8.00 - Poślizg. Ten dzień rozpoczął się dla Leszka Millera bardzo wcześnie. Na godzinę ósmą miał umówione spotkanie z Andersem Fogh Rasmussenem, premierem Danii.
Szef polskiego rządu już wstał, kiedy do Hotelu Radisson, w którym rezydowała polska delegacja, dotarły wieści o opóźnieniu spotkania o pół godziny. Premier rezygnuje ze śniadania i po krótkich konsultacjach w gronie negocjatorów oraz doradców opuszcza hotel.
Pokerzyści. Kiedy przed centrum wystawienniczym Bella Center pojawił się premier Danii, widać było, że nie jest w zbyt dobrym humorze. Jeden wystudiowany uśmiech do grupy polskich dziennikarzy, to wszystko, na co było go stać. Trudno się dziwić. Długa lista postulatów zburzyła marzenia gospodarzy o miłych spotkaniach, uśmiechach i uroczystych ceremoniach.
Kilka minut przed rozpoczęciem rozmów do centrum dotarła polska delegacja. Leszek Miller zachowywał kamienną twarz. Przed samym wejściem uśmiech do kamer i już pora było zacząć rozmowy. Premierowi towarzyszył m.in. Jan Truszczyński, główny negocjator.
9.00 - Groźby. Michał Tober, rzecznik rządu, z zadowoleniem informuje, że na spotkaniu jest gorąco. Po chwili centrum prasowe obiega informacja o zerwaniu rozmów. Ponoć premier Rasmussen odmawiał przedstawienia wszystkich polskich postulatów przywódcom „piętnastki”. Jak podkreślał, nie ma zamiaru narażać się na ośmieszenie. W drodze powrotnej do Polski Leszek Miller potwierdzi informacje o zagrożeniu negocjacji, ale o zerwaniu nie było mowy.
Narady. Najważniejszym postulatem Polski jest rekompensata wysokości 1 mld EUR na poprawę płynności budżetu. Premier Danii nie chce rozmawiać o kwotach produkcyjnych, podatku VAT w budownictwie ani plonie referencyjnym i powierzchni bazowej zboża.
O 10.00 Jarosław Pietras, zastępca głównego negocjatora oznajmia koniec spotkania.
— Tak, jak przewidywałem, wyszli nie poobijani — mówi z uśmiechem, choć zdenerwowany.
Oficjalnie nie potwierdza informacji o zerwaniu rozmów.
Leszek Miller zaczyna konsultacje w gronie wiceministrów i specjalistów, a premier Danii przedstawia polskie postulaty przywódcom UE.
11.00 - My, sąsiedzi. Leszek Miller spotyka się z Göranem Perssonem, premierem Szwecji, oraz Gerhardem Schröderem, kanclerzem Niemiec. Od niego dowiaduje się, że nie ma co liczyć na dodatkowe pieniądze. Można jedynie przesunąć 1 mld EUR z funduszy strukturalnych na poprawę płynności. W tym czasie Jarosław Pietras broni się przed zachodnimi dziennikarzami.
— Nie przyjechaliśmy wywierać presji, ale by przedstawiać argumenty. Musimy się dogadać, przez długie lata będziemy ze sobą sąsiadować. Efekt rozmów zaważy na naszych stosunkach — podkreśla.
12.00 - Nerwy puszczają Premier Danii mówi o impasie. W polskim obozie panuje napięta atmosfera. Najbardziej puszczają nerwy Jarosławowi Kalinowskiemu, ministrowi rolnictwa. Przyjechał powalczyć głównie o kwotę mleczną, ale Unia nie chce o tym słyszeć. Zdenerwowany krąży po sali i rzuca nieparlamentarne słowa. Jan Truszczyński mówi mało, ale dużo pali i ciągle coś liczy na laptopie. Spokój zachowują premier i minister infrastruktury. Wreszcie z opóźnieniem Leszek Miller wyrusza na kolejną rundę. Tymczasem na ulicach demonstrują antyglobaliści.
13.00 - Ci Polacy!
Tym razem na negocjacje z polskim premierem Anders Rasmussen zabiera także Güntera Verheugena, komisarza UE ds. rozszerzenia, oraz Romano Prodiego, szefa Komisji Europejskiej. W rozmowach nie uczestniczy już m.in. Danuta Hübner, minister ds. europejskich, jeden z filarów zespołu negocjacyjnego. Trwa pojedynek trzech na jednego. W tym czasie budynek Bella Center aż huczy od plotek. Co kilka minut pojawiają się nowe informacje, które w chwilę potem są dementowane. Pozostali kandydaci z wściekłością patrzą na Polaków. Przez nich wszystko się przedłuża i jeszcze nie daj Boże coś im się uda wynegocjować.
Kolejna szansa. Po godzinie kończy się druga runda rozmów. Widmo klęski negocjacji oddala się, bo powołano polsko-unijną grupę roboczą. Jej zadaniem ma być analiza propozycji obu stron. Polskę mają reprezentować Jan Truszczyński, oraz Jerzy Plewa, wiceminister rolnictwa.
Wszyscy udają się na obiad. Według relacji rzecznika rządu, premierowi nie dopisuje apetyt. Je mało, pije głównie colę. Po przerwie rozmowy zostaną wznowione.
15.00 - Kolejna szansa. Tuż przed godziną 15 Gerhard Schröder, kanclerz Niemiec (na fot. z prawej), który w kuluarach rozmawiał m.in. z Jacquesem Chirakiem, prezydentem Francji i Abdullahem Gulem, prezydentem Turcji, deklaruje, że ma dobrą ofertę — 1 mld EUR na poprawę płynności budżetu. Skąd są te pieniądze, nikt nie wie. Po pewnym czasie dociera informacja, że to nie prezent, tylko przesunięcie funduszy strukturalnych. Polscy eksperci nie rozstają się z laptopami. Nie ma jednomyślności, co zrobić z taką ofertą. Pojawiają się spekulacje, „trudno będzie sprzedać to jako sukces”. Michał Tober zapowiada rozmowy na 15.45. Ktoś komentuje „show must go on”.
16.00 - Sam na sam. Tym razem rozmowy odbywają się w cztery oczy. Naprzeciwko Leszka Millera siedzi już tylko Anders Fogh Rasmussen. Napięcie sięga zenitu. Pozostała część polskiej delegacji, nerwowo czeka pod pokojem. W stacjach telewizyjnych pokazują relację z Polski. Zwyczajowe „wiejskie obrazki”. Robi się bardzo swojsko. Na ekranie pojawia się czołówka serialu „Złotopolscy”. Po chwili korespondent duński nadaje na żywo z Warszawy. Ubrany jest w futrzaną kozacką czapkę, zaś w tle miga Pałac Prezydencki. Wybucha śmiech, obrazek jak z dalekiej Syberii. Rzeczywiście można sobie zadać pytanie, kogo oni chcą przyjąć do tej Unii.
17.00 - Nie wiem. Duńczycy podają komunikat, że szczyt przesunie się co najmniej o dwie godziny.
Jarosław Kalinowski wraz z ministrem Jerzym Plewą siedzą przy kawiarnianym stoliku i omawiają jakieś dokumenty. Na pytania o wyniki rozmów minister Plewa odpowiada „nic jeszcze nie wiadomo”.
Jest OK. Przed 18.00 pod szklane drzwi oddzielające strefę dla VIP-ów zbliża się niepewnie Grzegorz Kołodko, minister finansów. Aby ukryć zdenerwowanie, je jabłko. W końcu nie wie, jak przyjmą go dziennikarze. Wczoraj w samolocie próbował się z nimi zintegrować. Na powitanie rzucił „Dzień dobry. Siedzą?”. Nikt nie chciał go przygarnąć. Na pytanie o wyniki rozmów podniósł kciuka do góry. Rozbłysły flesze.
Nagle ze strefy wychodzi Jarosław Pietras. Rozmawia przez komórkę. Spieszy się. Za nim podąża grupa dziennikarzy. Idzie na nagranie dla BBC. „Nic nie wiem, nic nie wiem” — rzuca.
Już go widać na ekranie, ma poważną, ściągniętą twarz.
— Nie przybyliśmy tu tylko po to, by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Chcemy lepszych warunków, nie pieniędzy — zaznacza.
18.00 - Wieszcz Tadeusz Iwiński informuje, że premier odbył drugą rozmowę z Gerhardem Schröderem. Przed dziewiętnastą ze strefy wychodzi Grzegorz Kołodko. Jako pierwszy ogłasza „jest kompromis, UE zgadza się na osiem naszych postulatów. Na szczegóły trzeba poczekać”. Ktoś z boku komentuje „a nie mówiłam, że premier czeka na Wiadomości w TVP”.
Udało się Dania podaje oficjalną informację o pełnym porozumieniu. Słychać „Alleluja” z duńskiej TV, zaraz potem „Odę do radości”. Anders Fogh Rasmussen, Romano Prodi, i Günter Verheugen mogą sobie pogratulować.
19.20 - Zapłaciliśmy. Wszyscy biegną do studia tele-mostu. Salka pęka w szwach. Premier z załogą ledwo zdołali się przecisnąć. Ktoś w górze podaje krzesła. Nic nie widać, tylko ekipa TVP jest zwarta i gotowa. Premier ogłasza finał negocjacji. Wszyscy udają się na pamiątkowe zdjęcie, a potem do hotelu na mrożonego szampana. Uroczysty obiad u królowej odpłynął, bo finał szczytu był spóźniony o dwie godziny.
— Być może w zarezerwowanych na dzisiejszą noc pokojach, jacyś europejczycy wyśpią się za darmo. Musieliśmy przecież zapłacić — żali się jeden z dyplomatów.