Sąd okręgowy przesunął rozprawę i Napster oraz jego oskarżyciele mają do 17 lutego czas na zawarcie porozumienia. Niewykluczone, że do niego dojdzie.
Marilyn Hall Patel, sędzia okręgowy, przesunęła do 17 lutego dzień rozprawy, w której przemysł nagraniowy oskarża Napstera o kradzież utworów muzycznych. O taką decyzję poprosili oskarżyciele i sam oskarżony. Tylko dwie firmy — należące do EMI Capitol Records i Virgin Records — nie chciały zgody.
— Jestem pewien, że zdołamy porozumieć się z koncernami — mówi Konrad Hilbers, dyrektor zarządzający Napstera.
Napster udowodnił, że chce wejść na dobrą drogę. 21 stycznia po raz pierwszy od zawieszenia działalności w lipcu, ukazała się testowa strona Napstera. 20 tys. ochotników może ściągnąć z niej 100 tys. piosenek.
— Firma ograniczyła repertuar do piosenek, na które ma licencje. Polubowne załatwienie sprawy jest teraz możliwe — sądzi Hilary Rosen, prezes amerykańskiego Związku Przemysłu Nagraniowego.
W lutym ubiegłego roku firma zaproponowała oskarżycielom 1 mld USD za sprzedanie swoich praw do piosenek. Koncerny odrzuciły tę ofertę.
Napster kupił prawa do utworów od mało znanych koncernów nagraniowych i specjaliści twierdzą, że nie przetrwa, jeśli nie zacznie współpracować z dużymi wytwórniami. Nie jest to niemożliwe, bo po zawieszeniu przez Napster działalności firmę przejął Bertelsmann, właściciel BMG. Jednak firmie i tak trudno będzie uzyskać utraconych — mówi się o 40-80 mln — użytkowników. Przenieśli się oni do innych firm: Morpeus czy KaZaA lub też korzystają z programów, w których użytkownicy Internetu wymieniają się piosenkami bez pośrednictwa centralnego komputera czy firmy.