Korekta ostatnich spadków na warszawskiej giełdzie nie dotyczyła walorów Telekomunikacji Polskiej, jednej ze spółek, które mają największy wpływ na indeksy. Narodowy operator w dalszym ciągu znajduje się pod silną presją podaży. Kurs powoli zbliża się do minimum z września ubiegłego roku i wcale nie jest przesądzone, że w tej strefie zakończy się drastyczna przecena akcji spółki.
W trakcie wczorajszej sesji, aktywność inwestorów skoncentrowana była głównie na akcjach TP SA. Obroty na walorach operatora sięgały nawet połowy handlu na całym rynku. W efekcie spadków w trakcie obecnego tygodnia, sytuacja inwestorów, którzy jeszcze trzymają te papiery w portfelu jest niemal dramatyczna. Co prawda w środę nie doszło do testu historycznego minimum, gdyż mocną przecenę na otwarciu wykorzystano do ratowania kursu, jednak przebieg wczorajszej sesji dobitnie świadczy, że impet podaży nie maleje. Wydaje się więc, że prawdopodobieństwo szturmu na poziom 10,5 zł jest wciąż duże.
Ostatnie informacje dotyczące operatora, a także wydarzenia na rynkach światowych skłaniają do omijania z daleka akcji TP SA. Nad rynkiem wisi widmo podaży ze strony BGK, który nie kryje planów rychłej sprzedaży posiadanego pakietu akcji.
Fatalna koniunktura na akcjach właściciela polskiego przedsiębiorstwa — France Telecom również odbija się negatywnie na wycenie TP SA. Kurs francuskiego giganta od swojego maksimum stopniał już o 96 proc. Dawno także przebity został ubiegłoroczny dołek. Kurs walorów Telekomunikacji powiela zachowanie akcji spółki matki na paryskim parkiecie. Wszystkie te czynniki nie są dobrym prognostykiem dla polskiego teleoperatora.