Mieszkać po królewsku

Marta Siellwierstow
opublikowano: 30-04-2010, 00:00

W minionych wiekach rezydencjami nazywano pałace możnowładców. Współczesne rezydencje mają z nimi niewiele wspólnego.

Niegdyś w rezydencjach zamieszkiwali królowie i magnaci, a projektowali je najwybitniejsi artyści. Kwitło w nich życie kulturalne i towarzyskie, a z czasem rezydencje stawały się składnicami dzieł sztuki: obrazów, rzeźb i ceramiki. Teraz deweloperzy przekonują, że każdego stać na taki luksus i rezydencją nazywają nawet blok o nieco wyższym standardzie.

 

 

Po pierwsze, położenie

Wiele inwestycji o atrakcyjnych nazwach, takich jak apartamenty czy rezydencje, które miały przyciągać tłumy klientów, w rzeczywistości ma niewiele wspólnego z mieszkaniami o najwyższym standardzie. Jak więc odróżnić dom od rezydencji? Mogłoby się wydawać, że rezydencja powinna być po prostu większa. Liczy się jednak nie tylko rozmiar obiektu, ale także szereg udogodnień oferowanych przez dewelopera. Nie chodzi tylko o podziemne parkingi czy monitoring. Klienci, którzy płacą grube miliony za dom, oczekują także najwyższej jakości materiałów i wykonania.

Jak w przypadku każdej nieruchomości jednym z najważniejszych elementów wpływających na cenę i standard rezydencji jest jej położenie. Najlepiej, by znajdowała się z dala od miejskiego zgiełku i w otoczeniu przyrody, ale z rozbudowaną infrastrukturą w pobliżu i dogodnym dojazdem do najbliższego miasta. Właśnie dlatego osiedla rezydencji powstają najczęściej w pobliżu lasów lub innych rozległych terenów zielonych i zbiorników wodnych. Projekt osiedla powinien być z jednej strony spójny, a drugiej — dawać potencjalnym mieszkańcom możliwość wyboru spośród domów różnego typu i o różnej powierzchni. Średnia dla domu pretendującego do miana rezydencji to 400 mkw.

— Luksusowe nieruchomości zwykle stoją na dużych działkach, zapewniających mieszkańcom prywatność. Łączna powierzchnia zabudowań przeważnie nie zajmuje więcej niż 10-12 proc. całego osiedla. A miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego wyklucza możliwość powstania innej inwestycji w bezpośrednim sąsiedztwie — informuje Beata Hebel z Infinite Investment.

 

 

Po drugie, udogodnienia

Korty tenisowe, baseny, pola golfowe, prywatne lądowiska dla samolotów, porty dla jachtów, spa, stadniny koni, wyciąg narciarski, sale fitness — to coraz częściej standard w inwestycjach z najwyższej półki i tylko część dodatkowych usług, jakich oczekują kupujący luksusową nieruchomość. Inwestorzy, by sprostać tym wymaganiom, prześcigają się w ofertach dla najzamożniejszych, zapewniając np. dostarczanie codziennie rano świeżego pieczywa czy prasy niemal do łóżka.

Za luksus i komfort trzeba, oczywiście, płacić. I to słono. Nawet kryzys nie zniechęcił deweloperów do utrzymywania wysokich cen. Niektóre projekty wolą nawet wstrzymać, niż mniej na nich zarobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Siellwierstow

Polecane