Miejskie autobusy na prąd

opublikowano: 17-07-2016, 22:00

Ministerstwo Rozwoju chce rozwijać transport elektryczny. Samorządy i zarządcy infrastruktury mogą liczyć na zachęty inwestycyjne

O elektrycznych pojazdach drogowych mówi się coraz częściej i głośniej. Dotyczy to także transportu miejskiego. Na razie elektryczny autobus to w europejskich miastach widok rzadki, ale ma się to zmienić. W Londynie do 2020 r. komunikacja miejska ma dysponować 300 takimi pojazdami. Nasz rząd przy pomocy działania eBus chce zachęcać samorządy do wprowadzania autobusów elektrycznych do miejskich taborów, a także wesprzeć produkcję takich pojazdów w Polsce.

Obecnie autobus elektryczny kosztuje dwa razy 
więcej niż standardowy. Dlatego bez odpowiednich zachęt pobudzenie 
zainteresowania tymi środkami transportu byłoby bardzo trudne — mówi 
Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju.
Zobacz więcej

ZACHĘTA DLA SAMORZĄDÓW:

Obecnie autobus elektryczny kosztuje dwa razy więcej niż standardowy. Dlatego bez odpowiednich zachęt pobudzenie zainteresowania tymi środkami transportu byłoby bardzo trudne — mówi Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju. Marek Wiśniewski

Z dofinansowaniem

Według danych Ministerstwa Finansów w Polsce co roku wymienia się około tysiąca miejskich autobusów, ale do 2015 r. kupiono tylko 16 elektrycznych. Ministerstwo Rozwoju chce zachęcić samorządy i zarządców infrastruktury transportowej do wymiany taboru na elektryczny. Najważniejsze w tym ma być dofinansowanie unijne. Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, nadzorująca projekt eBus, informuje, że pierwszy nabór wniosków będzie ogłoszony we wrześniu 2016 r. — Obecnie autobus elektryczny kosztuje dwa razy więcej niż standardowy. Dlatego bez odpowiednich zachęt pobudzenie zainteresowania tymi środkami transportu byłoby bardzo trudne. Zakup pojazdów bezemisyjnych to jednak największy koszt takiej inwestycji, ponieważ w eksploatacji są one tańsze niż tradycyjne autobusy. Liczymy, że także to zachęci samorządy i zarządców infrastruktury do zakupu tych pojazdów — tłumaczy Jadwiga Emilewicz. Jednym ze źródeł finansowania ma być Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko, w którym na rozwój publicznego transportu zbiorowego w miastach przeznaczono 2,3 mld euro. Innym jest Gazela BIS Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, z którego samorządy mogą dostawać pożyczki nawet na 100 proc. kosztów kwalifikowanych zakupu lub rozwoju niskoemisyjnego transportu zbiorowego.

Nie tylko dotacje

Rząd rozważa także wprowadzenie w przyszłości kwoty pojazdów bezemisyjnych. Jadwiga Emilewicz uspokaja jednak, że takie wymagania byłyby wprowadzane stopniowo i jeszcze nie wiadomo, ile autobusów elektrycznych musiałoby być w miejskim taborze.

— Najpierw chcemy przeprowadzić pilotaż w kilku miastach. Zainteresowanie zgłosiły trzy samorządy. Pozwoli to nam określić najlepsze praktyki dla budowy odpowiedniej infrastruktury i najefektywniejsze rozwiązania techniczne, w tym rodzaj stacji ładowania. W przypadku stacji pewne rozwiązania udało się już osiągnąć dzięki wcześniejszym projektom Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), mamy zatem nie tylko rozwiązania na papierze, ale gotowe produkty, które polskie firmy sprzedają za granicę. Po pilotażu ustalimy realne do spełnienia wymagania dotyczące struktury taborowej miast — podkreśla wiceminister rozwoju. — Dofinansowanie zakupu pojazdów elektrycznych z pewnością pomoże, ale nie powinno być jedyną zachętą. Przydałyby się także korzyści fiskalne, np. ulgi podatkowe, aby zwiększyć opłacalność inwestycji w elektryczne autobusy w trakcie ich użytkowania. Takie autobusy mogą być nawet z dotacją droższe w zakupie od tradycyjnych, ale i tak w dłuższym okresie będą bardziej opłacalne. Utrzymanie pojazdu elektrycznego, biorąc pod uwagę głównie koszty paliwa, jest nawet 8-10 razy niższe niż tradycyjnych pojazdów i podobnie jest w przypadku autobusów. Poza dotacjami należy zatem edukować samorządy i zarządców. Po nowe rozwiązanie sięga się dużo chętniej, gdy czytelna jest jego opłacalność, dlatego to zachęty, a nie nakazy są właściwą drogą — komentuje Jakub Tabędzki, ekspert rynku pojazdów elektrycznych z projektu SharCar.

Elektryczne z Polski

Według założeń ministerstwa autobusy elektryczne powinny być produkowane w Polsce. Także najważniejsze podzespoły, w tym baterie i układ napędowy.

— Konkurs na powstanie polskiego autobusu elektrycznego zostanie ogłoszony przez NCBiR. Chcemy, aby projekt był realizowany przez konsorcja, których liderami będą producenci autobusów. Podzespoły, które powstaną w ramach projektu, będą musiały nie tylko spełniać określone parametry, ale również zamykać się we wcześniej ustalonej cenie — wyjaśnia Jadwiga Emilewicz.

Zdaniem Jakuba Tabędzkiego, wsparcie polskich producentów autobusów i podzespołów to dobry pomysł. — Mamy już firmy, które zajmują się takimi lub podobnym projektami. Dlatego pomoc w rozwoju ich technologii jest logicznym krokiem. Jednak producenci w innych krajach nie śpią. Jeśli polski autobus elektryczny powstanie, to nie oznacza, że będzie jeździł po polskich miastach. Gdy całkowite koszty utrzymania, czyli zakup i eksploatacja pojazdu w założonym okresie, będą wyższe niż pojazdów innych producentów, to nikt się na to nie zdecyduje — uważa Jakub Tabędzki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Samorządy / Miejskie autobusy na prąd