Na świecie wydawane są teraz olbrzymie pieniądze na kładzenie fundamentów pod rozwój AI, czyli m.in. budowę centrów danych. W Polsce największe kwoty idą na transformację energetyczną, czyli budowę nowych niskoemisyjnych mocy i modernizację infrastruktury. W branży w ostatnich kilkunastu miesiącach gorąco dyskutuje się o local contencie, czyli udziale krajowych firm w łańcuchu dostaw przy dużych inwestycjach. Dotychczasowe wyniki, zwłaszcza w sektorze morskiej energetyki wiatrowej, budzą niedosyt.
— Jeśli chodzi o ambicje, to sky is the limit. Z naszych analiz wynika jednak, że udział local contentu w pierwszej fazie inwestycji offshore’owych nie jest na poziomie, który w pełni realizowałby nasze aspiracje. Stać nas na więcej, w drugiej fazie powinien być on o 15-20 pkt proc. wyższy — ocenił Miłosz Motyka, minister energii, w trakcie konferencji „Co nas czeka”.
W lądowej energetyce wiatrowej udział krajowych dostawców sięga dziś 70 proc.
— W morskiej celem na drugą fazę jest przebicie 50–60 proc. Podobnie jest w atomie. W energetyce jądrowej chcemy local contentu, jeśli chodzi o pracowników, dostawców i wykonawców, na poziomie 40 proc. i więcej — zapowiedział minister energii.
Jednocześnie krytykował przeciwników politycznych rządu, zwłaszcza prezydenta, za weto do ustawy odległościowej.
— To na pewno blokuje rozwój polskich firm — uważa minister energii.
Wojskowe bariery
Dla rozwoju lądowej energetyki wiatrowej barierą jest też wojsko. Prawie 60 proc. terytorium kraju jest wyjęte z możliwości lokowania wiatraków ze względu na strefy przelotu samolotów bojowych. Minister przyznał, że dialog z wojskiem jest trudny, bo podejście armii w dziedzinie bezpieczeństwa jest wyjątkowo restrykcyjne.
— Nie chodzi nam o to, by bezpieczeństwo energetyczne przeciwstawiać bezpieczeństwu militarnemu, lecz by to pogodzić, jak to się dzieje na całym świecie. Mamy już gotowe propozycje rozwiązań prawnych — powiedział Miłosz Motyka.
Jednocześnie krytycznie odnosi się do propozycji Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) w zakresie ochrony awifauny, czyli ptaków i nietoperzy. W styczniu GDOŚ skierowała do konsultacji wytyczne w sprawie lokalizacji farm wiatrowych, które również zakładają objęcie wyłączeniami inwestycyjnymi dużych obszarów kraju.
— Te propozycje w proponowanym kształcie są dla nas nie do przyjęcia _ powiedział Miłosz Motyka.
Państwowe wsparcie
Ostatnie mroźne miesiące i grudniowe cyberataki na infrastrukturę energetyczną były dla polskiego systemu testem generalnym. Mimo lokalnych awarii, jak np. w Gdańsku, minister uważa, że system przesyłowy zdał egzamin. Kluczowe okazało się utrzymanie węglowych jednostek dyspozycyjnych.
— Gdybyśmy w lipcu ubiegłego roku nie przedłużyli mechanizmu wsparcia dla jednostek dyspozycyjnych w ramach rynku mocy, mielibyśmy realny problem z luką wytwórczą. Tymczasem mamy większą niż w poprzednich latach rezerwę i możliwość eksportowania energii — podkreślił Miłosz Motyka.
Wskazał jednocześnie, że mimo presji na dekarbonizację OZE nie są w stanie zastąpić stabilnych źródeł nie tylko w mroźne, bezwietrzne noce.
— Jest 15 stycznia, 1.00 w nocy, zapotrzebowanie wynosi 18 GW, a generacji z OZE w praktyce nie ma. Jaka jest alternatywa? Dzisiaj nie ma jej wobec energetyki konwencjonalnej, bloków gazowych i węglowych. Import nigdy nie jest alternatywą w stu procentach dającą bezpieczeństwo. Dlatego transformacja energetyczna nie jest dla nas celem samym w sobie. Celem jest bezpieczeństwo energetyczne. Jeśli można je osiągnąć przy wykorzystaniu źródeł niskoemisyjnych, to dobrze — powiedział minister energii.
Przemysłowy priorytet
Podczas gdy Unia Europejska wciąż dąży do osiągnięcia celów klimatycznych, w USA druga kadencja Donalda Trumpa upływa pod hasłem „drill, baby, drill”. Czy na Starym Kontynencie trzeba zmienić priorytety?
— W Ameryce jest co drillować, tam wydobycie surowców jest ekonomicznie uzasadnione. To zasadnicza różnica. Niewątpliwie jednak cele klimatyczne wymagają korekty i na pewno nie powinny być celami samymi w sobie, pod które będzie się wymuszało ograniczenia lub zarzynało gospodarkę — stwierdził Miłosz Motyka.
Jego zdaniem inwestycje w infrastrukturę energetyczną, a także inwestycje zbrojeniowe nie powinny wchodzić w system handlu uprawnieniami do emisji ETS, a system ten — w wersji obowiązującej obecnie i tej, która ma wejść w życie od 2027 r. — powinien zostać zrewidowany.
— Inaczej przemysł wyprowadzi się z Europy. Będziemy drożej importować podstawowe komponenty, a za kilkanaście lat będziemy się zastanawiać, jak ten przemysł odtworzyć. Takie głosy słychać ze strony całego europejskiego przemysłu. Tymczasem strona proklimatyczna — a zastrzegam, że jej głosów nie neguję i nie jestem jej wrogiem — mówi, że przede wszystkim trzeba uwzględniać kwestie środowiskowe. Nie. Nie możemy mieć kilku priorytetów, szczególnie jeśli nawzajem się wykluczają. Priorytetem muszą być kwestie przemysłowe i związane z bezpieczeństwem energetycznym — powiedział minister energii.
