nich - sprawia, że trudniej jest punktować w rankingu.
Bierzemy pod uwagę te dwa indeksy z dość prostych powodów. S&P 500 jest niemal synonimem amerykańskiego rynku akcji, Wall Street wyznacza zaś światowe trendy. Niekiedy jednak lepiej zachowuje się WIG, uwzględniający nie tylko kursy spółek, ale również wypłacane przez nie dywidendy. Tak właśnie było między 10 czerwca 2022 a 12 czerwca 2026 r., gdy S&P 500 rósł średniorocznie o 20, a WIG o 26,6 proc.
Porównując fundusze do indeksów, analizujemy średnioroczną stopę zwrotu, gdyż ułatwia to porównanie do lokat bankowych czy obligacji. Ich oprocentowanie podawane jest w stosunku rocznym, nawet jeśli okres zapadalności jest inny. Należy jednak podkreślić, że fundusz inwestycyjny to nie lokata. Nawet najlepsze wyniki mogą zamienić się w straty
Nie interesuje nas, czy fundusz koncentruje się na jakimś szczególnym segmencie rynku definiowanym branżowo, wielkością spółek lub geograficznie. Wszystkie wrzucamy do jednego worka. Fundusze akcji polskich potrafią mieć w portfelach spółki zagraniczne bez szczególnych związków z Polską, a w tych od małych i średnich spółek można znaleźć blue chipy. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by fundusz o charakterze uniwersalnym przeważył się w kierunku jakiejś branży, gdy ma ona dobre perspektywy. W końcu TFI pobierają opłatę za zarządzanie właśnie za myślenie o perspektywach poszczególnych spółek i branż.
Dobra passa funduszy PZU i Goldman Sachs
Mimo słabości dotychczasowej czołówki w obecnym odczycie zapunktowało sześć funduszy: Allianz Akcji Rynku Złota, PKO Akcji Rynku Złota, Skarbiec Spółek Wzrostowych, PZU Akcji Polskich, Goldman Sachs Akcji CEE oraz VIG/C-Quadrat Global Growth Trends.
Dwa pierwsze w ostatnich 36 miesiącach średniorocznie pomnażały pieniądze klientów w tempie bliskim 50 proc. Nie ma co udawać, w znacznej mierze jest to po prostu pochodna wzrostu cen złota.
Ciekawsza jest pozostała czwórka. PZU Akcji Polskich, którego głównym zarządzającym jest Tomasz Matras, i Goldman Sachs Akcji CEE, którym steruje Marcin Szortyka, punktują już piąty raz z rzędu. Oznacza to, że ludzie odpowiedzialni za podejmowanie decyzji inwestycyjnych w tych funduszach obecną fazę cyklu czują lepiej od tych, którzy wybijali się dotychczas.
Quercus Agresywny, którym zarządza Sebastian Buczek, pierwszy lider naszego rankingu, traci bowiem zdobyte puchary czwarty raz z rzędu. Kolejny lider – Santander Akcji Małych i Średnich Spółek zarządzany przez Jakuba Płotkę – drugi raz z rzędu. Cały czas jest jednak klasyfikowany na pierwszym miejscu i ma na koncie wyraźnie więcej pucharów niż fundusze regularnie ostatnio punktujące.
Tworzenie naszego zestawienia zaczęliśmy w drugą rocznicę osiągnięcia przez GPW dołka po koronawirusowym krachu. Od tamtego czasu co kwartał sprawdzamy wyniki funduszy za ostatnie 36 miesięcy. Tym funduszom, które wypracują wyższe stopy zwrotu od lepszego z dwóch indeksów – amerykańskiego S&P 500 lub polskiego WIG-u – przyznajemy symboliczne puchary za mistrzostwo zarządzania. Można ich zebrać maksymalnie 12. Ujmujemy bowiem puchary zdobyte wcześniej niż 36 miesięcy przed ostatnim odczytem stóp zwrotu. Chodzi o to, by zbyt stare wyniki nie wpływały na postrzeganie aktualnego poziomu zarządzania funduszem. Zajmujący się tym ludzie mogą zarówno stracić wyczucie rynku, jak i po prostu odejść z pracy.
By pokazać szerszą perspektywę zarządzania poszczególnymi funduszami dodajemy do listy rankingowej informację o maksymalnej posiadanej kiedykolwiek przez fundusz liczbie pucharów za mistrzostwo zarządzania oraz o tym, czy przy okazji aktualnego odczytu fundusz zwiększył, zmniejszył lub utrzymał bez zmian ich liczbę.
Właśnie liczba aktualnie posiadanych symbolicznych pucharów za mistrzostwo zarządzania, a nie zysk wypracowany dla klientów decyduje o miejscu poszczególnych funduszy w klasyfikacji. Aktualizowana co kwartał lista rankingowa ma być bowiem drogowskazem wskazującym produkty zbiorowego inwestowania dające względną rękojmię dobrych wyników w dłuższym okresie, a nie mechanizmem promocji funduszy, którym splot dość przypadkowych okoliczności pozwolił akurat wykręcić stopę zwrotu lepszą od konkurencji.
Za mali wypadają z gry
By znaleźć się na liście rankingowej, poza stopą zwrotu wyższą od lepszego z dwóch analizowanych przez nas indeksów, fundusz musi mieć na koniec poprzedniego roku aktywa netto przekraczające 100 mln zł. Właśnie dzięki przekroczeniu tego progu po odczycie stóp zwrotu na 12 marca 2026 r. na liście rankingowej zadebiutował VIG/C-Quadrat Global Growth Trends.
Jeśli fundusz znajdował się na liście rankingowej, ale jego aktywa netto skurczyły się poniżej 100 mln zł, to skreślamy go z listy. Oznacza to bezpowrotne skasowanie zdobytych dotychczas pucharów. Jeśli po roku karencji fundusz na listę rankingową może powrócić w wyniku wzrostu aktywów, to nie przywracamy mu skasowanych pucharów, nawet jeśli zdobył je w okresie analizowanych 36 miesięcy. Zarazem pozostawiamy na liście rankingowej fundusze, które aktualnie nie mają na koncie żadnego pucharu, jeśli ich aktywa netto na koniec ostatniego roku przekraczały 100 mln zł.
Dlaczego nie klasyfikujemy funduszy o aktywach netto poniżej 100 mln zł? TFI mają tendencję do radykalnych zmian strategii inwestycyjnych produktów o małych aktywach, a więc uwzględnianie ich w rankingu nie ma większego sensu.
Ponieważ celem naszego rankingu jest uwypuklenie jakości zarządzania pieniędzmi klientów, czyli selekcji spółek przez zarządzających i wspierających ich analityków, w rankingu nie uwzględniamy też funduszy pasywnych (ich celem jest samo naśladowanie jakiegoś indeksu) oraz wszelkich mutacji funduszy inwestujących w inne fundusze.
TFI twierdzą z reguły, że w fundusze akcji należy inwestować na co najmniej pięć lat, czyli 60 miesięcy. Nie podają jednak, co konkretnie przemawia za angażowaniem pieniędzy na taki okres, a nie krótszy lub dłuższy.
My sprawdzamy efektywność funduszy w okresach trzyletnich, gdyż dla przeciętnego klienta TFI to już dość długo, jak na zamrożenie pieniędzy. Największe załamania rzadko sprowadzają też indeksy giełdowe więcej niż o 50 proc. w dół. Wystarczy zaś, by wycena jednostek rosła o niespełna 26 proc. rocznie, by w trzy lata odrobić nawet taką stratę. Stopa zwrotu rzędu 26 proc. to niemało, ale odbicia po dużych spadkach są zazwyczaj bardzo dynamiczne. Historia dowodzi też, że przysporzenie klientom 26 proc. zysku rocznie nie jest niczym nadzwyczajnym wśród funduszy akcji prowadzonych przez polskie TFI. Gorzej z powtarzalnością wyników.
Warto pamiętać, że opłatę za zarządzanie TFI pobierają niezależnie od tego, czy ich klienci zarabiają, czy tracą. Skoro zaś fundusz jest aktywnie zarządzany, to ludzie, którzy się tym zajmują, nie powinni dopuścić do spadku wartości jednostek tak dużego jak spadki indeksów. Zakładając więc 50-procentową przecenę całego rynku, można oczekiwać, że fundusz straci np. 30 proc. By w ciągu trzech lat odrobić spadek o 30 proc., wystarczy uzyskiwać średniorocznie niespełna 13-procentową stopę zwrotu. Na pytanie, czy jest to wysoko zawieszona poprzeczka, każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Naszym zdaniem nie.
