Nie ma się czego bać

DI, NBP
opublikowano: 2009-08-28 00:00

Wprowadzenie euro budzi w nas nie mniejsze obawy, niż denominacja sprzed 14 lat. Czy i tym razem martwimy się niepotrzebnie?

Wprowadzenie euro budzi w nas nie mniejsze obawy, niż denominacja sprzed 14 lat. Czy i tym razem martwimy się niepotrzebnie?

— Wszyscy pójdziemy z torbami przez to euro. Tak nam w Brukseli wyliczą kurs wymiany, że się nie pozbieramy — mówi Jarosław Kamiński, 51-letni ślusarz z Poznania.

Nie on jeden lęka się, że euro zamieni go w biedaka. Ale dlaczego ma się tak stać? Przecież realna wartość pieniądza się nie zmieni, wszystko będzie można kupić w tej samej cenie, tylko w nowej walucie. Nie będzie też niespodzianek co do wielkości zarobków, oszczędności i kredytów przeliczonych na euro.

Powrót do przeszłości

Podobną operację wymiany pieniądza już w Polsce przeżyliśmy, w 1995 r. Wiązała się ona z wymianą banknotów, przeliczeniem płac, oszczędności i cen oraz zmianami rachunkowymi. Wbrew dość częstym obawom akcja "obcinania czterech zer" nie doprowadziła do zubożenia społeczeństwa. Nie spełniły się też inne czarne scenariusze: że zawiedzie organizacja i logistyka, że NBP nie zapewni dość zapasów nowej gotówki, aby móc uruchomić wymianę, że w bankach trzeba będzie stać w kilometrowych kolejkach, by stare banknoty i monety zamienić na nowe. Ponieważ nowymi pieniędzmi dysponowało około 600 placówek banków, szybko trafiły one do portfeli i świadomości Polaków. Według badań z lutego 1995 roku zaledwie 4 proc. obywateli nie zetknęło się z nowymi znakami płatniczymi. Kłopot z przeliczaniem mieli tylko ludzie starsi i to jedynie w początkowym okresie.

Skąd optymizm

Na czym polega podobieństwo pomiędzy wprowadzeniem euro a denominacją sprzed kilkunastu lat? I co nam pozwala przypuszczać, że i tym razem korzyści przyćmią poniesione koszty (wydatki przedstawiamy na s. II). Po pierwsze — podobnie jak przy denominacji nie zmieni się realna wartość naszych oszczędności, zarobków i kredytów. Wszak ich wartość liczona w euro zależy od kursu ustalanego na co najmniej pół roku przed "momentem zero" (i rzadko odbiega od wcześniejszego rynkowego przelicznika). Po drugie — możemy być też spokojni o techniczną stronę przedsięwzięcia. Skoro Słowacy świetnie sobie z tym poradzili, dlaczego my nie mielibyśmy dać sobie rady? Nasi południowi sąsiedzi nie zgłaszali problemów czy to z wymianą koron na euro, czy to z podejmowaniem nowych pieniędzy z banku. Od początku szło im też dobrze przeliczanie z koron na euro. Wprawdzie zdarzały się przypadki, że bankomat nie wydawał nowych pieniędzy, ale były one niezmiernie rzadkie (s. III).

Poczuj to sam

Andrzej Stawiarski, informatyk z Krakowa, nie musi powoływać się na denominacje czy doświadczenia słowackie. O tym, że warto mieć w portfelu euro, przekonał się na własnej skórze. Jako turysta.

— Nowa waluta nie jest dla mnie nowa. Korzystam z niej od kilku lat, głównie przy okazji europejskich wojaży. Otrzaskałem się z euro i nie będę miał najmniejszych problemów z jego używaniem, gdy pojawi się w Polsce. W tej walucie chciałbym nie tylko płacić, ale też zarabiać — mówi Stawiarski.

Jego zdaniem wszystko, co nowe, wzbudza wątpliwości i lęk. Ale jeśli operacja zostanie przeprowadzona profesjonalnie, Polacy szybko przekonają się do wspólnego pieniądza.

Możesz zainteresować się również: