Spółka nadal
handluje bielizną i odzieżą,
ale jednocześnie rozmawia
z potencjalnymi
inwestorami.
Zawarty pod koniec ubiegłego roku mariaż Mewy z obracającym wierzytelnościami GPPI okazał się niewypałem. Strony próbują ustalić formę wycofania się z umowy inwestycyjnej i "rozejścia się". Wobec tego spółka pozostaje firmą odzieżową, choć chciała też robić coś innego.
— Cały czas spotykamy się i prowadzimy rozmowy z różnymi potencjalnymi inwestorami, ale nie można powiedzieć, by były konkretne — mówi Józef Kiszka, wiceprezes Mewy.
Przyznaje, że spółka wciąż szuka pomysłu na siebie. Potencjalnego inwestora może skusić gotówka — Mewa ma w kasie około 7,5 mln zł plus dodatkowe 4 mln zł w obligacjach GPPI oraz w należnościach od firmy BRW. Biłgorajskiej spółce nie pozostaje na razie nic innego, jak skupić się na działalności w branży odzieżowej i bieliźniarskiej.
— Chcemy utrzymać, a nawet zwiększyć udział w rynku odzieżowym. Nie będziemy jednak inwestować gotówki w tę działalność — informuje Józef Kiszka.
Spółka zredukowała zatrudnienie o połowę, do 80 osób. W zasadzie nie prowadzi już produkcji (poza zależną Szame) — przekształciła się w firmę handlową. Stara się jednak zlikwidować sieć własnych salonów (ma ich jeszcze pięć). To zbyt wysokie koszty.
— Negocjujemy wycofanie się z umów najmu trzech salonów. Nie jest łatwo rozwiązać je bezkosztowo, ale próbujemy. Rezultaty powinny być znane w IV kwartale — mówi Józef Kiszka.
Mewa skupia się na poszukiwaniu odbiorców — oferuje prywatnym sieciom odzież i bieliznę. By zwiększyć sprzedaż, zmieniła zasady wynagradzania przedstawicieli handlowych. Taktyka się sprawdza.
— Dla przykładu, odzież pod marką Meva Fashion trafia teraz do około 10 odbiorców, a za ich pośrednictwem dostępna jest w około 40 sklepach w kraju — wyjaśnia Józef Kiszka.
Po I półroczu Mewa miała 1,5 mln zł straty netto, ale zdaniem zarządu trzeci kwartał był już całkiem niezły.
— Sądzę, że wyniki nie rozczarują akcjonariuszy — mówi Józef Kiszka.
Dodaje, że na niewielki plus wyszła już produkcyjna spółka zależna Szame. Mewa widzi szanse na jej rozwój.
— Spółka ma szansę na zyski. W ciągu 1-1,5 roku zamierzamy wprowadzić ją na NewConnect — informuje Józef Kiszka.
Tymczasem sama Mewa jest na liście alertów. Czeka ją scalenie akcji. Walne w tej sprawie już zwołano, ale dopiero na luty.
— Być może uda nam się uporać z tym wcześniej — dodaje Józef Kiszka.