Kreowanie prawa to domena rządu

Jacek Zalewski
29-04-2010, 00:00

Przyspieszone wybory prezydenckie 20 czerwca zostały całkowicie oderwane terminowo nie tylko od przyszłorocznych parlamentarnych, ale również od tegorocznych samorządowych, które odbędą się zapewne 14 listopada. Pamiętając o tragicznych przyczynach tego przyspieszenia, wypada jednak ocenić, że jest to okoliczność sprzyjająca ich wyrazistości. Pięć lat temu głosowanie prezydenckie stało się sequelem sejmowego, elektorat podejmował decyzje w pakiecie, a kompetencje obu wybieranych władz całkiem się przemieszały.

Obecnie z pierwszych zapowiedzi wyborczych sztabów wynika, że jednym z obszarów kampanii będzie szeroko rozumiane prawo. Tymczasem polityczne realia dowodzą, iż prezydent ma w Polsce minimalny wpływ na stanowienie prawa. A jeśli już, to kontrolno-destrukcyjny, sprowadzający się do wetowania lub odsyłania ustaw do Trybunału Konstytucyjnego. Prezydencka inicjatywa legislacyjna stała się czystą abstrakcją — w Dzienniku Ustaw ze świecą szukać takich, których projekty wyszły spod ręki głowy państwa. Dotyczą co najwyżej orderów, świąt, sądownictwa administracyjnego etc.

Częściowo jest to następstwem okoliczności, że w minionym dwudziestoleciu mniej więcej przez osiem lat prezydent i większość rządowa wywodzili się z tego samego obozu, a przez dwanaście trwała ostra konfrontacja — bo trudno zwać ją kohabitacją. Jednak nawet w okresach wspólnoty politycznej obu władz rząd nie lubił, gdy prezydent usiłował mu się wtrącać i kreować jakieś ważne ustawy. To prawda, o której muszą pamiętać wszyscy kandydaci, zanim zaczną nam opowiadać wyborcze bajki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kreowanie prawa to domena rządu