Mięso a sprawa polska

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-03-05 00:00

Historia lubi się powtarzać. Mięso bywało w Polsce strategicznym programem państwa — zaopatrzeniem sklepów w wołowe z kością zajmowały się najwyższe czynniki partyjne i rządowe, a PRL-owskie odpowiedniki Centralnego Biura Antykorupcyjnego tropiły spekulantów i afery mięsne. Czasy te wróciły, z tą różnicą, że polskie mięso nie jest tylko naszą wewnętrzną sprawą, a powoli awansuje na kluczową kwestię polityki zagranicznej Unii Europejskiej.

Rosja stosuje prostą i skuteczną metodę kija i marchewki. Deklaruje wolę rozmów z Komisją Europejską po 12 marca, ale daje też niedwuznacznie do zrozumienia, że embargo na polskie mięso może rozszerzyć na całą Unię. Skoro naszym władzom udało się przekonać UE do logicznego skądinąd wniosku, że embargo na polskie mięso jest policzkiem dla europejskiej solidarności, to Rosja daje teraz UE znakomitą okazję, by tę solidarność przetestować.

Wojna nerwów z pewnością nie ociepli stosunków polsko-rosyjskich, niewykluczone, że zaszkodzi kontaktom UE z Rosją. Może też wywołać wewnątrzunijne niesnaski. Trudno uznać rosyjskie deklaracje za akty przyjaźni, wypada jednak odnotować zdecydowany postęp. W czasach, gdy mięso było wewnętrznym, ale dużo bardziej palącym problemem, z niepokojem spoglądaliśmy na Wschód, czy lada moment nie nadciągną stamtąd dywizje czołgów. Teraz z niecierpliwością wyglądamy pułków rosyjskich inspektorów sanitarnych. Postęp jest zdecydowany. Jeszcze ze sto lat i będzie całkiem normalnie.

Adam Sofuł