Francuska Dalkia i szwedzki Vattenfall złożą dziś wiążące oferty zakupu akcji łódzkiego zespołu elektrociepłowni. Tymczasem prezydent Łodzi nie rezygnuje z walki o odebranie spółce ciepłowniczej sieci przesyłowej.
Obaj inwestorzy, którzy znaleźli się na krótkiej liście w przetargu na akcje Zespołu Elektrociepłowni w Łodzi (ZEC) — szwedzki Vattenfall i francuska Dalkia Termika — zapowiadają, że złożą dziś w Ministerstwie Skarbu Państwa (MSP) oferty wiążące.
Łódzka spółka ciepłownicza należy do największych w kraju. Od podobnych firm działających w innych polskich miastach różni się jednak nie tylko skalą produkcji. Posiada też własną sieć do przesyłu ciepła, co zapewnia jej bezpośredni dostęp do odbiorcy. Właśnie ten atut ZEC stał się przyczyną zamieszania wokół prywatyzacji spółki. Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi, zażądał od ministra skarbu wydzielenia z zespołu elektrociepłowni infrastruktury przesyłowej i przekazania jej miastu.
Teraz, choć przetarg dobrnął już do etapu składania przez inwestorów wiążących ofert zakupu, przedstawiciele samorządu nie rezygnują z idei skomunalizowania sieci cieplnej. Obawiają się, że sprzedaż ZEC wraz z przesyłem, utrwali monopol w dziedzinie dostaw ciepła dla miasta.
— Zabiegaliśmy o spotkanie z przedstawicielami ministerstwa skarbu. Jego termin był jednak kilkakrotnie przesuwany. Najpierw miało się odbyć w Warszawie, potem w Łodzi. Ostatecznie wiceminister skarbu Kazimierz Jaszczyk, odpowiedzialny za prywatyzację, zaproponował nam, aby debata na ten temat odbyła się już po złożeniu ofert przez inwestorów. Zapewnił nas, że tocząca się procedura prywatyzacyjna nie jest na razie wiążąca dla MSP i w każdej chwili resort może się z niej wycofać — mówi Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi.
W dyskusję na temat propozycji władz miasta włączył się Urząd Regulacji Energetyki (URE). W opinii Leszka Juchniewicza, prezesa URE, łódzcy odbiorcy nie muszą obawiać się nadmiernego wzrostu cen ciepła.
— Działalność ZEC podlega regulacji. Ponadto w 2003 r. prawo energetyczne zobowiązało tego rodzaju firmy do prowadzenia odrębnej księgowości dla poszczególnych rodzajów działalności — produkcyjnej i dystrybucyjnej. Jeśli ten warunek nie jest spełniony i zachodzi tzw. subsydiowanie skrośne, czyli wspieranie jednej działalności przez drugą, regulator ma prawo odmówić zatwierdzenia taryfy dla spółki. To solidne narzędzie — uważa Leszek Juchniewicz.
Prezes URE podkreśla, że dla komunalizacji nie istnieje dziś podstawa prawna. Ustawa, która ją umożliwiała, obowiązywała w latach 90. Władze Łodzi przegapiły więc swoją szansę.



