Krajobraz po in vitro

Alina Treptow
opublikowano: 2015-12-28 22:00

Koniec rządowego programu leczenia niepłodności to zła wiadomość nie tylko dla par, ale też biznesu.

Choć do tej pory o decyzji nowego rządu o wycofaniu się z programu finansowania in vitro mówiło się przede wszystkim w kontekście światopoglądowym, będzie ona miała także finansowy wymiar — rynek z miesiąca na miesiąc może się skurczyć blisko o jedną trzecią.

Powrót do przeszłości

Placówki medyczne uspokajają, że spadek może być trochę mniejszy, bo część par, która chciała wziąć udział w rządowym programie leczenia niepłodności, zapłaci za świadczenie prywatnie. Przygotowują się jednak na spadek liczby klientów.

— W 2016 r. powrócimy do sytuacji sprzed programu. Liczba pacjentów prawdopodobnie się zmniejszy, ponieważ nie wszystkich będzie stać na zapłacenie za leczenie z własnej kieszeni. Będzie to duże wyzwanie, zwłaszcza dla małych klinik czy ośrodków, które powstały w czasie, gdy pojawił się program refundacyjny, na którym właściwie oparły swoją działalność. Przejdą sprawdzian, który pokaże, jak odnajdą się w nowej rzeczywistości, sprostają standardom jakości leczenia i zaawansowanych procedur medycznych i czy będą konkurencyjne wobec dużych klinik, których lata doświadczeń przekładają się na skuteczność leczenia, która w przypadku in vitro jest kluczowa — mówi Iwona Pokwicka, prezes klinik leczenia niepłodności InviMed. Dla części podmiotów receptą na problemy mogą być pacjenci spoza Polski. Klinika Invicta chorych spoza Polski przyjmuje od lat.

— Nie sądzę, by zakończenie rządowego programu leczenia niepłodności bardzo negatywnie wpłynęło na nasze przychody. Nasze ośrodki, ze względu na jakość i wieloletnie doświadczenie, cieszą się dużym zaufaniem pacjentów. Leczymy pary z Polski i zza granicy od ponad 15 lat. Decyzja o zaniechaniu kontynuacji finansowania zabiegów in vitro przez państwo uderzy przede wszystkim w mniej zamożnych polskich pacjentów — uważa Dorota Białobrzeska-Łukaszuk, prezes Invicty.

Priorytety płatnika

Zamknięcie rządowego programu znacząco wpłynie na rynek ze względu na duży udział publicznego finansowania. Według danych firmy badawczej PMR, cały segment jest wart około 280 mln zł. Dla przykładu: w 2014 r. 80 mln zł pochodziło z Narodowego Funduszu Zdrowia. Łącznie na pierwszą edycję programu, która zakończy się w połowie przyszłego roku, rząd przeznaczył ponad 240 mln zł. Planowana była druga edycja o wartości 304 mln zł, jednak nowy rząd wycofał się z jej finansowania, tłumacząc, że Polski nie stać na finansowanie tego typu procedur medycznych. Kwestia in vitro dzieli również branżę medyczną. Część ekspertów zgadza się z argumentem PiS, że tego typu świadczenia powinny być finansowane z prywatnej kieszeni pacjentów, szczególnie że jest wiele innych dziedzin potrzebujących pieniędzy bardziej, a część uważa, że wycofanie się z kontynuacji programu to była zła decyzja. Ani zwolennicy, ani przeciwnicy nie chcą wypowiadać się publicznie na ten temat. © Ⓟ

Możesz zainteresować się również: