Zdaniem Leszka Chorzewskiego, rzecznika LOT-u, współpraca polskiego przewoźnika z Lufthansą i wejście do Star Alliance nie oznacza wcale ryzyka marginalizacji LOT-u. Nie ma też obaw, że zlikwidowane zostaną połączenia transatlantyckie.
Joanna Wrześniewska (Polsat): Dlaczego spośród dwóch poważnych kandydatów — British Airways i Lufthansy — LOT wybrał właśnie alians z Niemcami?
Leszek Chorzewski (LOT): Bo ten alinas jest lepszy. Oczywiście wybór został poprzedzony licznymi analizami i symulacjami, z których jasno wynika, że alians z Lufthansą przyniesie LOT-owi znacznie więcej korzyści. Przede wszystkim finansowych. Ale korzyści finansowe to tylko jeden z wielu aspektów współpracy.
Skąd się wezmą wspomniane korzyści finansowe?
Niemcy są dla LOT-u najważniejszym i największym rynkiem europejskim, osiągnięcie dobrych wyników finansowych będzie najprostsze.
Po co tak właściwie LOT-owi sojusz? Czy przewoźnik nie mógłby działać z powodzeniem samodzielnie?
Czy nam się to podoba, czy nie — żyjemy w czasach postępujących procesów globalizacyjnych. Branża przewozów lotniczych jest w tych procesach najbardziej zaawansowana. Sojusz jest potrzebny przede wszystkim po to, by linia lotnicza się nie marginalizowała. Linia wielkości LOT-u, działająca w tej części Europy, z biegiem czasu byłaby spychana na margines, ponieważ jej produkt nie byłby konkurencyjny wobec tego, co można zaproponować wspólnie z innymi liniami.
Czy jest możliwe, że LOT po wcieleniu do giganta Star Alliance może stracić połączenia transatlantyckie?
Nie sądzę, natomiast z całą pewnością będziemy latali tam, gdzie będziemy mieli pasażerów. Otwieramy dwa nowe połączenia. Już wkrótce ruszy połączenie do Kaliningradu i Bratysławy. LOT zachowuje swoją tożsamość. Połączenia transatlantyckie będą funkcjonowały, jak dotychczas. Dążymy do tego, by ten ruch był możliwie wydajny i przynosił jak największe zyski.
Nie obawiają się Państwo, że w Star Alliance LOT może zostać sprowadzony do roli pośledniego przewoźnika?
Linia lotnicza musi myśleć o swojej rentowności. Mimo że jesteśmy liderem w tej części Europy, nadal jesteśmy linią średniej wielkości w porównaniu ze znanymi europejskimi przewoźnikami. Niewątpliwie lepiej być linią, która współpracuje z dużym partnerem i zarabia spore pieniądze, niż być na marginesie rynku i udawać, że się jest królem życia. Nie obawiam się, że będziemy linią dowożącą pasażerów np. do Frankfurtu, by ci mogli sobie polecieć dalej innymi liniami.