Nadzór informuje, mySafety bankrutuje

Lista ostrzeżeń publicznych KNF może skutecznie eliminować z rynku podejrzane podmioty. Gorzej, gdy trafią na nią uczciwi przedsiębiorcy

Po aferze z Amber Gold Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) bacznie przygląda się przedsiębiorstwom. Ponieważ prawo umożliwia podanie do publicznej wiadomości samego faktu złożenia do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa, firmom, które dosięgło czujne oko nadzoru, po wpisaniu na listę ostrzeżeń może pozostać tylko czekanie na bankructwo — jeszcze na długo przed decyzją o tym, czy zawiniły. Na własnej skórze odczuła to spółka mySafety.

BEZSILNOŚĆ:
Zobacz więcej

BEZSILNOŚĆ:

Maciej Poniatowicz, prokurent mySafety, uważa, że prawo nie pozostawia przedsiębiorcom możliwości wyjaśnienia sprawy, zanim nadzór umieści na swojej stronie ostrzeżenie publiczne. A taka informacja to prosta droga do bankructwa. Marek Wiśniewski

Nie ma obrony

Jej dramat zaczął się 27 czerwca. Tego dnia KNF umieściła na swojej stronie informację, że jest podejrzana o prowadzenie działalności ubezpieczeniowej lub reasekuracyjnej bez zezwolenia (art. 430 ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej). — Nie prowadzimy takiej działalności i nie mamy podobnych aspiracji — zaprzecza Maciej Poniatowicz, prokurent spółki.

Oferowane przez mySafety usługi polegają na znakowaniu rzeczy osobistych (klucze, portfele, karty płatnicze, dokumenty, telefony itp.) oraz takich, które mają szczególną wartość dla klientów (zwierzęta czy nawet dzieci) specjalnym hologramem, brelokiem lub przywieszką z numerem telefonu i informacją o nagrodzie dla znalazcy w przypadku ich zgubienia. Firma nie gwarantuje, że zagubiona rzecz zostanie odzyskana i nie wypłaca odszkodowań w przypadku, kiedy nie uda się tego dokonać. Wszystko zależy od dobrej woli znalazców, z którymi mySafety nie ma żadnej umowy.

— To są przypadkowe osoby, a symboliczna nagroda za zwrot ma promować wśród nich dobre zachowania. Jesteśmy jedyną w Polsce firmą o takim profilu. Nie jest on sklasyfikowany przez PKD i być może to sprawia kłopot ze zrozumieniem specyfiki naszej działalności — tłumaczy Maciej Poniatowicz. W styczniu tego roku KNF wezwała my- Safety do złożenia pisemnych oświadczeń w postępowaniu wyjaśniającym w celu ustalenia, czy istnieją podstawy do złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

— W terminie i szczegółowo odnieśliśmy się do pisma, myśląc, że udało nam się rozwiać wszelkie wątpliwości organu nadzoru. Na tym wymiana korespondencji się zakończyła, a w czerwcu pojawiło się ostrzeżenie, o czym dowiedzieliśmy się z doniesień medialnych — opowiada Maciej Poniatowicz.

Związane ręce

Od tego momentu firma boryka się z problemami finansowymi, bo umieszczenie jej na liście spowodowało, że utraciła większość kontrahentów, z którymi od lat współpracowała. — Firmy boją się i nie chcą współpracować z podmiotami widniejącymi na liście ani czekać na prawomocne zakończenie sprawy w prokuraturze — mówi Maciej Poniatowicz.

Podkreśla, że firmie zależy na jak najszybszym wyjaśnieniu sprawy, co mogłoby zakończyć jej problemy. Jednak mimo tego, że od momentu pojawienia się ostrzeżenia minęły ponad dwa miesiące, mySafety nie miało możliwości zapoznania się z treścią zawiadomienia, a w sprawie nie zostało wydane nawet postanowienie o wszczęciu dochodzenia albo odmowie — choć prokuratura powinna to zrobić w ciągu 30 dni od otrzymania zawiadomienia.

— Okazuje się, że wspomniane terminy to tylko instrukcje i nie ma żadnych konsekwencji, jeżeli nie są przestrzegane. Co prawda strona postępowania może złożyć w takim przypadku zażalenie na bezczynność prokuratury w zakresie rozpoznania sprawy, ale mySafety nią nie jest, tylko KNF — tłumaczy Justyna Czekaj, radca prawny z JustComply, kancelarii obsługującej mySafety. Firma zwróciła się do KNF 14 lipca tego roku z formalnym wnioskiem o udostępnienie, w trybie dostępu do informacji publicznej, pełnej treści zawiadomienia złożonego do prokuratury. Komisja powinna odpowiedzieć nie później niż w ciągu 14 dni. Decyzję odmowną przysłała jednak po ponad miesiącu.

— Wskazuje w niej, że ustawa o dostępie do informacji publicznej nie znajduje tutaj zastosowania, bo mySafety może ubiegać się o dostęp do akt postępowania karnego na podstawie przepisów kodeksu. Tyle że na obecnym etapie nie ma takiej możliwości — mówi Justyna Czekaj. Nadzór w odpowiedzi na pytanie PB o możliwości wyjaśnienia sprawy skierował nas do prokuratury, która jest obecnie gospodarzem postępowania. Ta natomiast stwierdziła, że prokurator zlecił w toku postępowania sprawdzającego czynności procesowe i podkreśliła, że za wcześnie mówić o ustaleniach.

Gwoździe do trumny

W zależności od realizacji możliwych scenariuszy sprawa może wyjaśnić się w ciągu kilku miesięcy, albo nawet roku czy dwóch. Tymczasem każdy dzień na liście ostrzeżeń publicznych KNF to kolejny gwóźdź do trumny mySafety.

— Nie dożyjemy tego momentu, bo istnieje ryzyko, że będziemy musieli zamknąć działalność. Straciliśmy zaufanie w środowisku, część kontrahentów i partnerów zaczęła wypowiadać nam umowy, powołując się na wpis. Nawet bank, w którym prowadziliśmy rachunek firmowy, zamknął nam konto. Przez większość jesteśmy traktowani tak, jakbyśmy byli winni czynów wskazanych w zawiadomieniu, a jednocześnie nie mamy żadnej prawnej możliwości uzyskania informacji o zakresie nieprawidłowości, jakich dopatrzyła się Komisja, a tym bardziej ich wyjaśnienia. Efektem będzie likwidacja spółki i zwolnienie wszystkich jej pracowników — tłumaczy Maciej Poniatowicz.

Katarzyna Domańska-Mołdawa, adwokat w kancelarii BSJP, przyznaje, że możliwości obrony i wytłumaczenia się przez firmę wpisaną na listę ostrzeżeń publicznych KNF są ograniczone.

— Pojawiają się dopiero na etapie ewentualnego postępowania karnego — podkreśla. Zwraca też uwagę, że rolą listy jest ostrzeżenie opinii publicznej o zastrzeżeniach nadzoru co do działalności danego podmiotu. Jednak do momentu afery z Amber Gold mało kto zwracał uwagę na widniejące na niej firmy. Potem zdarzało się tam bywać też dużym spółkom. W wielu przypadkach okazywało się, że podejrzenie było bezpodstawne i postępowanie umarzano.

— Dziś jednak pojawienie się w tym miejscu mocno stygmatyzuje firmy. Dlatego warto ograniczyć automatyzm pojawiania się tam i wprowadzić możliwość wcześniejszego dialogu z podejrzanym podmiotem, który dzięki temu miałby szansę wyjaśnienia sprawy i być może uniknięcia wpisu — tłumaczy adwokat.

Trzynaście lat bez problemów

Obecnie prawo daje możliwość usunięcia wpisu tylko w określonych sytuacjach. Determinują to wyniki postępowania karnego. — Po pierwsze, usunięcie następuje w przypadku prawomocnego umorzenia postępowania karnego lub stwierdzenia w jego ramach, że nie doszło do popełnienia przestępstwa. Po drugie, można to zrobić tylko na pisemny wniosek zainteresowanego podmiotu, co w praktyce oznacza konieczność monitorowania sytuacji i wykazywania inicjatywy przez podmioty umieszczone na liście. Po trzecie, aby KNF mogła usunąć dany podmiot, musi dysponować przekazanym jej przez prokuratora odpowiednim zawiadomieniem potwierdzającym umorzenie postępowania lub brak popełnienia przestępstwa. Jeżeli zabraknie tego elementu, wniosek podmiotu o usunięcie z listy ostrzeżeń pozostawia się bez rozpoznania i dalej on na niej figuruje — tłumaczy Łukasz Machalski, radca prawny w kancelarii CMS.

Jeżeli nic się nie będzie działo, KNF z urzędu usunie wpis po 10 latach od dnia złożenia zawiadomienia. mySafety jest własnością szwedzkiej spółki mySafety CEE, która należy do mySafety Group, działającej w ośmiu krajach Europy. Wszystkie spółki prowadzą działalność o takim samym profilu jak polskie mySafety i w żadnym kraju nie są postrzegane jako ubezpieczyciele. W Polsce firma działa od 13 lat. Przez ten czas nie było zastrzeżeń do jej działalności, nie zalegała z podatkami, wynagrodzeniami czy zobowiązaniami wobec kontrahentów.

Zdaniem Łukasza Wawrzeńczyka, prezesa Profika Broker, choć na pierwszy rzut oka nie ma podstaw, żeby posądzać mySafety o działalność ubezpieczeniową albo reasekuracyjną, to podejrzenie nadzoru mógł wzbudzić np. nieco mylący komunikat na jej stronie o usłudze mySafety Bezpieczne Klucze, gdzie w jednej z zakładek jest informacja o ubezpieczeniu, która może sugerować, że spółka zajmuje się tego typu działalnością. — Trudno jednak zgadywać, czy właśnie o to chodziło, czy KNF doszukała się innych nieprawidłowości. Powinno to wyjaśnić ewentualne postępowanie karne — szkoda, że kosztem działania spółki — dodaje ekspert.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Nadzór informuje, mySafety bankrutuje