MF wraca na rynek długu. Zaskórniaki zostawia na czarną godzinę

Marek ChądzyńskiMarek Chądzyński
opublikowano: 2026-03-16 16:23

Ministerstwo Finansów zgromadziło na rachunkach ponad 171 mld zł, co mogłoby wystarczyć na tegoroczną spłatę obligacji i bonów skarbowych na rynku krajowym. Ale czasy są niepewne i żeby nie pozbywać się bufora bezpieczeństwa, MF musi wrócić do tzw. przetargów zamiany. I właśnie wraca.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- dlaczego resort finansów po raz drugi w tygodniu zaskoczył rynek, zmieniając plany dotyczące zarządzania długiem

- które obligacje zostaną wymienione na nowe papiery dłużne i jaki jest cel tej operacji

- jaką rolę w nowej strategii odgrywają zaskórniaki zgromadzone na rachunkach resortu finansów

- co minister finansów mówi o przyczynach wzrostu rentowności obligacji i czy budżet jest na to przygotowany

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Resort finansów zaskoczył rynek po raz drugi w ciągu tygodnia. W poprzedni poniedziałek nieoczekiwanie odwołał jedyny zaplanowany na marzec przetarg zamiany. Tym razem nieoczekiwanie zdecydował, że zamiast regularnej aukcji sprzedaży nowych papierów, która miała odbyć się w środę, zaproponuje inwestorom odkup posiadanych przez nich obligacji, oferując im w zamian nowe.

W poniedziałkowym komunikacie ministerstwo podało, że inwestorom posiadającym obligacje pięciu serii, z których większość musiałoby wykupić w tym roku, zaoferuje wymianę na papiery zapadające w latach 2028, 2031 i 2036. Powód jest oczywisty: zmniejszyć presję, jaką wywierałaby na budżet konieczność spłaty długu. W sumie według stanu z końca lutego MF musi w tym roku spłacić obligacje hurtowe, detaliczne i krótkoterminowe bony skarbowe na łączną kwotę 162 mld zł. Do tego dochodzi rozliczenie obligacji zagranicznych na kwotę 18,9 mld zł.

Co się odwlecze, to nie uciecze, czyli będzie przetarg zamiany

Resort woli zamieniać zapadające niebawem obligacje na dług o bardziej odległych terminach wykupu, bo w ten sposób dość łatwo finansuje swoje potrzeby pożyczkowe. To, że już teraz zgromadzona została kwota wystarczająca na pokrycie 38 proc. tegorocznych potrzeb, w dużym stopniu stało się dzięki przetargom zamiany przeprowadzonym jeszcze w 2025 r. Wtedy udało się wymienić papiery o wartości 42,2 mld zł.

Tym razem MF przedstawia inwestorom propozycje odkupu obligacji dwuletnich, które musiałoby spłacić już w kwietniu (co kosztowałoby 10,5 mld zł), dziesięcioletnich zapadających w lipcu (35 mld zł), pięcioletnich z terminem spłaty w październiku (27,3 mld zł), trzyletnich z wykupem w listopadzie (za 21,9 mld zł) i kolejnych dwuletnich ze spłatą w styczniu przyszłego roku (19,3 mld zł). W zamian oferuje papiery o podobnej charakterystyce z tą różnicą, że zamiast 3-letnich papierów WZ, gdzie oprocentowanie zależy od 6-miesięcznego WIBOR-u, resort położył na stole trzy serie trzyletnich NZ. W ich przypadku procentowanie jest uzależnione od stopy referencyjnej NBP.

Według pierwotnych planów ten przetarg miał się odbyć 11 marca. Mocne tąpnięcie na rynku długu, wywołane niepokojami na Bliskim Wschodzie, doprowadziło do odwołania tamtej aukcji. W najbliższą środę za to miał być zwykły przetarg sprzedaży, a wstępny plan zakładał podaż na poziomie 7-13 mld zł.

MF chce zostawić gotówkę na czarną godzinę

Powrót do pomysłu z aukcją zamiany zamiast regularnego przetargu oznacza, że MF nie chce sięgać po zaskórniaki zgromadzone na rachunkach, żeby spłacać stare długi. A przynajmniej nie zużywać tych zaskórniaków nadmiernie. Resort ocenił, że sytuacja rynkowa poprawiła się na tyle, że da się uzyskać dobre warunki na przetargu, a poduszka płynnościowa przyda się w razie kolejnej fali zawirowań.

Rzeczywiście, na wtórnym rynku długu mamy stabilizację. W poniedziałek po południu rentowność 10-letnich obligacji wynosiła niespełna 5,66 proc. To o 13 punktów bazowych mniej niż na zamknięciu notowań w piątek.

Z ostatnich wypowiedzi ministra finansów Andrzeja Domańskiego wynika, że teraz będzie więcej ręcznego sterowania w zarządzaniu nowymi emisjami. W oficjalnych wypowiedziach szef MF nie przejmuje się tym, co ostatnio działo się z notowaniami. Zwraca uwagę, że rentowność rosła wszędzie, zarówno w krajach Europy Zachodniej, jak i na rynkach wschodzących, a Polska nie była tu wyjątkiem.

- Jest to związane z tym, co się dzieje na Bliskim Wschodzie. Rośnie presja inflacyjna, rynki oczekują zmian w polityce pieniężnej, również ze strony Rady Polityki Pieniężnej, i stąd ten wzrost rentowności. Z drugiej strony budżet jest na to przygotowany. Mamy 170 mld zł poduszki płynnościowej. Będziemy śledzić sytuację na rynku i dostosowywać nasze działania do realiów rynkowych – powiedział Andrzej Domański w poniedziałek.

Rzeczywiście, na koniec lutego MF miało na kontach 171,6 mld zł. To niemało, ale mniej niż w lutym 2025 r. Wtedy resort miał zgromadzone 204 mld zł. Lutowy wynik jest też gorszy niż na początku roku, kiedy to zaskórniak sięgał 183,5 mld zł.

Możesz zainteresować się również: