Ministerstwo Zdrowia przygotowało pakiet przepisów ograniczających sprzedaż i promocję alkoholu. Jest wśród nich zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw. Po pierwszym czytaniu w Sejmie propozycje trafiły do dalszych prac w Komisji Zdrowia.
W odpowiedzi branża paliwowa przywołuje dane z badania firmy Pollster, z którego wynika, że 79 proc. Polaków kupuje alkohol w dyskontach i supermarketach, 39 proc. w sklepach osiedlowych, a na stacjach paliw tylko 6 proc.
— W Polsce funkcjonuje około 120 tys. punktów sprzedaży alkoholu, z czego tylko 5,5 tys. to stacje paliw. Odpowiadają one za około 2 proc. wielkości całego rynku alkoholu i blisko 3 proc. jego wartości, ponieważ alkohol sprzedawany na stacjach jest relatywnie droższy niż w większości punktów sprzedaży — mówi Leszek Wiwała, prezes i dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN).
Jego zdaniem, żeby ograniczenie sprzedaży alkoholu było skuteczne, musi być wdrożone w całym handlu, a nie tylko w niewielkim jego fragmencie.
Zakaz nie rozwiąże problemu
Leszek Wiwała uważa, że zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach nie sprawi, że konsument przestanie kupować alkohol. Zrobi to po prostu gdzie indziej — często w miejscu tańszym, co paradoksalnie może prowadzić do zwiększenia ilości kupowanego alkoholu przy tym samym wydatku.
— Na stacjach nie ma promocji typu: kup pięć butelek, pięć dostaniesz gratis — mówi prezes POPiHN.
Podkreśla, że rozwiązanie proponowane przez Ministerstwo Zdrowia to klasyczny przykład regulacji selektywnej, która nie zmienia zachowań konsumenckich, jedynie przesuwa je między kanałami dystrybucji. POPiHN ma własną propozycję — ograniczenie widoczności produktów alkoholowych nie tylko na stacjach, ale we wszystkich miejscach sprzedaży. Organizacja złożyła już do Ministerstwa Zdrowia petycję z prośbą o rozpoczęcie procesu legislacyjnego.
Równolegle został uruchomiony pilotaż sprzedaży bezwitrynowej alkoholu na trzech stacjach paliw należących do sieci Shell, MOL i Amic.
— Sprzedaż bezwitrynowa polega na ograniczeniu widoczności alkoholu np. przez umieszczenie go za nieprzezroczystą osłoną analogicznie do papierosów. Produkt pozostaje legalny i dostępny, ale znika jego ekspozycja. Klient, który wie, czego chce, nadal może dokonać zakupu, znika natomiast bodziec wizualny, który często uruchamia decyzję impulsywną — mówi Leszek Wiwała.
Sprzedaż bezwitrynowa przynosi efekty
Inspiracją do wprowadzenia w Polsce sprzedaży bezwitrynowej są rozwiązania wprowadzone w Estonii, gdzie po ograniczeniu ekspozycji alkoholu w 2019 r. zakupy impulsywne spadły z 5 do 2 proc., zauważalność alkoholu w sklepach spadła o 13 pkt proc., a kontakt wzrokowy z półkami alkoholowymi zmniejszył się prawie o połowę.
— W perspektywie długofalowej skutki mogą być większe, tym bardziej że rozwiązania estońskie nie były tak daleko idące jak te, które proponujemy — podkreśla Leszek Wiwała.
Jego zdaniem to działa też w drugą stronę — badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii potwierdzają, że widoczne ustawienie alkoholu podnosi sprzedaż nawet o 23-46 proc. głównie przez nieplanowane zakupy.
Europa raczej ogranicza, niż zakazuje
W 24 z 27 krajów Unii Europejskiej alkohol jest sprzedawany na stacjach paliw. W części z nich obowiązują ograniczenia godzinowe lub asortymentowe.
— Są oczywiście wyjątki, to np.Holandia czy Litwa, gdzie sprzedaż alkoholu na stacjach została ograniczona lub zakazana. Trzeba jednak pamiętać, że te decyzje zapadały w zupełnie innym kontekście rynkowym i kulturowym — komentuje Leszek Wiwała.
Według niego nawet całkowite wyeliminowanie sprzedaży alkoholu na stacjach nie zmniejszy w sposób istotny gęstości punktów sprzedaży w przestrzeni publicznej.
Skala problemów alkoholowych w Polsce jest duża. Szacuje się, że alkohol może mieć związek z ponad 35 tys. zgonów rocznie, a koszty społeczne liczone są w miliardach złotych. Blisko 250 tys. osób z alkoholizmem nie podejmuje leczenia, liczba uzależnionych lub będących bardzo blisko uzależnienia może sięgać około 1 mln, a pijących w sposób ryzykowny 3–5 mln.
Podczas gdy opinia publiczna i media koncentrują się na sprzedaży alkoholu na stacjach paliw czy nocnej prohibicji, w projekcie klubu Lewicy znalazł się zapis, który zakazuje sprzedaży piwa w małych sklepach. Trudno zrozumieć logikę takiego rozwiązania, zwłaszcza że wyłączenie dotyczyłoby tylko napojów niskoprocentowych i piwa. Chcemy wierzyć, że to niezamierzony błąd legislacyjny, ale nie mamy pewności, czy nie stoi za tym próba wpływu na strukturę handlu i pozycję piwa.
Generalnie spożycie alkoholu w Polsce spada, a rynek piwa tylko w ubiegłym roku skurczył się o kolejne 6 proc. To trwały trend. Mimo to część polityków proponuje radykalne regulacje, które nie rozwiążą problemów, a mogą zahamować pozytywne zmiany. Mam tu na myśli przede wszystkim propozycję klubu Polska 2050 dotyczącą zakazu sprzedaży piw bezalkoholowych oraz zrównanie ich w regulacjach z alkoholem. Tymczasem napoje bezalkoholowe nie są problemem — są częścią rozwiązania problemu.
Jestem przekonany, że argumenty stojące za takim podejściem nie mają oparcia w rzetelnych badaniach. Eksperci od dawna mówią o pozytywnej zmianie kulturowej i przechodzeniu konsumentów z alkoholu na wersje bezprocentowe. Tymczasem ten projekt idzie pod prąd, co może mieć daleko idące negatywne skutki.
Oczywiście nie negujemy potrzeby przeciwdziałania szkodliwej konsumpcji oraz walki z uzależnieniami. Dlatego nie występujemy przeciwko nocnej prohibicji czy zakazowi rozdawania piwa za darmo w promocjach. To propozycje racjonalne. Trudno jednak za taką uznać np. zakaz reklamy piwa, który nie rozwiązuje problemów i jest środkiem nieproporcjonalnym wobec wyraźnie słabnącego rynku.
Moim zdaniem temat reklamy został wykreowany jako zastępczy wobec znacznie poważniejszych kwestii związanych ze spożyciem alkoholu, które nie znalazły się w projektach ustaw. Mam na myśli przede wszystkim tzw. małpki — często przywoływane w dyskusjach o patologiach, a wyraźnie oszczędzone przez autorów propozycji.
