W rok po wstąpieniu do UE pozytywny dla gospodarki efekt akcesyjny zanika — uważają eksperci Banku Światowego. Nie będzie jednak źle.
Pozytywne dla gospodarki efekty związane z rozszerzeniem Unii kończą się: szybki wzrost gospodarczy nowych państw członkowskich zwalnia, a w pierwszej połowie roku wyniki gospodarcze stabilizują się — wynika z lipcowego raportu Banku Światowego (BŚ) dla ośmiu krajów Europy Środkowej i krajów bałtyckich, które w maju 2004 r. dołączyły do UE.
Powrót do normalności
— Wygląda na to, że po okresie wysokiego tempa wzrostu inwestycji, eksportu, produkcji i cen wszystko wraca do normy — podsumowuje pierwszy rok członkostwa nowych krajów Thomas Blatt Laursen, główny autor raportu i główny ekonomista Banku Światowego na region Europy i Azji Centralnej.
Nie znaczy to jednak, że nasza gospodarka będzie teraz pełznąć w tempie 2,1 proc. PKB, jak to miało miejsce w pierwszym kwartale. Według BŚ nastąpi przyspieszenie i w całym roku wzrośnie ona o 3,6 proc.
Zdaniem Marka Zubera, głównego ekonomisty IDM, prognozy BŚ wydają się realistyczne.
— Może rzeczywistość okaże się jeszcze lepsza. W tym roku spodziewam się dynamiki PKB na poziomie 3,7-3,8 proc. W przyszłym będzie ona zależała od tego, co zrobi nowy rząd. Wydaje mi się, że zmiany, jakich może dokonać (w postaci obniżenia podatków czy ukrócenia biurokracji), powinny przyczynić się do odbicia gospodarki, która przyspieszy o ponad 5 proc. — uważa ekonomista IDM.
Także w opinii Piotra Bujaka, ekonomisty BZ WBK, prognozy BŚ mogą się sprawdzić.
— Trzeba jednak pamiętać, że nie znamy wyników wyborów. A te zapewne wpłyną na rynki. W zależności od tego, kto wygra wybory, możemy być świadkami zmiany planów fiskalnych, budżetowych, stóp procentowych czy też dynamiki wzrostu gospodarczego — dodaje ekonomista.
Thomas Blatt Laursen przypomniał, że okres przedakcesyjny stworzył wyjątkowe możliwości dla działań reformatorskich. Politykom było łatwiej niż dziś wprowadzać programy naprawcze, wykorzystując do ich przeprowadzenia pretekst dostosowań do nowej europejskiej rzeczywistości.
— Teraz te możliwości mogą zanikać. Spółki, obywatele i rządy, które nie wykorzystały tej okazji, będą prawdopodobnie musiały dłużej dochodzić do średnich standardów życia w UE — twierdzi ekonomista BŚ.
Ekonomiści zgadzają się, że nasz rząd przespał czas na reformowanie finansów publicznych.
— A zmiany można było przeprowadzić dość łatwo. Niestety, zabrakło woli politycznej — zaznacza Piotr Bujak.
Zdaniem analityka BŚ, możliwości przeprowadzania reform są mniejsze w krajach, w których planowane są wybory.
Nie powtarzać błędów
Marek Zuber zauważa natomiast, że czas po wyborach jest najlepszy do wprowadzania trudnych w odbiorze społecznym decyzji.
— SLD ten czas zmarnował, a nawet wprowadził na rynki chaos. Mam nadzieję, że PiS i PO będą w stanie wspólnie przeprowadzić reformy — mówi ekonomista IDM.
Chyba że zabraknie im konsekwencji.