Lekcja z Nexperii dla europejskiego przemysłu

Gabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2025-11-19 16:41

Gdy Holandia próbowała ochronić swoją technologię czipową przed chińskim właścicielem Nexperii, Pekin odpowiedział prostym ciosem: wstrzymał dostawy z fabryki w Guangdong, co przez moment groziło paraliżem europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. To doskonale pokazuje, że Europa pozostaje zakładnikiem chińskich łańcuchów dostaw i musi przyspieszyć rozwój własnych zdolności.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Chiny wykorzystały swoje atuty

Spór wokół holenderskiego producenta czipów Nexperia, będącego własnością chińskiej spółki Wingtech Technology, idealnie oddaje sedno europejskiej zależności handlowej od Chin. Holandia najpierw narzuciła nadzór nad Nexperią, by chronić kluczową technologię, czyli produkcję wafli krzemowych dla tzw. układów dyskretnych (tradycyjnych czipów). Następnie w „geście dobrej woli” zawiesiła swoje uprawnienia, w zamian za wznowienie dostaw. Doszło do tego, bo Pekin odpowiedział, narzucając ograniczenia eksportowe na finalne komponenty z chińskiej fabryki Nexperii w Guangdong, gdyż tam właśnie odbywa się kluczowy etap montażu i pakowania.

Krótko mówiąc: Chiny wykorzystały swoją dźwignię – kontrolę nad kluczowym ogniwem łańcucha dostaw w branży układów scalonych i półprzewodników, od których uzależniony jest m.in. europejski sektor motoryzacyjny i branża elektroniczna.

Ile niezależności Europy?

Europa stopniowo rozbudowuje swoje moce produkcyjne i redukuje zależność od dostaw chińskich. Produkcja czipów i półprzewodników wzrosła w ostatnich pięciu latach o 38,8 proc., a jednocześnie wskaźnik penetracji chińskiego importu zmniejszył się z nieco ponad 18 proc. do 11,1 proc. Należy to interpretować tak, że coraz mniejsza część popytu na czipy jest zaspokajana przez chińskie dostawy.

Pytanie, ile taki wskaźnik powinien wynosić w idealnym scenariuszu?

Zależności ekonomiczne są tak zwarte, że nawet w erze de-riskingu Europa będzie kontynuować wymianę handlową z Chinami. Dlatego całkowite odcięcie jest niemożliwe i też nieopłacalne. Realistyczny i pożądany cel jest zapewne gdzieś w okolicach 5 proc. i poniżej. Na tym poziomie zależności nagłe wstrzymanie dostaw nie paraliżuje europejskiego przemysłu (np. branży automotive), a jednocześnie oznacza, że zdecydowana większość popytu zaspokajana jest albo przez produkcję wewnętrzną, albo przez stabilnych i zaufanych sojuszników (USA, Japonia czy Tajwan – choć tu też są ryzyka związane z potencjalnym konfliktem zbrojnym).

Konieczne przyspieszenie

Wniosek jest taki, że Europa musi zdecydowanie przyspieszyć rozwój własnych zdolności technologicznych i produkcyjnych. Nie można przewodzić w transformacji cyfrowej i energetycznej – dwóch kluczowych megatrendach – bez dużo większej kontroli nad łańcuchem wartości. Chcemy być liderem w produkcji technologii zeroemisyjnych, jednocześnie sprowadzając metale ziem rzadkich z Chin. Chcemy konkurować z chińskimi markami samochodów elektrycznych na europejskim rynku, importując do nich baterie z Chin. Tak się nie da.

A w erze rosnących napięć geopolitycznych przypadków podobnych do Nexperii będzie przybywać.

Możesz zainteresować się również: