Lekarzy w Polsce jak na lekarstwo

opublikowano: 21-05-2019, 22:00

Liczba lekarzy w Polsce nieznacznie, ale z roku na rok rośnie. Mimo to jest ich za mało, żeby sprostać potrzebom systemu

Pensje niektórych medyków w kraju wzrosły w ubiegłym roku znacząco, podobnie jak specjalistów w wielu innych dziedzinach. To skutek protestów, ale też, niestety, luki kadrowej.

Dyrektorzy publicznych szpitali narzekają, że lekarze mają coraz
większe wymagania płacowe. Niektórzy podkreślają, że to skutek protestów, inni
że wieloletniego deficytu białego personelu
Wyświetl galerię [1/2]

PRESJA PŁACOWA:

Dyrektorzy publicznych szpitali narzekają, że lekarze mają coraz większe wymagania płacowe. Niektórzy podkreślają, że to skutek protestów, inni że wieloletniego deficytu białego personelu Fot. Fotolia

— Wzrost wynagrodzeń lekarzy utrzymuje się od pierwszego kwartału ubiegłego roku. Ma to związek głównie z porozumieniem podpisanym w lutym 2018 r. między protestującymi rezydentami a Ministerstwem Zdrowia — uważa Krzysztof Żochowski, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, dyrektor SPZOZ w Garwolinie.

Wyższe pensje

Gdy rezydenci wywalczyli sobie większe wynagrodzenia, to o podwyżki skutecznie zaczęli ubiegać się również bardziej doświadczeni specjaliści. Ponadto po proteście rezydentów wzrosła stawka minimalnego podstawowego wynagrodzenia dla lekarzy pracujących na podstawie umowy o pracę, którzy podpisują tzw. lojalki, czyli zobowiązanie do świadczenia usług wyłącznie w jednej placówce (najczęściej lekarze pracują na dyżurach w kilku przychodniach lub szpitalach). Dla takich lekarzy minimalne podstawowe wynagrodzenie, czyli bez dodatków za dyżury i tzw. wysługę, wzrosło z 4,5 do 6,7 tys. zł.

— W systemie jest więcej pieniędzy na wynagrodzenia dla lekarzy, ale to nie zmienia faktu, że mamy problem. Niektórzy specjaliści rzeczywiście zarabiają stosunkowodużo w porównaniu z innymi grupami zawodowymi, głównie tacy, którzy pracują po 300 godzin miesięcznie na dyżurach, w ramach kontraktów i zleceń, czyli dwa razy więcej, niż przewiduje Kodeks pracy. Bez takich lekarzy system opieki zdrowotnej w Polsce dziś by się załamał — twierdzi Krzysztof Żochowski.

Podobnie uważa Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

— Jeśli chodzi o wynagrodzenia lekarzy, to po ubiegłorocznym proteście rezydentów wyraźnie w górę poszły stawki w sektorze publicznym, adekwatnie wzrosły więc też wynagrodzenia w sektorze prywatnym. Dzisiaj szpitale rywalizują o specjalistów — mówi Łukasz Jankowski.

Brak personelu

Wzrost wynagrodzeń lekarzy to także skutek braku rąk do pracy.

— W przypadku niektórych specjalizacji, np. neonatologii czy anestezjologii, możemy mówić o rynku pracownika — twierdzi Łukasz Jankowski.

Krzysztof Żochowski podkreśla, że szpitale muszą obecnie rywalizować o specjalistów, gwarantując im odpowiednio dużą stawkę, adekwatną do ich oczekiwań. Dotyczy to m.in. chirurgii, anestezjologii i radiologii. Powód jest prosty — tych specjalistów brakuje.

— To oczywiste prawo ekonomii: podaż jest mała, więc wartość usługi rośnie — mówi Krzysztof Żochowski.

Prawo do wykonywania zawodu w kraju ma, i jest aktywnych na rynku pracy, 133,3 tys. lekarzy (bez lekarzy dentystów) — wynika z ostatnich danych Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL). Na jednego lekarza przypada średnio kilkuset Polaków — to dużo. Specjaliści alarmują, że mamy w kraju relatywnie najmniej lekarzy spośród wszystkich krajów UE. Wskazuje na to m.in. ostatni raport „Health at a Glance” OECD i Komisji Europejskiej, opublikowany w listopadzie 2018 r. W Polsce na 1000 mieszkańców przypada 2,4 lekarza. Średnia w całej Unii Europejskiej to 3,6. W Europie gorzej od nas wypada tylko Turcja — 1,8 lekarza. Paradoksalnie jednak (według danych NIL) z roku na rok lekarzy w systemie jednak przybywa — od lat ich liczba rośnie mniej więcej o 1-2 proc.

— Nie zmienia to faktu, że jeśli chodzi o liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców, dużo brakuje nam do unijnej średniej. Mamy też problem z systemem kontraktowania z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) i tzw. wymaganiami koszykowymi. Na podstawie rozporządzeń ministra zdrowia fundusz wymaga, aby dla konkretnych świadczeń szpital zapewnił minimalną liczbę lekarzy danej specjalności. Nie są to wygórowane wymagania, jednak placówkom zdrowia coraz trudniej im sprostać ze względu na deficyt kadrowy w niektórych specjalizacjach. Dotyczy to np. radiologii, psychiatrii czy pediatrii — wyjaśnia Piotr Warczyński, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

W ubiegłym roku liczba aktywnych zawodowo chirurgów dziecięcych i pediatrów spadła o kilku specjalistów, a liczba radiologów zwiększyła się jedynie o ośmiu.

Wyższe stawki

Oficjalnych danych na temat wynagrodzeń lekarzy za ostatni rok nie ma. Z najnowszych danych (z października 2016 r.), które co dwa lata publikuje GUS, wynika, że średnie wynagrodzenie w grupie zawodowej lekarzy wynosiło 7286,39 zł. Dzisiaj — zdaniem specjalistów — jest wyższe.

— Zdarza się, że mimo atrakcyjnego wynagrodzenia, sięgającego 100 zł za godzinę, np. za pracę na ostrym dyżurze w powiatowych szpitalach, lekarze nie decydują się na zatrudnienie w szpitalu, ponieważ zarząd nie jest w stanie zagwarantować profesjonalnej organizacji pracy. Lekarze mogą dziś wybierać, gdzie chcą pracować, bo wszędzie są potrzebni — dodaje Maria Kłosińska, rzecznik prasowa Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

W większości szpitali wynagrodzenia lekarzy są objęte tajemnicą. W Grudziądzu, gdzie działa jeden z największych w Polsce szpitali regionalnych należących do samorządu, dopiero niedawno zakończyły się negocjacje z lekarzami, którzy domagali się podwyżek. Z raportu pokontrolnego, który powstał na potrzeby opracowania planu naprawczego, wynika, że średnie wynagrodzenie 12 losowo wybranych specjalistów (w tym wysoko opłacanych w całym kraju radiologów) wynosi 382,7 tys. zł rocznie, czyli miesięcznie 31,1 tys. zł (są to stawki uwzględniające wynagrodzenia za dyżury).

— Brakuje lekarzy, musimy ich ściągać z innych województw, a na pracę nikt by się nie zdecydował, gdyby nie otrzymał atrakcyjnego wynagrodzenia — mówi Maciej Glamowski, prezydent Grudziądza.

Ponadto lekarze się starzeją — średnia ich wieku wynosi 52 lata. Na system opieki zdrowotnej w Polsce mocno wpływają też lekarze emigranci (od lat liczba zaświadczeń potrzebnych do uznania kwalifikacji na terenie Unii Europejskiej wydawanych przez izby lekarskie utrzymuje się na poziomie kilkuset rocznie). Jeszcze poważniejszy w przyszłości może się okazać deficyt pielęgniarek — znaczna większość z nich jest w wieku 45-60 lat.

OKIEM LEKARZA

Starzejąca się profesja

ANDRZEJ MATYJA, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, profesor nauk medycznych, chirurg

Statystyki mogą wskazywać na to, że w Polsce jest wystarczająco dużo lekarzy. W rzeczywistości było ich za mało już od 1989 r. 20 lat temu NIL apelowała do rządu i rektorów uczelni wyższych o zwiększenie poziomu rekrutacji na kierunki medyczne. Bezskutecznie. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że przybywa lekarzy w wieku emerytalnym, którzy są nieaktywni zawodowo lub pracują na część etatu. Wielu po prostu wyjeżdża z kraju. Ponadto brakuje lekarzy w niektórych specjalnościach. O wyborze specjalizacji przez absolwenta studiów medycznych decyduje wiele czynników. Niektóre są mniej oblegane, bo są gorzej opłacane. Od dawna apelujemy o podniesienie płac lekarzy i uzależnienie ich od średniej krajowej. Pensja podstawowa lekarza specjalisty powinna wynosić nie mniej niż trzy średnie krajowe — dzisiaj byłoby to około 15,5 tys. zł. Nie da się ukryć, że znaczna większość przyszłych lekarzy wybiera życie w dużych miastach oraz pracę, która daje im możliwość podnoszenia kwalifikacji i wyższy standard życia. Problem z rekrutacją mają szpitale w mniejszych miejscowościach, tzw. szpitale drugiej i trzeciej referencyjności.

OKIEM EKONOMISTY

Paradoks systemu

ALICJA DEFRATYKA, starszy analityk serwisu SpotData

Liczba lekarzy z roku na rok minimalnie rośnie, jednak ich brak w systemie jest coraz bardziej dotkliwy. Jak wyjaśnić ten paradoks? Po pierwsze, jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, które musi zapewnić rosnącej liczbie emerytów adekwatną do ich potrzeb opiekę medyczną. Jeszcze 20 lat temu statystyczna 60-latka miała przed sobą niecałe 20 lat życia, a obecnie ponad 24. Po drugie, lekarze uciekają z publicznego systemu do prywatnej opieki zdrowotnej. Według raportu PIU w 2018 r. już 2,6 mln Polaków korzystało z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Po trzecie, brakuje lekarzy specjalistów w tych obszarach, w których są szczególnie częste zachorowania oraz duża liczba zgonów, chodzi m.in. ochoroby układu krążenia czy onkologiczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy