Spory o kredyty frankowe na linii banki — klienci kładą się cieniem na wynikach finansowych banków. Wstępny raport roczny opublikowały już Santander i Millennium. W przypadku Santandera zysk netto spadł o 9,5 proc. r/r, a Millennium o 26 proc. W czwartek karty odsłonił również mBank, który w zeszłym roku zarobił 1 mld zł, o 22 proc. mniej niż rok wcześniej. Wynikami pochwalił się też ING Bank Śląski, który kredytów frankowych ma w portfelu jak na lekarstwo. Bank zarobił prawie 1,7 mld zł, czyli o 9 proc. więcej.

mBank utworzył w zeszłym roku rezerwy portfelowe, zabezpieczające ryzyko ewentualnie przegranych sporów z frankowiczami w sądach, wysokości 417,6 mln zł. Dla porównania: rezerwy ING wynoszą 45 mln zł. Nominalnie to najmniej w całym sektorze, ale w stosunku do całego portfela — najwięcej (4,8 proc. wartości portfela kredytów brutto). To pokłosie wydanego w październiku zeszłego roku orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które może być kierunkowskazem dla polskich sądów. Obecnie ich linia orzecznicza nie jest jeszczeukształtowana — dotychczasowe wyroki diametralnie się różnią.
— Zarówno mBank, jak też ING Bank Śląski utworzyły na razie najwyższe rezerwy portfelowe w sektorze. Ten pierwszy jest w gronie graczy najbardziej narażonych na negatywne skutki sporów sądowych z frankowiczami, a drugi, mimo komfortowej sytuacji, w jakiej się znajduje, podszedł do sprawy konserwatywnie, bo go na to stać. To poniekąd pokazuje skalę problemów, z którymi musi mierzyć się sektor — mówi Michał Sobolewski, analityk DM BOŚ.
Rezerwy w innych bankach, jak np. Millennium, Santander, PKO PB, mieszczą się w przedziale1-2 proc. wartości portfela kredytów walutowo-mieszkaniowych. Zdaniem analityka te banki nie zastosowały konserwatywnej metodologii liczenia rezerw, by zostawić sobie pole do prowadzenia akcji kredytowej w tym i w kolejnych latach, gdy otoczenie gospodarcze nie będzie już tak sprzyjające jak w zeszłym roku.
— Banki nie mogą zastosować tej samej metodologii, bo nagle by się okazało, że w niektórych przypadkach zabezpieczenie pochłonęłoby cały zysk, a to z kolei uniemożliwiłoby prowadzenie podstawowej działalności, jaką jest dostarczanie płynności na rynek — dodaje Michał Sobolewski.