Minister popełnia błąd

Jarosław Królak
01-02-2007, 00:00

Prawnicy twierdzą, że resort finansów zagalopował się w straszeniu podatników.I coś w tym jest, skoro chce zmienić przepisy.

Rząd tak bardzo chce zniechęcić od odbierania akcyzy za używane auta,że zapomina o literze prawa

Prawnicy twierdzą, że resort finansów zagalopował się w straszeniu podatników.I coś w tym jest, skoro chce zmienić przepisy.

Hołdowana przez premiera Jarosława Kaczyńskiego zasada „twarde prawo, lecz prawo” (np. w kontekście spóźnionych oświadczeń majątkowych samorządowców) nie jest przestrzegana w Ministerstwie Finansów (MF). Jacek Dominik, wiceminister finansów, zapowiedział, że tym, którzy zaniżyli cenę zakupu używanego auta sprowadzonego z Unii, zostanie doliczona akcyza od wartości rynkowej pojazdu. Prawnicy alarmują, że byłoby to niezgodne z prawem. Wiceminister o tym wie, lecz straszy Polaków doliczaniem akcyzy bez podstawy prawnej.

Obecnie prawo nie pozwala na wyliczanie akcyzy od ceny rynkowej pojazdu. Jednak w Ministerstwie Finansów już trwają prace nad takimi zmianami przepisów, aby stało się to możliwe.

 

Nie kijem go, to pałą

Przypomnijmy — 18 stycznia 2007 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) orzekł, że polskie prawo podatkowe dyskryminuje używane pojazdy sprowadzane z UE (stawki sięgały nawet 65 proc. ceny auta, podczas gdy od nowych samochodów płacono 3,1 proc.). Dlatego resort finansów będzie musiał zwrócić nadpłacony od 1 maja 2004 r. podatek, tzn. różnicę między stawką zapłaconą a 3,1 proc. (auta do 2 tys. ccm pojemności) lub 13,6 proc. (pow. 2 tys. ccm). Szacuje się, że budżet państwa musiałby oddać nawet 2,5 mld zł. A tego za wszelką cenę chce uniknąć MF.

Tajemnicą poliszynela jest, że wielu Polaków kupujących auta na Zachodzie specjalnie zaniżało w dokumentach ich ceny nabycia, aby płacić niższą akcyzę (wylicza się ją od ceny nabycia). Wielu z nich może zechcieć jeszcze bardziej ją obniżyć i ustawi się w kolejce po zwrot różnicy. Aby ich odprawić z kwitkiem, wiceminister Dominik poinformował, że w sytuacjach podejrzanych nastąpi weryfikacja faktur i umów kupna, a akcyza będzie naliczana od wartości rynkowej auta (np. według tabel Eurotaksu). Wtedy może okazać się, że zamiast zwrotu dojdzie do dopłaty akcyzy, i to wraz z odsetkami.

 

Psychoza strachu

Najgorsze jest jednak to, że wiceminister finansów dezinformuje społeczeństwo i publicznie nawołuje do łamania prawa.

— Artykuł 82 ust. 3 naszej ustawy akcyzowej stanowi, że akcyza od pojazdu wyliczana jest od ceny jego nabycia, a nie ceny rynkowej. Fiskus wytwarza psychozę strachu. To niedopuszczalne, by wiceminister publicznie głosił poglądy rażąco niezgodne z prawem — mówi Jerzy Martini, doradca podatkowy z Baker & McKenzie.

Jego opinię potwierdza Marta Szafarowska z kancelarii MDDP.

— Ustawa akcyzowa wyraźnie mówi, że podstawą opodatkowania akcyzą jest tylko i wyłącznie cena zakupu pojazdu — mówi Marta Szafarowska.

 

Fiskus nie zyska

MF tym się nie przejmuje i chce zmienić przepisy, by dobrać się podatnikom do skóry.

— Koncepcja jest taka, by zmienić ustawę akcyzową lub nawet stworzyć specustawę dotyczącą wniosków o zwrot nadpłaty samochodowej akcyzy, pozwalającą na obliczanie akcyzy od ceny rynkowej pojazdu — mówi Jakub Lutyk, rzecznik MF.

Zdaniem Jerzego Martiniego, taki manewr nie ma sensu.

— Zmiana metody wyliczania akcyzy nie może objąć lat 2004-06, ponieważ doszłoby do zabronionego działania prawa wstecz. Taka zmiana więc nic ministerstwu nie da, ponieważ nie obejmie wniosków o zwrot akcyzy dotyczących aut sprowadzonych w ciągu ostatnich 2,5 lat — dodaje Jerzy Martini.

Zmienione zasady mogłyby więc być stosowane tylko w przyszłości. Jednak 1 stycznia 2007 r. zrównano akcyzę na używane samochody z akcyzą na nowe (3,1 proc. i 13,6 proc.). Nie opłaca się więc już kombinować z ceną zakupu pojazdu.

Okiem eksperta

prof. Witold Modzelewski

były wiceminister finansów

Śpijcie spokojnie

Ministerstwo Finansów nie ma podstaw prawnych do kwestionowania zapisanych na fakturach i umowach cen zakupionych za granicą używanych pojazdów, według których zostały wyliczone kwoty akcyzy. Wyrok ETS w sprawie polskiej motoakcyzy organy celne muszą z urzędu wykonywać, czyli zgodnie z wnioskami importerów aut stwierdzać nadpłatę akcyzy. Prawo nie przewiduje, jakby chciał resort, możliwości weryfikowania akcyzy na podstawie wartości rynkowej pojazdów. Podstawą opodatkowania jest tylko cena nabycia auta. Resort uprawia wojowniczą retorykę, aby nastraszyć podatników. Szkoda, że w Polsce takie praktyki dzieją się zbyt często. Uważam jednak, że obywatele w większości nie dadzą się zastraszyć. Mogą się takie sytuacje wydarzyć, ale raczej wtedy, gdy kwota akcyzy do zwrotu byłaby niska. Niektórzy mogą po prostu machnąć ręką.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Minister popełnia błąd