Koniec konfliktu w Legii

Umowa została podpisana. Dariusz Mioduski będzie jedynym właścicielem klubu. Dzięki wolcie Bogusława Leśnodorskiego

Legią Warszawa nie rządzi już triumwirat akcjonariuszy. 13 marca Dariusz Mioduski podpisał umowę odkupienia 40 proc. udziałów stołecznego klubu od Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzla. Na jej mocy od 22 marca będzie kontrolował 100 proc. kapitału (pośrednio — przez spółkę Legia Holding). Tak zakończyła się trwająca publicznie od października ubiegłego roku kłótnia, podczas której strony licytowały się, która bardziej „kocha Legię” i komu klub zawdzięcza ostatnie sportowe sukcesy. Kiedy na jaw wyszły właścicielskie niesnaski, rozwiązania były trzy: przymusowy wykup akcji przez Dariusza Mioduskiego (opcja call zagwarantowana w umowie wspólników Legii Holding), shoot-out, czyli licytacja, oraz porozumienie, czyli w tym przypadku wynegocjowanie warunków odkupienia udziałów przez większościowego udziałowca.

Koniec bitwy o Legię Warszawa:
Wyświetl galerię [1/2]

Koniec bitwy o Legię Warszawa:

Zwaśnieni właściciele stołecznego klubu uniknęli rozwiązań ostatecznych — licytacji i przymusowego wykupu. Dariusz Mioduski podpisał umowę odkupienia udziałów dwóch wspólników. Za kilka dni będzie kontrolował 100 proc. kapitału Legii Holding. Marek Wiśniewski

Trzy drogi

Opcja call oznaczałaby uruchomienie procedury opisanej w umowie inwestycyjnej udziałowców. Publicznie nie jest ona znana. Wiadomo jedynie, że doszłoby do wyceny akcji na podstawie wzoru uwzględniającego m.in. przychody firmy za ostatnie 12 miesięcy. Z uwagi na awans klubu do lukratywnych rozgrywek Ligii Mistrzów (co najmniej 70 mln zł) tak sporządzona wycena byłaby bardzo wysoka. Zaletą tego rozwiązania była jego nieuchronność. Bogusław Leśnodorski i Maciej Wandzel musieliby sprzedać swoje akcje. O tym rozwiązaniu jednak szybko zapomniano. Było najdroższe i najbardziej czasochłonne.

Wariant drugi — licytacja. Każda ze stron zaproponowałaby cenę, po jakiej mogłaby kupić akcje od „przeciwnika”. Ta propozycja była negocjowana bardzo długo i ze szczegółami, z zaangażowaniem kilku wpływowych biznesmenów skupionych w Polskiej Radzie Biznesu.

Z naszych informacji wynika, że negocjacje w imieniu Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzla prowadził ten ostatni. W połowie lutego wszystko wskazywało, że licytacja się odbędzie. Umowa regulująca jej zasady była gotowa. Kiedy wspólnicy mieli ją podpisać, pojawiły się problemy. Najpierw kością niezgody był punkt blokujący możliwość zapłaty za wykupywane akcje pieniędzmi klubu. Kiedy z niego zrezygnowano, kontrowersje budził zapis o odpowiedzialności za ewentualne błędy w prowadzeniu firmy.

Ostatecznie umowę udało się wynegocjować, ale nie została podpisana. Nastąpił natomiast nieoczekiwany zwrot akcji. Z naszych informacji wynika, że 14 lutego Bogusław Leśnodorski skontaktował się z Dariuszem Mioduskim.

— Doszło do spotkania. Maciej Wandzel nie brał w nim udziału. Mioduski i Leśnodorski zaczęli rozmawiać o polubownym rozwiązaniu, czyli wynegocjowaniu odkupu akcji przez większościowego akcjonariusza — mówi nasz rozmówca, zbliżony do spółki.

Nie wiadomo, co bezpośrednio skłoniło strony do rozmów. Nasi rozmówcy wspominają o kilku przesłankach: kondycji finansowej spółki, niepewnej perspektywie kolejnego występu w Lidze Mistrzów, utraty zaufania pomiędzy Bogusławem Leśnodorskim i Maciejem Wandzlem.

— Wynegocjowana przez Macieja Wandzla umowa shoot-out zawierała zapis o odpowiedzialności zarządu za ewentualne nieprawidłowości w prowadzeniu firmy (Bogusław Leśnodorski jest prezesem — przyp. red.). Widocznie nie spodobał się on Leśnodorskiemu, skoro nie podpisał umowy i przejął negocjacje. Od tego momentu to on dążył do porozumienia z Mioduskim i bardzo szybko je osiągnęli, w niespełna miesiąc — mówi nasz informator.

Prezes w radzie

Parametry podpisanej 13 marca umowy są tajne. Nie udało nam się ustalić wartości transakcji, choć nieoficjalnie mówi się o około 50 mln zł. Z naszych informacji wynika też, że sfinansuje ją w całości z własnych środków Mioduski. Wiadomo, że 23 marca strony oficjalnie o niej poinformują. Dzień wcześniej akcje zmienią właściciela.

— Na mocy zawartego porozumienia Dariusz Mioduski zaprosił Bogusława Leśnodorskiego do współpracy. Trafi do rady nadzorczej i będzie zaangażowany w prace na rzecz klubu. Pojawi się nowy prezes, do końca sezonu nic więcej się nie zmieni. Czas na stabilizację. Nowy inwestor w klubie? Pewnie kiedyś się pojawi, ale to perspektywa bliżej nieokreślonej przyszłości — mówi nasz rozmówca. A Maciej Wandzel?

—Zrobił dobry interes, sprzedając akcje, stopa zwrotu z inwestycji jest ogromna. Przegrał jednak prestiżowy pojedynek o Legię. Jego największy sojusznik, przynajmniej do połowy lutego, zainkasował identyczną sumę, ale zostaje w klubie i będzie w nim pełnił ważną rolę — twierdzi osoba zbliżona do negocjacji.

I dodaje: Mioduski prowadził grę na rozbicie duetu Wandzel-Leśnodorski, wysyłał sygnały, że jest gotowy dogadać się z tym drugim. Ta strategia okazała się kluczem do sukcesu.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Koniec konfliktu w Legii