Maleją szanse na reformę podatków

Marek Knitter
opublikowano: 2003-07-09 00:00

W czwartek przedsiębiorcy i związkowcy z tzw. komisji trójstronnej zapoznają się z symulacją skutków wprowadzenia podatku liniowego. Wczoraj dokument poznał rząd.

Andrzej Raczko, minister finansów, przedstawił wczoraj na posiedzeniu Rady Ministrów szacunki dotyczące skutków budżetowych ewentualnego wprowadzenia podatku liniowego. Z dokumentu wynika, że rozwiązanie, które forsują przedsiębiorcy, na początku oznaczałoby spore uszczuplenie dochodów państwa z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych.

Na konferencji po posiedzeniu rządu minister Raczko stwierdził, że wprowadzenie podatku liniowego w pierwszych latach jego funkcjonowania nie byłoby neutralne dla budżetu, a uszczuplenie dochodów z tego tytułu trzeba by rekompensować cięciem wydatków.

— Jeśli zdecydujemy się na wprowadzenie podatku liniowego, to musimy zaakceptować zmniejszenie wpływów podatkowych i tym samym znaleźć źródła kompensacji — podkreśla Andrzej Raczko.

Szef resortu finansów dodał, że w przypadku, gdyby pozostawić ulgi i zwolnienia, skutek podatkowy dla budżetu państwa jest „olbrzymi i nie do zaakceptowania”.

— Za to w przypadku, gdy likwidujemy ulgi, funkcjonowanie praw nabytych nie daje przestrzeni dla budżetu w 2004 r. Pozytywne efekty podatku liniowego, który jest wprowadzony przy założeniu całkowitej eliminacji ulg, pojawiają się dopiero w 2007 r. — mówi minister.

Z przedstawionych rządowi wyliczeń wynika, że wprowadzenie 18-proc. podatku liniowego przy rocznej kwocie wolnej od podatku wysokości 3168 zł oznaczałoby spadek dochodów budżetowych w 2004 r. o 11,6 mld zł. Przy zwiększeniu kwoty wolnej do 4000 zł ubytek ten wynosiłby 14,75 mld zł. Resort przyjął przy tym założenie, że w systemie pozostałyby ulgi i zwolnienia, w tym wspólne opodatkowanie małżonków. Przy likwidacji wszystkich ulg wprowadzenie 19-proc. stawki podatku liniowego i zwiększeniem kwoty wolnej do 4000 zł ubytek wyniósłby 12,03 mld zł.

Wicepremier Jerzy Hausner zadeklarował, że ostateczne projekty ustaw podatkowych, łącznie z założeniami do budżetu na 2004 r., rząd przekaże do Sejmu 29 lipca. Dodał, że 14 lipca rozpoczną się rozmowy na temat dalszych zmian podatkowych z klubami parlamentarnymi.

Przedsiębiorcy wciąż jednak twierdzą, że wprowadzenie ich propozycji byłoby korzystne i dla gospodarki, i dla budżetu.

— Na podstawie danych, jakie otrzymaliśmy z Ministerstwa Finansów, nasi eksperci wyliczyli, że zmiany te nie będą miały negatywnych skutków dla budżetu. Przy 18-proc. stawce podatku dochody budżetu pozostaną na obecnym poziomie — mówi Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

Z kolei jeden z autorów koncepcji, zaproponowanej premierowi przez Radę Przedsiębiorczości, twierdzi, że resort finansów przy swoich wyliczeniach popełnia merytoryczne błędy.

— Ministerstwo patrzy na deklaracje podatkowe, z których większość zawiera już jakieś ulgi i które nie pokazują, co się dzieje z pieniędzmi podatników i pracowników w ciągu roku podatkowego. Tymczasem nasze wyliczenia robiliśmy na poziomie list płac, i stąd otrzymane wyniki dopiero stanowiły podstawę do prognozowania wpływów budżetu. Dlatego nasze wyliczenia są inne, ale za to bardziej przystające do rzeczywistości — tłumaczy Zdzisław Jagodziński, ekspert Rady Przedsiębiorczości.

— Niestety, resort finansów i rząd myślą o podatkach jako o czymś statycznym. Tymczasem zachodzą tu też efekty dynamiczne: zostawiając większą część pieniędzy w kieszeniach podatników spowoduje się wzrost popytu, można więc liczyć na zwiększenie się wpływów z tytułu VAT i akcyzy, co zrekompensuje, przynajmniej w części, straty budżetu — dodaje Mirosław Gronicki, główny ekonomista Banku Millennium.

Przedsiębiorcy powtarzają, że wyższe niż w krajach sąsiednich obciążenia podatkowe w Polsce skutecznie ograniczają konkurencyjność naszych produktów, zniechęcają także kapitał zagraniczny do inwestycji.

— Podatek liniowy funkcjonuje w Rosji, krajach bałtyckich, na Ukrainie czy Słowacji. O jego wprowadzeniu myślą także Węgrzy, czyli nasi główni konkurenci w walce o kapitał zagraniczny — podkreśla Henryka Bochniarz.

Dodaje, że około 70 proc. przedsiębiorców — a prawie wszyscy właściciele małych i średnich firm — rozlicza się według stawek PIT. Dla nich więc obniżenie podatku od osób prowadzących działalność gospodarczą (CIT) do 19 proc. — jak chce rząd — nie ma żadnego znaczenia.