LEKTURY
Start do Sydney
Akredytacje dla dziennikarzy prasowych wydawał PKOl. Na Polskę przypadło jedynie 26 miejsc i 6 miejsc fotoreporterskich (Szwecja otrzymała ponad 80 miejsc). Chętnych było 35 polskich redakcji. Musiały złożyć wniosek do 15 września 1999 r. do Klubu Dziennikarzy Sportowych. Akredytacje przyznawano z uwzględnieniem wszystkich regionów, by nie faworyzować ogólnopolskich redakcji.
Najliczniejszą, bo pięcioosobową ekipę wysyła „Przegląd Sportowy”. Redakcja nie obliczyła jeszcze kosztów tej wyprawy. Wiadomo tylko, że za bilet lotniczy w jedną stronę trzeba zapłacić 1400 dolarów amerykańskich, a pobyt korespondenta w Australii kosztuje 150 dolarów australijskich za dobę.
Ekipa „Rzeczpospolitej” to dwóch dziennikarzy i fotoreporter, ale ta redakcja zapewnia swoim korespondentom bardziej luksusowe warunki pobytu. Nie będą mieszkać w miejscach wyznaczonych dla dziennikarzy przez organizatorów, ale w hotelu, w którym doba kosztuje 250 dolarów australijskich. Dziennikarze zabierają własny sprzęt i trzysystemowe telefony komórkowe, gdyż dwusystemowe w Australii nie działają. Podobnie jak „Przegląd Sportowy”, „Rzeczpospolita” będzie wydawać dodatek olimpijski, 4- lub 6-stronicowy.
„Gazeta Wyborcza” wysyła do Sydney trzyosobową ekipę. 15 września, w dniu otwarcia igrzysk, ukaże się 16-stronicowy dodatek olimpijski, który na co dzień ma liczyć 8 stron. Na stronach internetowych i w samej gazecie redakcja przygotowała konkursy olimpijskie.
„Press”
Mniej na stacjach
W ubiegłym roku zmniejszył się wśród kierowców odsetek tych, którzy dokonywali zakupów w sklepach na stacjach benzynowych. Spadek kupujących dotyczył wszystkich towarów bez wyjątku. Wyniósł średnio około 5 proc., natomiast najbardziej — aż o 14 proc. — zmniejszyła się liczba osób zaopatrujących się w części i akcesoria samochodowe. Mniej było osób kupujących tak chodliwe artykuły, jak papierosy — o 6 proc. i gazety — o 8 proc. Można jednak zaryzykować twierdzenie, że jest to i tak relatywnie mały spadek w porównaniu z tradycyjnym handlem spożywczym — zwłaszcza w sklepach wystawionych na konkurencję dużych supermarketów.
Te obserwacje nie dają zresztą podstaw do postawienia tezy o równoległym spadku obrotów w przystacyjnych sklepach, ponieważ badający interesowali się głównie psychologiczno-socjologicznymi aspektami zachowań kierowców, a nie ich handlowymi konsekwencjami. Jednak z całą pewnością można powiedzieć, że spada skłonność kierowców do robienia zakupów na stacjach paliw.
Przedstawiciele niektórych firm paliwowych twierdzą, że na stacjach ich sieci częste są przykłady, kiedy klient nie tankuje, a tylko robi zakupy w sklepie. Nie wiadomo, na ile te obserwacje wynikają z subiektywnych odczuć — a może i pobożnych życzeń — ponieważ firmom brakuje rzetelnych informacji na ten temat.
„Detal dzisiaj”