Lepsza upadłość nieświadoma

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-07-10 00:00

Jak było do przewidzenia, przedstawione przez polski rząd plany restrukturyzacji polskiej branży stoczniowej nie wzbudziły entuzjazmu w Brukseli. Jest jeszcze cień szansy, bo Komisja Europejska nie odrzuciła rządowych planów od razu, tylko zażądała poprawek. Mają wpłynąć dzisiaj. W ciągu tych kilkunastu godzin, jakie minister skarbu Aleksander Grad miał do dyspozycji, mógł się jedynie pokusić o kosmetyczne zmiany, a nie o znaczącą rewizję planów.

Komisja żąda poprawek, a posłowie PiS chcą wezwać ministra w trybie pilnym na konwent seniorów, by wytłumaczył się, czy rząd bierze udział w doprowadzeniu do świadomej upadłości stoczni w Szczecinie. Takie podejrzenia to wynik ujawnionej notatki, z której wynika, jakoby Komisja Europejska namawiała przyszłych inwestorów, by wstrzymali się z zakupem stoczni, bo masa upadłościowa będzie tańsza. Wątpliwe, by KE dawała komukolwiek takie rady, bo nie od tego jest, a ponadto każdy inwestor doskonale sobie zdaje sprawę z zalet i wad (a są i takie) zakupu masy upadłościowej zamiast funkcjonującego zakładu. Ale można przy okazji sformułować zarzut o świadomym doprowadzeniu do upadłości stoczni, a to wszak polityków rajcuje najbardziej.

Problem stoczni nie zaczął się jednak pod koniec czerwca, kiedy powstała feralna notatka. Na dzisiejsze niepewne losy stoczni zapracowało zgodnie kilka ostatnich ekip rządowych — zaniechaniami, pozorowanymi ruchami, politycznymi nominacjami. Oczywiście w tym przypadku nie możemy mówić o świadomym doprowadzeniu stoczni do upadłości. Co najwyżej o nieświadomym, a to wszak zupełnie zmienia postać rzeczy. Zwłaszcza dla stoczniowców.

Adam Sofuł