Ministrom finansów nie udało się osiągnąć kompromisu w sprawie reformy paktu o stabilizacji i rozwoju.
Bez rozstrzygnięć zakończył się maraton dwunastu ministrów finansów strefy euro, którzy całą noc debatowali nad reformą paktu o stabilizacji i rozwoju. Po złagodzeniu stanowiska Austrii zgromadzeni zgodzili się co do tego, że elastyczność w przestrzeganiu euroreguł jest konieczna. To przełamało pat, który od dłuższego czasu blokował jakiekolwiek porozumienie między Komisją Europejską a Niemcami i Francją, które od kilku lat przekraczają dozwolony pułap deficytu budżetowego 3 proc. PKB. Kompromisu jednak nie ma.
Najważniejszym, wciąż nie rozwiązanym, problemem jest określenie kategorii wydatków, jakie powinny być uwzględniane przy liczeniu deficytu. Są kraje, które nie mają problemów z deficytem i chcą zachowania zasady równego traktowania. Niemcy najbardziej naciskają na uwzględnienie wpłat netto do unijnego budżetu oraz wydatków związanych ze zjednoczeniem. Wraz z innymi krajami przebąkują o wydatkach na badania i rozwój, inwestycje i obronę. Polska walczy o OFE, choć na razie jest to walka z wiatrakami. Mało tego, ministrowie finansów ostrzegają Polskę, że bez zacieśnienia polityki fiskalnej nie uda się nam do 2007 r. obniżyć deficytu poniżej 3 proc. PKB., co zakłada plan konwergencji.
Kością niezgody są też kary, jakie miałyby ponosić kraje strefy euro, które łamią reguły. Dyskusja utknęła na określeniu okoliczności, jakie powinny decydować o tym, czy dany kraj ma ponieść konsekwencje przekraczania wskaźników. Mimo różnic zdań, w całej dyskusji z częstotliwością szwarcwaldzkiego zegara pobrzmiewał głos Jeana-Claude Junckera, premiera Luksemburga i przewodniczącego UE, oznajmiający „wielki postęp”.
— Wiemy, że do porozumienia dojdzie w marcu. Jedyną niewiadomą jest to, czy kompromis zostanie zawarty przez ministrów finansów na spotkaniu 7-8 marca, czy przez szefów państw UE na szczycie w Brukseli 22-23 marca — podkreśla Herve Gaymard, minister finansów Francji.