Najmocniejszy spadek ropa naftowa odczuła w środę – wtedy cena baryłki WTI zmalała aż o 5 USD w ciągu jednego dnia. Był to największy taki spadek od ponad roku. Podobnie zareagowała cena ropy Brent, która spadła poniżej 85 USD. To o tyle zaskakujące, że jeszcze niedawno widzieliśmy cenę ropy zbliżającą się do 100 USD za baryłkę po tym, jak organizacja OPEC+ zdecydowała się przedłużyć do końca roku ograniczenia w produkcji.
– Wydaje się, że na cenę zadziałały oczekiwania co do słabszego popytu. Po pierwsze, w wielu krajach zakończył się sezon letnich wyjazdów, charakteryzujący się podwyższonym popytem na paliwa. Po drugie, już same wysokie ceny paliw sprawiają, że popyt na nie jest mniejszy - konsumenci w obecnej sytuacji gospodarczej liczą każdy grosz – mówi Dorota Sierakowska, analityczka z DM BOŚ.
Popyt spada
Bezpośrednim zapalnikiem do spadków mogły być dane amerykańskiej Energy Information Administration, która podała, że zapasy benzyny w USA wzrosły o 6,5 mln baryłek w ciągu tygodnia, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 200 tys. baryłek. W tym samym czasie zapasy ropy naftowej spadły o 2,2 mln baryłek. EIA wskazała też, że poziom dostaw benzyny na rynek spadł w ostatnim tygodniu do 8 mln baryłek dziennie, co jest najniższym poziomem w tym roku. Analityków niepokoją także dane o spadku marż rafineryjnych w USA poniżej 20 USD za baryłkę, co może oznaczać zmniejszanie zakupów ropy przez rafinerie.
Spadek popytu może być wywołany przez jednorazowe czynniki, takie jak ulewne deszcze, które spowodowały powodzie w okolicach Nowego Jorku i uziemiły wielu Amerykanów w domach. Ale analitycy JP Morgan wskazują, że sezonowo zużycie paliwa w USA spadło do najniższego poziomu od 22 lat. Ich zdaniem „ograniczenie zapotrzebowania z powodu rosnącej ceny ropy kolejny raz stało się widoczne w USA, Europie i na niektórych rynkach wschodzących”, rozpoczynając ponowną „destrukcję popytu”. Import surowca miały ograniczyć m.in. Chiny, a w USA są „sygnały, że konsumenci zareagowali na najwyższe w tym roku ceny paliw”.
Na rynkach spekuluje się, że amerykańska gospodarka zaczyna odczuwać wpływ wysokich stóp procentowych, które w lipcu Fed ustawił na poziomie 5-5,25 proc. A spowolnienie gospodarcze oznacza mniejszy popyt na paliwa. Ostatni raport ADP pokazał zmianę zatrudnienia o 89 tys., podczas gdy oczekiwano 153 tys. Co więcej, wskazuje on na spadek zatrudnienia w dużych firmach o 83 tys. oraz spowolnienie dynamiki wzrostu płac.
– Trzeba pamiętać, że efekt spowolnienia gospodarczego czy też recesji w gospodarkach zachodnich dopiero będzie miał przełożenie na konsumpcję paliwa. Według prognoz jeszcze pod koniec obecnego roku i na początku przyszłego roku popyt będzie relatywnie niski – mówi Dorota Sierakowska.
OPEC+ antycypowała osłabienie popytu
Wcześniejszą zwyżkę cen o 28 proc. w ciągu kwartału do najwyższego poziomu w tym roku spowodowała informacja o utrzymaniu ograniczenia produkcji przez Arabię Saudyjską o 1 mln baryłek dziennie do końca roku oraz przez Rosję o 300 tys. baryłek dziennie. Ten drugi kraj w listopadzie ma rozważyć rezygnację z ograniczenia produkcji o 500 tys. baryłek dziennie, które wprowadził w kwietniu.
– Działania OPEC+, głównie Arabii Saudyjskiej i Rosji, w największym stopniu przyczyniły się do wywindowania ceny na wysokie poziomy. Oba kraje dzięki centralizacji sektora naftowego mają duży wpływ na to, jak wygląda produkcja, w przeciwieństwie do sprywatyzowanego i bardziej rozdrobnionego przemysłu naftowego w USA, gdzie władze praktycznie nie mają możliwości, aby skutecznie sterować poziomem wydobycia – mówi Dorota Sierakowska.
Jej zdaniem utrzymanie ograniczeń było związane z oczekiwanym niższym popytem.
– Mam też wrażenie, że ten spadek produkcji w przypadku Arabii Saudyjskiej był bardziej przemyślany pod kątem długoterminowym – kraj ten zresztą już wcześniej nieraz miał bardzo dobre wyczucie odnośnie dopasowania produkcji do zapotrzebowania na rynku. Saudyjczycy sugerowali też to, że antycypują moment, w którym popyt będzie niższy i się do tego przygotowują – mówi Dorota Sierakowska.

