Konsumpcja towarów w polskiej gospodarce wykazuje stabilny wzrost. Nie mamy do czynienia z boomem, po którym łatwo o bolesne tąpnięcie, ani z recesją, która naturalnie sygnalizowałaby złe nastroje gospodarstw domowych. Według danych GUS sprzedaż detaliczna w grudniu zwiększyła się w ujęciu realnym o 5,3 proc. r/r. Odczyt potwierdza bardzo dobrą kondycję gospodarki i samego Kowalskiego na koniec 2025 r.
Największą uwagę przykuwa jednak dynamiczne odbicie w konsumpcji dóbr trwałego użytku, szczególnie w kategoriach mebli, RTV i AGD. Po okresie głębokiego dołka w ostatnich latach sektory wyraźnie wychodzą na prostą. Sprzedaż w tej grupie wzrosła w grudniu aż o 19,8 proc. przy średniej dla całego 2025 r. na poziomie 12,7 proc.
Renesans popytu na dobra trwałe to wyraźny sygnał powrotu optymizmu. Potwierdzają to twarde dane ankietowe: skłonność do dokonywania ważnych zakupów osiągnęła poziom najwyższy od marca 2020 r., czyli od wybuchu pandemii. Wprawdzie wskaźnik wciąż pozostaje lekko ujemny (-1 pkt), jednak w badaniach koniunktury kluczowy jest trend, a ten jest jednoznacznie wzrostowy. Po serii wstrząsów — pandemii, wojnie i fali inflacyjnej — konsumenci odzyskują wiarę w przyszłość. Warto jednak odnotować, że rosnące oszczędności ludności sugerują, iż poczucie bezpieczeństwa nie wróciło jeszcze w pełni do stanu sprzed 2020 r.
Co napędza ten optymizm? Głównym motorem konsumpcji — zarówno dóbr trwałych, jak też nietrwałych — niezmiennie pozostaje sytuacja dochodowa. Po okresie wysokiej inflacji, która drenowała portfele, od dwóch lat płace rosną szybciej niż ceny. To tworzy zdolność do nabywania mebli, pralek czy elektroniki. Sprzyja temu również relatywny spadek cen towarów — w wielu kategoriach dóbr trwałych mamy do czynienia z deflacją, podczas gdy ceny usług szybko rosną. Dzięki temu nowy telewizor czy zestaw mebli staje się relatywnie tańszy w porównaniu np. do usług remontowych czy wakacji.
Kluczową rolę odgrywa również wyraźny spadek stóp procentowych. W 2025 r. obniżono je łącznie o 1,75 pkt proc. (z 5,75 do 4,0 proc.), a od szczytu z 2023 r. spadek wynosi już 2,75 pkt proc. To zmiana odczuwalna zarówno w percepcji konsumentów, jak też w ich portfelach. Kredyty gotówkowe tanieją, a dochód rozporządzalny, czyli pieniądze pozostające w kieszeni po opłaceniu podatków i rat, jest wyższy.
Mamy więc do czynienia z kumulacją impulsów prokonsumpcyjnyc, wynikających z dwóch twardych zmian makroekonomicznych: wzrostu płac realnych i spadku kosztu pieniądza, oraz jednej zmiany psychologicznej: odbudowy optymizmu po latach niepewności. Dlatego to, czego Polacy nie kupili w latach 2022–24 z obawy o przyszłość i obecną sytuację, kupują właśnie teraz.
