Nagły atak rekina

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-09-12 00:00

Spekulacyjny atak na funta przyniósł George Sorosowi fortunę i sławę. Wielka Brytania została upokorzona.

Spekulacyjny atak na funta przyniósł George Sorosowi fortunę i sławę. Wielka Brytania została upokorzona.

Na przełom lat 80. i 90 przypada w Europie czas politycznego entuzjazmu i narastających kłopotów gospodarczych. Upadek żelaznej kurtyny nasilił tendencje integracji wspólnoty europejskiej, ale jednocześnie koniec zimnej wojny spowodował spowolnienie gospodarki.

W takich mniej więcej warunkach w 1990 r. rząd brytyjski (wówczas jeszcze Margaret Thatcher) zadecydował o przystąpieniu do europejskiego mechanizmu kursowego ERM. Głównym punktem odniesienia dla funta stała się marka niemiecka.

Niewłaściwy czas

Nie był to dobry czas na integrację. Niemcy ponosiły wyższe niż się spodziewały koszty zjednoczenia i zmagały się z rosnącą inflacją. Bundesbank wypracował sobie renomę banku centralnego, który trzyma inflację w ryzach, m.in. dlatego marka odgrywała główną rolę w mechanizmie kursowym. Renoma jednak zobowiązuje — w tej sytuacji do podnoszenia stóp.

Taka polityka monetarna okazała się niekorzystna dla Wielkiej Brytanii, która przeżywała mocne spowolnienie gospodarcze. Wtedy szuka się raczej możliwości obniżki stóp, co jednak osłabiłoby funta. Wniosek: Wielka Brytania będzie bronić funta. A na tym można zarobić, o ile obrona jej się nie uda, a silne nastroje eurosceptyczne wskazywały, że tak się może stać. Odrzucenie przez Danię w referendum traktatu z Maastricht wiosną 1992 r. dało kolejny sygnał, że Europa nie jest monolitem.

Bezlitosny atak

Wyzwanie funtowi rzucił George Soros, węgierski emigrant mający mocną pozycję i autorytet w świecie finansów oraz wolnych kilkanaście miliardów funtów. W licznych na przełomie sierpnia i września wywiadach prasowych Soros przekonywał (nie bez podstaw), że funt jest przewartościowany. Jednocześnie jego firma Quantum otworzyła linie kredytowe na 15 mld funtów i zaczęła skupować inne waluty, przede wszystkim dolary.

Miliardy rzucone na rynek zrobiły swoje — kurs funta zaczął spadać, wywiady wzmogły panikę i rozpoczęła się wyprzedaż. Brytyjski rząd rzucił do obrony funta rezerwy walutowe (według nieoficjalnych informacji stopniały one w ciągu kilku wrześniowych dni o połowę), wyprzedając marki i skupując funta. Duża liczba marek na rynku zaniepokoiła Bundesbank, który przecież walczył u siebie z inflacją. Kiedy w poniedziałek 14 września brytyjska delegacja udała się do Niemiec z prośbą o współpracę w ratowaniu funta, spotkała się z dość wymijającą odpowiedzią.

Czarna środa

Bank of England rozpaczliwie usiłował ratować funta, podnosząc rano 16 września stopy o 2 proc. Bez skutku. Po południu zapowiedział kolejną podwyżkę — do 15 proc. Ale na dewaluację funta grał już nie tylko Soros, lecz także wielu innych spekulantów, w tym wiele wielkich brytyjskich instytucji finansowych. Wieczorem rząd ogłosił kapitulację — funt został zdewaluowany o 15 proc. i wypadł z ERM. Brytyjskie władze uznały, że dalsza obrona byłaby zbyt kosztowna i mogłaby być groźna dla innych krajów UE (np. poprzez dalszą wyprzedaż marek).

A Soros? Odkupił znacznie już tańsze funty, spłacił miliardy kredytów i cieszył się tym, co mu po tych transakcjach zostało. Radość była wielka — zarobił na czysto 1,1 mld dolarów.

Dla rządu Johna Majora (na zdjęciu u góry) 16 września był koszmarną prestiżową porażką. Czarna środa podważyła zaufanie do rządu i do brytyjskiej gospodarki. Jeden spekulant wygrał finansową grę z rządem i bankiem centralnym.

Wstyd. W dodatku kosztowny. Brytyjski skarb stracił na obronie 3,3-3,4 mld funtów. Część ekonomistów uważa, że po okresie chaosu brytyjska gospodarka wyszła na tym kryzysie walutowym wcale nieźle — dewaluacja funta okazała się dla niej korzystna. Niektórzy ekonomiści określają nawet 16 września 1992 r. białą środą. Soros zaś kilkakrotnie jeszcze zarabiał (chociaż czasem tracił) na kryzysach walutowych w różnych krajach. Dziś ostrzega przed globalnym kryzysem.

Adam Sofuł

[email protected] % 022-333-98-03