Ostatnie lata przyniosły bezprzykładny skok polskiego eksportu. Od 2000 r. do 2013 r. wzrósł z 39 mld do 156 mld EUR, czyli o 300 proc. Stosunek eksportu do PKB wzrósł z 20 do 40 proc. Polsce udało się dobrze wykorzystać najważniejsze, ale również najłatwiejsze do zagospodarowania czynniki wzrostu — pomogła bliskość partnera i wielkość jego gospodarki oraz łatwość w poruszaniu się po zbliżonym obszarze kulturowym i gospodarczym. Kapitalne znaczenie miało też rozlokowanie na terenie Polski zakładów produkcyjnych międzynarodowych gigantów gospodarczych. W promowaniu polskiej żywności sporo zrobiły obecne u nas sieci handlowe.
Powoli jednak to wszystko zaczyna być zbyt mało w stosunku do chęci i możliwości rozwoju naszych przedsiębiorców. Sięgają po dalsze rynki, często traktowane jako egzotyczne. Nie obawiają się już walki w środowisku silnej konkurencji. Pomagają lata doświadczenia w budowaniu rozpoznawalności marki, ale też współpraca z podmiotami obecnymi na tamtejszych rynkach. Potencjalni odbiorcy dobrze przyjmują towar oznaczony jako polski czy europejski. Diametralnej zmiany struktury eksportu w kierunku krajów spoza UE nie da się wypracować jednym posunięciem, ale jest postęp. W 2013 r. wzrost eksportu do krajów wysokorozwiniętych spoza UE sięgnął aż 17,9 proc., a do krajów rozwijających się 15,5 proc. Takie wyniki to nie tylko większe obroty producentów, niemożliwe do realizacji na dotychczasowych rynkach (a co za tym idzie większe zatrudnienie zysk i kapitalizacja firmy), ale również — wraz ze wzrostem dywersyfikacji sprzedaży — zmniejszenie czułości na wahania koniunktury na bazowych rynkach.
PIOTR SOROCZYŃSKI
główny ekonomista KUKE