LeadBullet to spółka z sektora marketingu internetowego, założona ponad trzy lata temu przez Własa Chorowca i Mariusza Gila. Młodzi przedsiębiorcy, podążając za światowymi trendami, skoncentrowali się na tzw. content marketingu i reklamie natywnej. Formuła wplatania przekazu promocyjnego w treść informacyjną serwisów i stron internetowych, które gromadzą oczekiwaną przez reklamodawcę grupę odbiorców, stanowi alternatywę dla banerów graficznych, ruchomych animacji czy innych powszechnych form reklamy online (display). Reklamodawcom pozwala też na ucieczkę od tzw. zjawiska banner blindness (zjawisko obniżenia reakcji użytkowników na reklamę w sieci).
![Uruchomiliśmy biura w Moskwie i w Kijowie, poszukujemy lokalnych reklamodawców i pozyskujemy wydawców do współpracy. A w Polsce planujemy debiut na NewConnect — zapowiada Włas Chorowiec, współwłaściciel spółki LeadBullet, zajmującej się marketingiem internetowym. [FOT. MW] Uruchomiliśmy biura w Moskwie i w Kijowie, poszukujemy lokalnych reklamodawców i pozyskujemy wydawców do współpracy. A w Polsce planujemy debiut na NewConnect — zapowiada Włas Chorowiec, współwłaściciel spółki LeadBullet, zajmującej się marketingiem internetowym. [FOT. MW]](http://images.pb.pl/filtered/f78a4df2-eb9e-47d8-b5c7-6e688b2a1c99/35591824-3446-560a-9359-23933146dac1_w_830.jpg)
Następny krok
Do tej pory przedsiębiorcy wypuścili na krajowy rynek dwa produkty. Pierwszy, NextClick.pl, umożliwia sugerowanie treści użytkownikom serwisów internetowych, adekwatnych do ich obecnych zainteresowań. Jak podają przedstawiciele spółki, narzędzie swoim zasięgiem obejmuje obecnie ok. 15 mln internautów. Drugi natomiast, NextContent.pl, stanowi platformę wspomagającą realizację kampanii content marketingowych. Z takim „zapleczem” LeadBullet przyjmuje rolę łącznika pomiędzy reklamodawcami, wydawnictwami internetowymi i użytkownikami serwisów — konsumentami.
— Internauci znacznie zwiększyli swoją aktywność w sieci, stali się też dużo bardziej świadomymi konsumentami. Zmienił się tym samym ich sposób konsumpcji reklamy. Popularne dotychczas metody zasięgowe tracą więc na efektywności. Ponieważ internauci nie szukają w sieci reklamy, ale informacji, sprawdzać zaczynają się spersonalizowane przekazy, odpowiadające zainteresowaniom i oczekiwaniom użytkowników — przekonuje Włas Chorowiec, współwłaściciel LeadBullet.
Firma z partnerami rozlicza się w systemach efektywnościowych, za ilość kliknięć, sprzedaż lub konkretną zrealizowaną z jej udziałem akcję.
Skok na giełdę
Spółka, której głównym akcjonariuszem jest przedsiębiorca i inwestor Marek Falenta, swoje narzędzia zamierza w przyszłości rozbudowywać od strony technologicznej i funkcjonalnej. Finansowania poszuka na giełdzie. Jeszcze w tym roku firma zamierza zadebiutować na NewConnect. Odwagi przedsiębiorcom dodają m.in. osiągane wyniki finansowe — firma jeszcze w 2011 r. miała przychody na poziomie 0,5 mln zł, w 2013 r. zwielokrotniła je, dochodząc do pułapu 5 mln zł. Plan na 2014 r.: wypracowanie 10 mln zł przychodów. Urealnić te zamierzenia ma wyprowadzenie spółki poza granice kraju. LeadBullet szansy dla swojego biznesu upatruje w Rosji i na Ukrainie. Niedawno uruchomiono tam lokalne biura, firma nawiązała też pierwsze kontakty z inwestorami i partnerami biznesowymi.
— Startujemy na rynkach, które w kontekście działań internetowych są znacznie słabiej rozwinięte niż Polska, ale są dużo większe i bardziej chłonne. Poruszanie się po nich ułatwia mi również fakt, że z pochodzenia jestem Rosjaninem, co niweluje wiele barier we współpracy z tamtejszymi partnerami i klientami. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wejście na rosyjski i ukraiński rynek następuje w mało korzystnym politycznie momencie. Jednak w tym przypadku ryzyko, zwłaszcza finansowe, rozłożone jest również na inwestorów i partnerów działających na miejscu — mówi Włas Chorowiec.
Jego zdaniem, jednak, zarówno Rosja, jak i Ukraina to rynki, wciąż będące we wczesnej fazie fascynacji internetem. — Z drugiej strony w Rosji liczba internautów jest ponad trzy razy większa niż w Polsce, kilkakrotnie większe są też budżety marketingowe tamtejszych firm — dodaje Włas Chorowiec.