Końskie zaloty kandydatów do elektoratów

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2025-04-13 16:00

Piątek, 11 kwietnia 2025 r. był w prezydenckiej kampanii wyborczej datą bardzo znaczącą. Fundamentalne znaczenie miało zakończenie wreszcie przez Państwową Komisję Wyborczą (PKW) rejestracji kandydatów.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

18 maja na kartach do głosowania zobaczymy ich 13, co oznacza wyrównanie po 30 latach rekordu III RP pochodzącego z 1995 r. Ostatnio, w latach 2015 i 2020, wystartowało po 11 kandydatów. Na szczęście w tym roku stanęło tylko na 13, osobiście widziałem zagrożenie liczbą nawet… 25. PKW przecież przyjęła aż 44 prawidłowe zawiadomienia chętnych komitetów. Tylko 17 wniosło jednak dokumenty rejestracyjne z co najmniej 100 tys. zebranych podpisów. Po dokładnej ich weryfikacji PKW cztery zgłoszenia jednak odrzuciła. Zdumiewa, że działacze wciąż podrzucają zachowane z dawnych lat listy wyborców z prawdziwymi numerami PESEL, ale z tysiącami (taka jest skala tego procederu) osób… już zmarłych! Ich dorobione niby oryginalne podpisy oczywiście zostały sfałszowane, a to już sprawa prokuratorska.

W piątek wieczorem odbył się w Końskich zdumiewający dwuczęściowy mityng wyborczy. Prawie 18-tysięczne miasto powiatowe w województwie świętokrzyskim stało się – za sprawą złotej myśli Grzegorza Schetyny – symbolem tzw. prawdziwej Polski. W 2020 r. na debatę prezydencką TVP przed drugą turą stawił się tam tylko Andrzej Duda, albowiem Rafał Trzaskowski uznał ją – wtedy całkowicie zasadnie – za ustawkę PiS i stacji Jacka Kurskiego. Obiektywni analitycy uznali jednak zrozumiały psychologicznie unik za wizerunkowy błąd, który później odbił się na minimalnej porażce kandydata KO. Po tamtej nauczce Rafał Trzaskowski tym razem sam przejął inicjatywę zaczepną i przeprosił się z Końskimi. Odpowiedział na wezwania Karola Nawrockiego i nagle wyzwał go na solówę. Wydarzenia jednak wymknęły się spod kontroli komitetu Rafała Trzaskowskiego. Przekształciły się w pozakodeksowy event – cytując klasyka Władysława Gomułkę – ni pies ni wydra, coś na kształt świdra. Nakazana prawem debata równych 13 kandydatów odbędzie się w telewizji publicznej dopiero w poniedziałek, 12 maja, czyli w ostatnim tygodniu.

Liderzy sondaży, Trzaskowski i Nawrocki, równie realnie co bezprawnie uznali, że jesteśmy już pomiędzy oboma turami głosowania. Kilku innych kandydatów, pod wodzą zdołowanego sondażami Szymona Hołowni, oburzyło się sankcjonowaniem duopolu i samodzielnie po prostu wbiło się do Końskich. Na dodatek wbiły się również wyeliminowane telewizje. Ogromny zgiełk zaowocował w sumie dwoma eventami. Najpierw na rynku odegrany został support, prowadzony przez trzy stacje prawicowe: Republikę, wPolsce24 oraz Trwam. Wszystko zorganizowała Republika, dlatego zdumiewał na tle logo Tomasza Sakiewicza widok gwiazdy konkurencji walczącej o te same pieniądze od elektoratu PiS – Michała Adamczyka… Później koncert główny w hali sportowej, szczelnie zamkniętej dla swojaków, łaskawie dostępnej tylko nieprzewidzianym wcześniej kandydatom, zagrały wspólnie kanały informacyjne TVP, TVN i Polsatu. Firma ochroniarska o dość charakterystycznej nazwie Cerber w szczególności nie dopuszczała do hali wrażych sił z koneckiego rynku. TVP zaoferowała wszystkim chętnym stacjom bezpłatny sygnał ze swojego koncertu.

Każdy zainteresowany obie pozakodeksowe debaty obejrzał – jeśli nie na żywo, to sobie odtworzył. Wypada jednak odnotować, że przewodzącego sondażom Rafała Trzaskowskiego nie było stać na przełamanie się, założenie kurtki i pójście na otwarty konecki rynek na support Republiki. Oczywiście zostałby tam wygwizdany, ale powinien być już na takie ludzkie reakcje zaszczepiony. W warstwie merytorycznej debata na rynku była w pełni uczciwa, obecni na scenie kandydaci odpowiadali na identyczne pytania. Generalny wniosek ze zdumiewającej, paradoksalnie dość… spontanicznej, zdublowanej konfrontacji części kandydatów w Końskich zapisałem w tytule tekstu.

Możesz zainteresować się również: