Nie tylko głowa myśli

Zbigniew Lew-Starowicz
opublikowano: 2003-04-25 00:00

To Leonardo da Vinci ukuł stwierdzenie: „Penis ma swój rozum”. Mistrz, odkrywca także krążenia krwi w członku, nie do końca sprecyzował, co miał na myśli. I długo nie było sprzyjających warunków do zgłębiania tej sentencji.

Do nowego spojrzenia na członka przyczynił się twórca psychoanalizy — Zygmunt Freud, który — zdaniem Davida Friedmana, autora niedawno wydanej u nas książki „Pan Niepokorny. Kulturowa historia penisa” — wywarł głęboki wpływ na umieszczenie penisa wśród losów jednostki i kultury. Freud i jego następcy penetrowali zakamarki podświadomości, ujawniając osłonięte tajemnicą zaburzenia erekcji, napięcia między płciami, rolę lęku kastracyjnego, męskie rywalizacje. Dla psychoanalityków i seksuologów było oczywiste, że „penis ma swój rozum”.

W dobie viagry zaczęło jednak dominować spojrzenie medyczne. Długotrwałą psychoterapię zastąpiły medykamenty, zapewniające sprawność seksualną. Nawet w psychogennych zburzeniach erekcji członka (około 15 proc. ogółu pacjentów) stosuje się tego typu leki. Poznano mechanizmy ukrwienia członka, „chemię miłości i seksu”, fizjologię reaktywności seksualnej. Dzięki lekom mężczyzna może być sprawny seksualnie, niezależnie od tego, co czuje do partnerki i jakie mechanizmy kryją się w jego podświadomości... Są jednak mężczyźni, którzy pragną poznać przyczyny problemów i zaskakujących ich reakcji seksualnych. Ilustracją do rozważań o „rozumie penisa” niech będą doświadczenia z gabinetu seksuologa.

„Zaskakuje mnie moja sprawność seksualna”. Takie zdanie słyszy się często od mężczyzn, którzy pozostają w związku ze znacznie młodszą partnerką, a w wieloletnim małżeństwie dawno nie sięgnęli podobnego pułapu seksualnej aktywności. W wypadku młodej kochanki mężczyzna pragnie dorównać jej zmysłowości, udowodnić „młodzieńczą potencję” (standard materialny i pozycja mogą okazać się nietwystarczającym wabikiem w czasie „tańca godowego”). Penis zatem realizuje ukryte potrzeby mężczyzny i „mówi” do kochanki: „widzisz, jaki jestem jurny? — wiek jest bez znaczenia”.

„Tylko z nią ponoszę fiasko”. W seksuologii znane jest rozpoznanie impotentio ad personam: niemożność współżycia z konkretną kobietą — przy sprawności seksualnej w relacjach z innymi kobietami. Dlaczego penis „milczy”, nie reaguje? Z kilku możliwości warto wskazać na przypadek, gdy podświadomość mężczyzny wyczuwa, że związek z tą akurat partnerką może być destrukcyjny, biologicznie nieodpowiedni dla prokreacji, uzależniający od kobiety.

„Przestałem na nią reagować”. Nierzadko, mężczyzna nie jest w stanie odpowiedzieć, dlaczego stał się niezdolny do współżycia z partnerką, chociaż jest zdrowy i sprawny, gdy idzie o inne kobiety. Zapytany o relacje z partnerką, neguje konflikty i kryzysy czy zanik jej atrakcyjności. Analiza psychodynamiczna pozwala jednak odkryć przyczyny — np. lęk przed rosnącymi wymaganiami kobiety, „karanie” jej za porównywanie z kimś innym, rozczarowania, opór wobec jej dążenia do dominacji. Potwierdza się prawidłowość, że członek jest czułym barometrem więzi między partnerami i jego „milczenie” można uznać za sygnał, że w związku źle się dzieje lub zapowiedź kryzysu.

„Erekcja zanika i nie mogę mieć wytrysku”. Tego typu sytuacje zdarzają się choćby wtedy, gdy para decyduje się na dziecko. I od tego momentu w czasie stosunku erekcja zanika i nie dochodzi do wytrysku. Na pytanie „Czy Pan chce mieć dziecko?” często słychać potwierdzenie i racjonalne motywy posiadania potomka. Penis ujawnia prawdę: tak naprawdę jego właściciel nie chce dziecka, ale jest to ukryte w podświadomości.

„Jestem sprawny, ale mi się nie chce”. Zdarza się, że dany mężczyzna jest seksualnie sprawny, ma erekcję, pozostając blisko partnerki i nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć kontakt seksualny. Partnerka ochoczo przyzwala, a jednak mężczyźnie „się nie chce”. Penis mówi: „mogę, jestem zdolny”. Lecz jego właściciel bojkotuje swą sprawność. Dlaczego? Jednym z powodów jest potrzeba zachowania twarzy w sytuacji, kiedy partnerka ma duże potrzeby seksualne, większe od partnera. Podejmując współżycie, mężczyzna może narazić się na to, że w końcu nie sprosta oczekiwaniom. Demonstruje wówczas brak chęci na seks — przy zachowanej sprawności i kreuje komunikat: „Widzisz, jestem sprawny i mógłbym Cię zadowolić, ale nie mam takiej potrzeby”.

„Kiedy mieszkaliśmy u teściów, było dobrze, ale w nowym mieszkaniu...”. Paradoksalnie: w niekorzystnych warunkach mieszkaniowych, w napięciu i pośpiechu sprawność seksualna była prawidłowa. A teraz, kiedy dysponuje się sypialnią, odpowiednimi warunkami do intymności, członek „milczy”. Dlaczego? Jedną z możliwości jest opór lub lęk przed oczekiwaniami partnerki. Poprzednio musiała — z konieczności — pogodzić się z faktem, że nie ma sposobności do rozbu- dowanych pieszczot wstępnych, bogatej sztuki miłosnej. Partnerowi wystarczało to, co jest. W nowych warunkach musiałby dać z siebie więcej, na co nie ma specjalnej ochoty.

Wielekroć rację mają kobiety, interpretujące zaburzenia erekcji u partnerów jako wyraz tego, że przestały się im podobać, że nie są atrakcyjne, że partnerowi przestało zależeć na partnerce, że nie liczy się z jej potrzebami. Niejednemu mężczyźnie nie może przejść przez gardło przyznanie się do tego, ale jego członek „mówi prawdę”. Ważnym uzupełnieniem i dodatkowym dowodem takich mechanizmów bywają sytuacje, kiedy mężczyzna odzyskuje sprawność seksualną dzięki leczeniu, ale unika kontaktów seksualnych.

Uwaga Leonarda da Vinci zasługuje zatem na szczególną wagę. Poznawanie „rozumu członka” to bowiem droga do ukrytych myśli jego właściciela.