Na razie drogi prąd nie zabija polskiego przemysłu

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-07-21 20:00

Ceny energii są u nas wyższe niż w innych krajach Unii Europejskiej, ale mamy też wyższą dynamikę produkcji w sektorach energochłonnych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Zacznijmy od najbardziej oczywistej kwestii: od czasu kryzysu energetycznego popyt na produkty energochłonne spadł i jeszcze w pełni nie odbił. Widać to w danych o produkcji. O ile w czerwcu tego roku ogólna wielkość produkcji przetwórczej w Polsce była podobna jak trzy lata temu, to produkcja w sektorach energochłonnych* jest o 8 proc. niższa.

Jednak na tym tle można wskazać dwa interesujące pozytywy. Po pierwsze, wraz ze spadkiem cen energii widać bardzo stopniowe odbijanie produkcji energochłonnej w relacji do innych sektorów. Po drugie, dynamika produkcji energochłonnej w Polsce jest wyższa niż średnio w krajach o najniższych cenach energii w UE.

Wygląda na to, że kryzys energetyczny, choć kosztowny, nie zabija polskiego przemysłu. Nie szkodzi mu w stopniu zbliżonym do pesymistycznych haseł. Nie szkodzi mu bardziej niż innym krajom UE, mimo faktu, że dla Polski jest bardziej kosztowny z powodu dużego uzależnienia od paliw kopalnych. Przynajmniej na razie.

W środę GUS podał dane, które pokazują stagnacyjny obraz całego sektora produkcji towarów w Polsce. W czerwcu produkcja w przemyśle była o 0,1 proc. niższa rok do roku. Natomiast uśredniając całe pierwsze półrocze otrzymujemy wzrost o 1,4 proc. rok do roku. Niski na tle historycznym, ale wciąż wyższy niż w innych krajach UE.

W sektorach energochłonnych w pierwszym półroczu produkcja zwiększyła się o 4 proc. Zestawiając porównywalne dane z innymi krajami UE widać, że nasza dynamika jest większa – nie tylko od średniej dla całej Unii, ale też od średniej dla krajów o niskich cenach energii, do których zaliczyć można m.in. Francję, Finlandię, Szwecję, czy Hiszpanię. Licząc dane za sześć miesięcy do maja (nie mamy jeszcze danych za czerwiec z wielu krajów) dynamika w Polsce wynosi 5 proc., a średnia w wymienionych krajach -2 proc.

Jest to o tyle interesujące, że ceny energii w Polsce są dużo wyższe niż w wymienionych krajach – dwukrotnie wyższe niż we Francji i niemal trzykrotnie wyższe niż w krajach skandynawskich, korzystających z dużych zasobów hydroenergetycznych.

Oczywiście firmy przemysłowe w Polsce w największym stopniu narzekają na konkurencję z państw spoza UE, które nie muszą stosować wyśrubowanych wymogów związanych z polityką energetyczną: z Turcji, Ukrainy, Indii. Jest w ich argumentach dużo racji. Ale porównanie z innymi krajami UE pokazuje, że same kwestie cen energii niekoniecznie muszą odgrywać decydującą rolę dla koniunktury. Gdyby odgrywały, to w tym momencie przemysł energochłonny w Polsce powinien wypadać dużo gorzej niż w krajach dysponujących dostępem do tańszej energii.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że te dane nie rozstrzygają kwestii wpływu cen energii na sytuację polskiego przemysłu. Megatrendy rozgrywają się w dłuższych interwałach niż parę lat. W długim okresie wysokie ceny energii, połączone z rosnącym realnym kursem walutowym i wysokimi stopami procentowymi, będą stanowiły duże wyzwanie dla polskich producentów.

Natomiast to, co widzimy na dziś, to fakt, że polski przemysł na tle innych krajów Unii wciąż trzyma się nieźle.

Możesz zainteresować się również: