Naczynia chętnie łączone

Katarzyna Żelazek
25-04-2005, 00:00

Dziś kontakty uczelni z przedsiębiorcami stały się koniecznością.

Bez życzliwości obu stron niemożliwe byłyby chociażby praktyki studenckie.

Kontakt z firmami umożliwia studentom praktyczne wykorzystanie wiedzy i rozeznanie rynku. Dla przyszłych pracodawców zaś młody narybek to nigdy nie wysychające źródło talentów.

To potrzeba czasów wykształciła już dość sprawnie działające mechanizmy kontaktu uczelni ze światem biznesu, zarówno jedna, jak i druga strona przerzuca mosty. Powstały formalne i nieformalne struktury. Obok organizacji studenckich i biur karier, działających na poszczególnych uczelniach, funkcjonuje na przykład nieformalna ogólnopolska sieć biur karier, współdziałająca i wspierająca się wzajemnie.

Świeżość i innowacyjność

Masterfoods od lat utrzymuje kontakty z uczelniami całej Polski. To sprawnie działający system wzajemnych korzyści.

— Dla firmy Masterfoods Polska praktykanci to często osoby, które po zakończeniu praktyk pozostają w firmie na stałe, gdzie rozwijają się i zajmują wiele specjalistycznych oraz menedżerskich stanowisk. W czasie trwania programu studenci wzbogacają nasze spojrzenie na dane zagadnienia: świeżością, innowacyjnością i inną perspektywą — przyznaje Elżbieta Makselon, specjalista ds. rekrutacji studentów i absolwentów Masterfoods Polska.

Nie ma wątpliwości, że to sprawdzony sposób na pozyskiwanie nowych, dobrych pracowników.

— Średnio minimum 50 proc. praktykantów zostaje pracownikami Masterfoods Polska, czasem średnia sięga nawet 80 proc. Te dane zdają się mówić same za siebie. Na praktyki trafiają młodzi ludzie — z potencjałem, motywacją i umiejętnościami uczenia się, a po praktykach płynnie zostają cenionymi pracownikami — zapewnia Elżbieta Makselon.

Masterfoods dla studentów III, IV i V roku oferuje Program Praktyk Letnich, trwający dwa miesiące. Od połowy lipca, rokrocznie, 10- -15 osób wyłonionych w drodze rekrutacji dołącza do grona pracowników, gdyż praktykanci podpisują z firmą umowę o pracę. Pracują w różnych działach firmy, samodzielnie realizując indywidualne projekty biznesowe.

Najlepsi i problematyczni

W Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku dział praktyk — kojarzący studentów i firmy oraz instytucje — istniał od roku 1998, gdy tylko uczelnia powstała. Poszerzony później przekształcił się na początku nowego wieku w biuro karier. Biuro nie tylko zajmuje się organizacją obowiązkowych praktyk zawodowych, ale i pomaga studentom oraz absolwentom w znalezieniu pracy. Uczy ich na przykład na warsztatach, jak przygotować dokumenty aplikacyjne, czy jak prezentować się podczas rozmów kwalifikacyjnych. Gromadzi praktyczne informacje o tym, jakich pracowników poszukują pracodawcy i jakie stawiają im wymagania. Biuro karier umożliwia wreszcie pracodawcom dotarcie do potencjalnych pracowników. WSB współpracuje z ponad 900 firmami i instytucjami.

Rocznie uczelnie opuszcza od pięciuset do ośmiuset studentów, kilkuset z nich korzysta z pomocy biura karier.

— W praktyce jesteśmy w stanie pomóc zarówno najlepszemu studentowi, który oczekuje zazwyczaj jedynie rzeczowej informacji o ofercie przedsiębiorców, jak i studentowi, który ma problem, bo nie umie chociażby zaprezentować się pracodawcy czy zorientować, gdzie tak naprawdę chciałby pracować — mówi Małgorzata Kalinowska, dyrektor biura karier.

Teoria w praktyce

Już wkrótce, bo 18 maja 2005 r., WSB organizuje debatę „Studia i co dalej”, mającą poszerzyć szanse absolwentów na znalezienie atrakcyjnej pracy. Swój udział zapowiedział urząd pracy, pracodawcy, agencje doradztwa personalnego.

— Dbamy o to, aby wciąż poszerzać swoją ofertę — zapewnia Małgorzata Kalinowska.

Przyznaje jednocześnie, że oczekiwania pracodawców są bardzo wysokie i studenci potrzebują w tej mierze wsparcia już na etapie nauki.

Patrycja Machut, studentka II roku licencjackich studiów z zakresu rachunkowości i finansów przedsiębiorstw, ma już za sobą pierwsze praktyki, skojarzone właśnie przez biuro karier WSB. Latem cztery tygodnie pracowała w ZUS.

— To był mój pierwszy kontakt z potencjalnym przyszłym pracodawcą i jestem z niego bardzo zadowolona. Wiele osób było na urlopach, przydzielono mi więc konkretną pracę, w praktyce mogłam wykorzystać wiedzę — opowiada.

Międzynarodowe Centrum Zarządzania, działające na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, realizuje program Executive MBA. Trzysemestralne studia — rozpoczynające się we wrześniu, a kończące w grudniu — corocznie rozpoczyna prawie czterdzieści osób. Studenci to wyższa kadra kierownicza zarówno firm międzynarodowych, jak i polskich. Pomysł uczelni na ich związki ze światem biznesu musi być więc inny niż ten, który realizują placówki kształcące dopiero przyszłych pracowników. Ci studenci potrzebują bowiem nie stażów czy praktyk, ale praktycznego zastosowania wiedzy teoretycznej, którą zdobywają w trakcie nauki.

Z powodzeniem realizowany jest tam system projektów doradczych, podlegający ocenie zarówno wykładowców, jak i specjalistów z zewnątrz, a będący jednym z elementów kształcenia. Studenci łączą się w trzy-, czteroosobowe zespoły i rozwiązują realny problem. To rzeczywiste, a nie wirtualne problemy firm. Dostarczają je sami studenci albo absolwenci uczelni. Praktycznie 100 proc. projektów jest później realizowane w praktyce.

Korzyści

— Przygotowanie projektu doradczego to bardzo trudna i czasochłonna praca. Dokumentacja obejmuje często nawet tysiąc stron. Pozwala jednak studentom praktycznie wykorzystać wiedzę i zdobyć doświadczenie, którego pracując na co dzień w swojej firmie, zdobyć by nie mogli. Niebywale atrakcyjne jest to, że projekty te zostają później wdrażane — opowiada dr Tomasz Ludwicki, koordynator Programu Warsaw-Illinois Executive MBA na UW.

Wspomina historię sprzed trzech lat, kiedy jednym ze studentów był prezes firmy w bardzo trudnej sytuacji finansowej, na skraju bankructwa. Grupa, w której się znalazł, spisała program reorganizacji firmy. Program został wdrożony. Firma uniknęła bankructwa, nadal działa.

Zdarza się, że jednym z owoców powstania projektu doradczego jest zatrudnienie przez firmę, dla której powstaje projekt, jednego z członków opracowującej go grupy.

Co ciekawe, najlepszy z projektów doradczych nagradzany jest materialnie. I to sumą niebagatelną — grupa otrzymuje 10 tys. dolarów z firmy Capgemini, jednej z największych na świecie firm doradczych i informatycznych.

Pierwszy kontakt Patrycji Machut z pracodawcą przyniósł dwa ważne doświadczenia. Pierwsze to takie, że nieprawdą jest, iż panie w ZUS całymi dniami piją herbatę i jedzą ciasto, bo nie mają nic do roboty. Pracy tam jest co niemiara. A drugie, że Patrycja mogłaby kiedyś tam pracować i z powodzeniem wykorzystać swoją wiedzę.

— Choć nie ukrywam, że wolałabym bardziej dynamiczne zajęcie — przyznaje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Żelazek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Naczynia chętnie łączone