Nie koniec świata, ale mocny wstrząs

opublikowano: 28-08-2018, 22:00

Coraz więcej wskazuje, że przez najbliższe pół roku największą zgryzotą Unii Europejskiej będzie jednak brexit.

Na nieco dalszy plan naturalnie zejdzie problem imigrantów, odsunie się też w czasie rozgrywka o siedmiolatkę budżetową 2021-27. Automatycznie niższą kategorię otrzyma również starcie Komisji Europejskiej z rządem PiS o praworządność w Polsce, chociaż absolutnie nie wygaśnie do końca kadencji.

Theresa May porzuca unijne gwiazdki, od 29 marca 2019 r. liczy się tylko Union Jack.
Zobacz więcej

Theresa May porzuca unijne gwiazdki, od 29 marca 2019 r. liczy się tylko Union Jack. Fot. Eric Vidal

Traktatowy termin opuszczenia wspólnoty przez Zjednoczone Królestwo upływa 29 marca 2019 r. To już tylko siedem miesięcy. Unijno-brytyjska umowa powinna zostać zatwierdzona na najwyższym szczeblu politycznym, czyli brukselskim szczycie Rady Europejskiej (RE), zaplanowanym na 18-19 października — za niecałe dwa miesiące. Wtedy pozostałoby pięć miesięcy na żmudny proces legislacyjny, podpisanie umowy oraz jej ratyfikowanie. Notabene sprawująca obecnie rotacyjną prezydencję Austria sprasza unijnych prezydentów/premierów 20 września do Salzburga na posiedzenie nieformalne. Z założenia ma ono zostać poświęcone imigrantom, ale oczywistym tematem będą także warunki brexitu. Austriacki kanclerz Sebastian Kurz widziałby możliwość, by w kryzysowej sytuacji nawet przedłużyć negocjacje, ale dla takiego pomysłu nie uzyska w RE wymaganej jednomyślności.

W epoce napoleońskiej Londyn stał na czele koalicji antyfrancuskiej, a teraz wychodzi odwrotnie. Paryż naturalnie przewodzi negocjacyjnemu frontowi, który nie zamierza odpuścić Zjednoczonemu Królestwu zapłacenia wysokiego rachunku za secesję. Nie od rzeczy pozostaje okoliczność, że głównym negocjatorem po stronie unijnej jest Michel Barnier, doświadczony francuski dyplomata i dwukrotny unijny komisarz. W każdym razie rząd Francji już na poważnie przygotowuje wariant niewypracowania porozumienia unijno-brytyjskiego, uważając negatywny finał negocjacji za najbardziej prawdopodobny (czytaj na str. 7). Oczywiście analogiczne przygotowania toczą się we wszystkich państwach UE, u nas MSZ prowadzi odpowiednie analizy już od wiosny.

Rozwodem bez porozumienia dotknięte zostaną wszystkie unijne firmy prowadzące interesy na Wyspach. Jeszcze mocniej antagonistyczny brexit uderzy w gospodarkę brytyjską, przed czym ostrzegł m.in. Philip Hammond, minister finansów. W tym kontekście dosyć zdumiewająco zabrzmiało we wtorek zbanalizowanie problemu przez premier Theresę May (czytaj na str. 8). Jedynym wytłumaczeniem szefowej rządu jest jej chęć złagodzenia strat politycznych. Historia generalną odpowiedzialnością za brexit obciąży rzecz jasna premiera Davida Camerona, ale już za warunki — jego następczynię.

Dopuszczający wystąpienie z UE art. 50 wpisany został do traktatu w 2007 r. w Lizbonie. Przerabiany jest praktycznie pierwszy raz w unijnych dziejach. Wyjście Zjednoczonego Królestwa ze struktury, do której Brytyjczycy należą od 1973 r. (najpierw do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej), ze swojej istoty staje się grą o sumie zerowej, w której interesy stron są przeciwstawne, zatem zysk jednego gracza równa się stracie drugiego. Ideałem byłoby obustronne zero, ale to polityczna abstrakcja. Bez ucywilizowania warunków rozwodu koniec świata, rzecz jasna, nie nastąpi, ale mocny wstrząs odczujemy.

 

Theresa May: Wyjście z Unii Europejskiej bez umowy to nie koniec świata.

Tak brytyjska premier zareagowała na ostrzeżenia Philipa Hammonda, ministra finansów, przed negatywnymi skutkami wyjścia z UE bez porozumienia o handlu. Według jego wyliczeń, może to obniżyć PKB o 8 proc. w ciągu 15 lat i zwiększyć zadłużenia o 80 mld GBP. Premier powtórzyła, że prędzej doprowadzi do wyjścia bez porozumienia, niż z takim, które nie spełni jej oczekiwań. — Od początku mówiłam, że brak umowy jest lepszy niż zła umowa — powiedziała Theresa May. [DI]

 

Brexit: Francja przygotowuje się do porażki rokowań

Édouard Philippe, premier Francji, zlecił ministrom przygotowanie działań na wypadek braku porozumienia między Wielką Brytanią a UE w sprawie brexitu. Wielu francuskich ekspertów twierdzi, że jego brak to najbardziej prawdopodobny finał.

Steve Ohana, profesor prestiżowej szkoły handlowej ESCP Europe, zwraca uwagę, że projekty brytyjskiej premier Theresy May, które tak nie podobają się zwolennikom „twardego brexitu”, pozwoliłyby krajowi na pozostanie w unii celnej i panowanie nad migracją. Problem polega na tym, że jednolity rynek UE opiera się na nienaruszalnych zasadach: swobodzie przepływu osób, towarów, usług i kapitału.

— Nie może być tak, że ktoś wybiera kąski, które mu odpowiadają — podkreślił profesor. [DI]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Nie koniec świata, ale mocny wstrząs