Mrówcza praca Polakom nie popłaca

Długi czas pracy, niskie zarobki i wydajność. Nadgodziny nie wystarczą — błędne koło mogą przerwać tylko inwestycje

8 godzin i 8 minut — tyle czasu spędzaliśmy dziennie w pracy w ubiegłym roku (dane Eurostatu, przy założeniu pięciodniowego tygodnia pracy). Dłużej pracowano tylko w Grecji i Bułgarii, a najwięcej czasu dla siebie mieli mieszkańcy Holandii, którzy spędzali w pracy średnio 6 godzin i 4 minuty. W skali tygodnia i w porównaniu z naszymi daje im to dodatkowo prawie 10 i pół godziny.

CZŁOWIEK TAŃSZY NIŻ MASZYNA:
Wyświetl galerię [1/3]

CZŁOWIEK TAŃSZY NIŻ MASZYNA:

Niska produktywność pracy w Polsce nie wynika z lenistwa pracowników, ale z braków w zapleczu technicznym. Ze względu na niskie kosz ty pracy przedsiębiorcy często wolą stworzyć kolejny etat, niż inwestować. FORUM

Czy odbiło się to na ich zarobkach? Wręcz przeciwnie — w 2015 r. statystyczny singiel bez dzieci zarobił w tym kraju netto około 34,8 tys. EUR. Polak o tych samych charakterystykach — 9 tys. EUR, a więc blisko czterokrotnie mniej. Z taką sytuacją mamy do czynienia od lat. Stwierdzenie, że taki mamy system, jest mało krzepiące, grunt, że widać światełko w tunelu. Trzeba tylko uzbroić się w… kapitał.

Godziny lecą

Dane o czasie pracy uwzględniają pracowników pełno- i niepełnoetatowych. Dotyczą jedynie godzin spędzonych w głównym miejscu pracy. Różnice pogłębiają przede wszystkim pracownicy niepełnoetatowi (w przypadku zatrudnionych na pełen etat większość członków UE integruje dzienny wynik zbliżony do 8 godzin).

Niewykluczone, że po dodaniu godzin przepracowanych na dodatkowych stanowiskach „przewaga” Polski byłaby jeszcze większa. Polska idzie pod prąd także w przypadku skracania czasu pracy na przestrzeni lat. W latach 2008-16 statystyczny Europejczyk zredukował tygodniowy czas pracy o 42 minuty, Polak jedynie o 18 minut. Tę różnicę wypracowaliśmy tak naprawdę w okresie 2008-12. Od tego czasu średni czas pracy Polaka stoi w miejscu.

Wieczni ciułacze

Z danych zebranych w lipcu tego roku przez Kantar Millward Brown dla Work Service’u wynika, że Polacy pracują jeszcze dłużej — średnio 45 godzin tygodniowo. Z czasem pracy ściśle związane są oczywiście zarobki. Z badania wynika, że średni czas pracy wzrasta od 42,2 godzin do nieco ponad 50 dla osób, które otrzymują największe pensje. Co więcej, wśród pracujących powyżej 40 godzintylko około jednej czwartej to pracownicy najmniej zarabiający. Natomiast wśród pracowników zarabiających najwięcej — ponad połowa przekracza standardowy czas.

Grosz do grosza i uzbieramy… kilka groszy — chciałoby się powiedzieć, patrząc na statystyki porównujące przeciętne zarobki Polaków z pozostałymi obywatelami UE. W 2015 r. (ostatnie dostępne dane) singiel bez dzieci zarobił netto w Polsce około 9 tys. EUR (nieco ponad 3 tys. zł miesięcznie). To dziewiąta stawka od końca w UE, blisko trzykrotnie niższa od unijnej średniej –Europejczyk o takich samych charakterystykach w rok uzbierał średnio 24,2 tys. EUR.

Mizerne efekty

Relatywnie długi czas pracy i niskie zarobki to niejedyna bolączka Polaków. Na tle UE kuleje także produktywność. W 2015 r. wartość dodaną stworzoną przez jednego polskiego pracownika wyceniono na 21,7 tys. EUR. To wynik, który plasuje nas w ogonie unijnej stawki. Największą efektywnością pracy wyróżniły się Luksemburg (89 tys. EUR na jednego pracownika) i Dania (81,7 tys. EUR). To kraje, które pod względem wysokości wynagrodzeń są w ścisłej czołówce i nie można powiedzieć, że na taki wynik zapracowały nadgodzinami. W 2016 r. Luksemburczycy spędzali w pracy średnio 37,5 godziny tygodniowo (wynik zbliżony do średniej unijnej), a Duńczycy — 32,9 (drugi najkrótszy czas pracy w UE).

System naczyń połączonych

Wszystkie te aspekty, czyli czas pracy, wysokość zarobków i poziom efektywności, są ze sobą ściśle powiązane. — Długi czas pracy Polaków wynika z niskiej produktywności. Żeby osiągnąć wyższy poziom produkcji, musimy stosować metody bardziej ekstensywne, czyli — mówiąc wprost — pracować dłużej. Natomiast jeżeli chodzi o wydajność, Polska od lat dogania Europę Zachodnią, ale nadal sporo nam brakuje. To natomiast odbija się na zarobkach, bo wzrost płac jest pochodną produktywności — tłumaczy Marcin Luziński, ekonomista BZ WBK.

— Polska wyróżnia się stosunkowo niskim poziomem kapitałowego uzbrojenia pracy. Mówiąc obrazowo, jeżeli ktoś pracuje łopatą, nawet długo, a nie koparką, to naturalnie ma niższą produktywność. A to, że jesteśmy krajem niskich płac, oznacza, że mamy stosunkowo dużą motywację do tego, aby zamiast inwestować w kapitał techniczny, zatrudniać kolejne osoby — dodaje Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

Wyjątkowo długi czas pracy w Polsce wynika także z tego, że pracuje u nas stosunkowo mało osób. Innymi słowy, zatrudnieni muszą wyrabiać normę także za tych spoza rynku pracy.

— Pojedyncza osoba pracuje długo, ale liczba godzin dla całego kraju w skali europejskiej wcale nie jest duża. Niska stopa zatrudnienia w Polsce wynika zaś z profilu polityki społecznej, a dotyczy przede wszystkim kobiet i osób starszych. Mamy najniższy wiek emerytalny w całej Europie, przynajmniej jeżeli chodzi o kobiety. Co prawda w ostatnich latach stopa zatrudnienia nieco wzrosła, głównie dzięki podwyżce wieku emerytalnego, ale granica znów jest obniżana [nowe regulacje wchodzą w życie z początkiem października — red.]. Ponadto, aktywności zawodowej kobiet nie sprzyja program 500+ — mówi Marcin Luziński.

Nadzieja w inwestycjach

Błędne koło mogą przeciąć inwestycje, które wyposażą firmy w lepszy sprzęt. Nie tylko przyspieszyłyby robotę, spadłaby także motywacja pracodawców do tego, aby braki technologiczne nadrabiać kolejnym pracownikiem czy nadgodziną, bo za bardziej wydajny kapitał ludzki musieliby płacić więcej. Sęk w tym, że przedsiębiorcy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jakość ich sprzętu mocno odstaje od europejskich standardów, a mimo to nie palą się do inwestycji.

— Z ankiety przeprowadzonej niedawno przez Europejski Bank Inwestycyjny wynika, że polscy przedsiębiorcy oceniają wyposażenie produkcyjne swoich firm najgorzej w całej UE. Aktywność inwestycyjna w ostatnim czasie jest jednak wyjątkowo niska. Pierwotnie jako główną przyczynę podawano „przerwę” w napływie funduszy z UE, potem niepewność instytucjonalno-prawną. Teraz mówi się też o tym, że inwestycje hamuje brak rąk do pracy, bo przedsiębiorcy obawiają się, że zainwestują w nowe maszyny, a potem nie będzie komu przy nich pracować — mówi Marcin Luziński.

To jeden mechanizm. Drugi działa dokładnie odwrotnie: braki w podaży pracy nadrabiamy poprawą zaplecza technicznego. Oba mechanizmy są poprawne i prawdopodobnie i przynajmniej na początku będą działały równolegle. Pytanie, który okaże się mocniejszy na dłuższą metę. Zdaniem ekonomisty mBanku — drugi.

— O tym, że braki w kapitale ludzkim prowadzą do wzrostu inwestycji, świadczy chociażby historia krajów Azji Południowo- Wschodniej czy Japonii, która jest obecnie najbardziej zrobotyzowanym krajem na świecie. Bodźcem do rozwoju technologicznego była tam m.in. słaba demografia. Myślę, że jesteśmy na tej samej drodze i w najbliższym czasie będziemy mieli więcej inwestycji proefektywnościowych, które zwiększą kapitałowe uzbrojenie pracy, a tym samym jej wydajność — mówi Ernest Pytlarczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Mrówcza praca Polakom nie popłaca