Łowiąc w technologiach, unikaj mętnych wód

Choć branży technologicznej daleko do bańki jak z lat 90., to niewprawny inwestor może wpaść w niejedną pułapkę

Trwająca od dziewięciu lat hossa na giełdzie nowojorskiej coraz częściej porównywana jest do rynku byka lat 90., który zakończył się pęknięciem bańki spekulacyjnej. Jednym z głównych podobieństw jest lepsze od rynku zachowanie branży technologicznej. Podobnie jak działo się to pod koniec boomu dot-comów, zwyżki notowań wielu spółek przyspieszają w tempie wykładniczym. Od początku roku papiery Netfliksa, internetowej wypożyczalni filmów i seriali, podrożały o 68 proc., czyli o tyle, ile w dwóch poprzednich latach łącznie. Kurs prowadzącego największy na świecie sklep internetowy Amazona skoczyły o 36 proc., czyli zrealizowały dwie trzecie zwyżek zanotowanych w 2017 r. Mimo to, zdaniem zajmujących się tą branżą zarządzających, wciąż nie jest za późno, by wsiąść do odjeżdżającego pociągu. Abstrahując od istniejącego zawsze ryzyka zachowania kursów w krótkim lub średnim terminie, długoterminowe perspektywy pozostają korzystne.

— Ciągle jest dobry czas na inwestycję, zważywszy na to,co w najbliższych latach będzie działo się w świecie technologii. Widać to choćby na przykładzie sztucznej inteligencji czy autonomicznych samochodów — trendów, które dopiero raczkują — zauważa Tomasz Smolarek, analityk Noble Funds TFI. — Dużo osób szuka podobieństw do hossy lat 90., jednak natura obu rynków byka jest inna. Wówczas był to pierwszy etap boomu, wiele spółek nie miałozysków, a często także przychodów. Teraz spółki mają zyski i dysponują rozwiniętymi technologiami — dodaje Sebastian Trojanowski, zarządzający DM TMS Brokers.

Optymistyczne prognozy

Prognozy zysków spółek technologicznych zakładają kilka lat dynamicznego wzrostu i nie jest to związane wyłącznie z cykliczną poprawą koniunktury, ale w dużym stopniu z tendencją strukturalną, twierdzi Tomasz Smolarek. Według niego, nie można też mówić o zbyt wysokich wycenach w branży, jeśli mówimy o największych jej przedstawicielach. Oczywiście z pewnymi wyjątkami, ale ogólnie są one tylko nieco wyższe od średnich na rynku i jest to uzasadnione lepszymi ich perspektywami. W rezultacie choć relacja technologicznego indeksu S&P Global 1200 Information Technology do globalnego wskaźnika MSCI ACWI jest najwyższa od pierwszych miesięcy po pęknięciu bańki internetowej, to wycena pierwszego z indeksów jest niższa niż w 2007 r., kiedy technologie do ulubionych sektorów wcale nie należały. Wskaźnik cen do oczekiwanych zysków sięga 18,6.

Pojawiają się pewne sygnały ostrzegawcze, jednak obecnej sytuacji wciąż nie można porównywać z bańką internetową, ocenia tymczasem Piotr Żółkiewicz, zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners Inwestycji w Wartość. W 2017 r. różnica w stopach zwrotu między najlepszym sektorem technologicznym a najgorszym, telekomunikacyjnym, wyniosła 40 pkt. proc. Tymczasem w czasie bańki dot-comów podobna różnica zbliżała się do 100 pkt. W marcu 2000 r. średni wskaźnik cena do wartości księgowej dla spółek z sektora technologicznego wynosił ponad 11, podczas gdy obecnie nie przekracza 6.

— Ewidentna bańka widoczna jest w tematach spoza głównego nurtu, które trudno wycenić. Przykładem są kryptowaluty, start-upy z branż medycznej, gier komputerowych lub producentów aplikacji na telefony komórkowe — uważa Piotr Żółkiewicz.

Jego zdaniem, zbyt duże oczekiwania co do przyszłych zysków dotyczą polskich spółek z branży gier komputerowych, a o przegrzewaniu się tego segmentu rynku świadczyć może duża liczba emisji akcji. Lepiej też uważać na chińskie spółki technologiczne, gdzie panują bardzo wysokie wyceny.

Ograniczony wybór

Problemem dla polskich inwestorów chcących lokować w spółki technologiczne są rozmiary tego rynku w kraju. Według Bartłomieja Chyłka, szefa działu analiz NN Investment Partners TFI, branża technologiczna dysponuje zaledwie 1-procentowym udziałem w indeksie WIG. To przyczynia się do niskiej korelacji z notowaniami globalnych indeksów oraz niższych w ostatnich latach stóp zwrotu (z odwrotnym problemem mierzą się inwestorzy amerykańscy — rosnący udział sektora technologicznego w indeksach utrudnia im zarządzanie ryzykiem zachowania należących do niego spółek). Krajowi inwestorzy powinni więc sięgnąć po instrumenty dające dostęp do zagranicznych aktywów.

— Dla najszerszej grupy inwestorów dostępne są koncentrujące się na branży technologicznej fundusze rynków zagranicznych — przyznaje Tomasz Smolarek.

Ekspozycję na branżę technologiczną dają także nieliczni jej reprezentanci notowani na GPW. Jednak stworzenie na ich bazie pełnowartościowego portfela technologicznego może być utrudnione. Reprezentują bowiem zupełnie inne segmenty rynku niż te, które faktycznie będąwyznaczać tendencje światowe, jak centra danych w chmurach (amerykańskie spółki informatyczne), sztuczna inteligencja (spółki chińskie i amerykańskie), autonomiczne samochody czy handel online (amerykańscy i chińscy giganci). Sięgnąć po spółki amerykańskie warto także dlatego, że paradoksalnie są one często tańsze niż podobni emitenci z innych rynków.

— Na wielu rynkach liczba jakościowych spółek technologicznych jest tak ograniczona, że konkurencja o nie pomiędzy inwestorami wypycha wyceny do nieracjonalnych nieraz poziomów. Podobnie to też może wyglądać na spółkach niepublicznych — ocenia Tomasz Smolarek.

Zdaniem Sebastiana Trojanowskiego, okazji inwestycyjnych warto szukać poza gigantami branży, którym trudno jest dynamicznie zwiększać sprzedaż. Przykładem jest rynek telefonów komórkowych, który zmierza do stadium nasycenia. O ile jednak ograniczone jest pole rozwoju dla finalnych producentów, takich jak Apple czy Samsung, o tyle dla mniejszych spółek, zwłaszcza te z niższych szczebli łańcucha dostaw, nie jest to problem.

— W ich przypadku, w przeciwieństwie do producentów końcowych, ani sprzedaż, ani marże nie będą spadać — zapowiada Sebastian Trojanowski.

Za najbardziej atrakcyjne nisze rynkowe specjalista TMS Brokers uważa robotyzację procesów przemysłowych oraz spółki związane z produkcją aut elektrycznych, nawet na tak wczesnych etapach łańcucha dostaw jak wydobycie metali niezbędnych do produkcji baterii. Warto też zwrócić uwagę na technologie w rodzaju inteligentnych domów, inteligentnych miast czy nawet inteligentnych sieci energetycznych, a także na producentów mających szerokie spektrum zastosowań układów optycznych, układów scalonych i mikrokontrolerów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Łowiąc w technologiach, unikaj mętnych wód