Wypowiedź ministra finansów Marka Belki dotycząca wzrostu PKB w tym i w przyszłym roku spowodowała niewielką falę wyprzedaży na rynku walutowym. Do ogólnego trendu dołożyli się inwestorzy zagraniczni, którzy sprzedawali polską walutę w związku z kłopotami finansowymi Argentyny. Złoty w piątek rano osłabił się wobec euro, ale w stosunku do dolara zdołał utrzymać się na poziomie ze środy.
Minister finansów Marek Belka zapowiedział, że w tym i przyszłym roku wzrost PKB wyniesie 1,2-1,5 proc. Ostrzegł także, że w 2002 roku zniżkująca dotąd inflacja może ponownie się odbić, co spowoduje podwyżkę stóp procentowych przez RPP. W piątek rano dolara wyceniano na 4,085 złotego, zaś euro na poziomie 3,698 złotego wobec 3,687 złotego na zamknięciu w środę.
Na rynku międzynarodowym rano dolar stracił ćwierć centa do euro, później jednak odrabiał straty. Stało się tak mimo złych wiadomości o rynku pracy w USA. Stopa bezrobocia wzrosła tam w październiku do 5,4 proc. z 4,9 proc. we wrześniu. Po południu euro wyceniano na 90,37 centa. Przed publikacją danych o sytuacji na rynku pracy za euro płacono 90,56 centa. Fatalne dane makroekonomiczne utwierdziły inwestorów w przekonaniu, że Fed znów obniży stopy procentowe.
Pod koniec notowań już nie tylko euro, ale także dolar umacniał się wobec złotego. Mimo niewielkich obrotów na naszym rynku walutowym dolara wyceniano średnio na 4,115 złotego, a euro na 3,715 złotego.