Nie warto ryzykować

opublikowano: 29-05-2013, 00:00

Sankcje karne, nadszarpnięta reputacja, gorsze wyniki biznesowe — oto potencjalne konsekwencje komputerowego piractwa

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej w Kielcach zatrzymali 23-letniego handlarza nielegalnym oprogramowaniem, które sprzedawał przez internet. Na prawie setce znalezionych przez funkcjonariuszy płyt były pirackie aplikacje o wartości szacowanej na 200 tys. złotych. Ofiarą oszusta padło około 400 osób. Za taki czyn grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

— To kolejny przypadek wykrycia i zatrzymania handlarza oferującego w sieci nielegalne oprogramowanie. Miesiąc temu głośno było o innej osobie zatrzymanej za ten sam proceder — przypomina Bartłomiej Witucki, koordynator BSA w Polsce (organizacja reprezentuje producentów i dystrybutorów software’u z całego świata). Według danych BSA i IDC, 53 proc. oprogramowania w Polsce pochodzi z „lewego” źródła, co daje nam niechlubne 5. miejsce w UE pod względem piractwa komputerowego (za Łotwą i Litwą, który znalazły się na pierwszej pozycji, a także Grecją, Rumunią i Bułgarią). Średnia światowa wynosi 43 proc., a unijna — 35 proc.

Firmy też nie są święte

Na trefne produkty IT decydują się, niestety, także instytucje biznesowe. Przykładem dwa przedsiębiorstwa z Łodzi, które w marcu skontrolowali policjanci i pracownicy skarbówki w związku z podejrzeniemukrywania rzeczywistych obrotów i prowadzeniem sprzedaży towarów i usług poza ewidencją księgową i bez faktur VAT. W pomieszczeniach tych firm natknęli się na pirackie kopie programów o wartości co najmniej 70 tys. złotych. Przedsiębiorcy korzystający z „lewego” software’u tłumaczą, że na tzw. legalny ich zwyczajnie nie stać. I aby móc się rozwijać, a tym samym — wpływać na wzrost całej gospodarki — muszą używać pirackich kopii. Inny wniosek płynie jednak z najnowszego badania BSA/The Software Alliance i szkoły biznesowej INSEAD — otóż licencjonowane programy dostarczają czterokrotnie większych korzyści ekonomicznych niż ich sfałszowane wersje. Zaledwie 1-procentowy wzrost wykorzystania licencjonowanego oprogramowania dostarczyłby krajowej gospodarce ponad 2 mld złotych. Dla porównania: podobny wzrost wykorzystania „fałszywek” dałby około 474 mln złotych. Każdy dolar zainwestowany w legalne aplikacje w Polsce przynosi zwrot z inwestycji wysokości 375 złotych. W przypadku „piratów” kwota ta wynosi 77 złotych.

— Korzystanie z licencjonowanego oprogramowania redukuje ryzyko i zwiększa efektywność pracy, co jest kluczową sprawą dla przedsiębiorstw — komentuje Bartłomiej Witucki. Fałszywe aplikacje mogą być niebezpieczne dla przedsiębiorstw nie tylko z powodu ewentualnych sankcji karnych. Co trzeci komputer z podrobionym oprogramowaniem będzie w tym roku zainfekowany przez złośliwe dodatki — wynika z badania IDC przeprowadzone na zlecenie firmy Microsoft.

— Osadzanie złośliwych aplikacji w pirackim oprogramowaniu to jedna z nowszychmetod atakowania użytkowników nieświadomych zagrożenia — potwierdza Krzysztof Janiszewski z warszawskiego biura Microsoftu, odpowiedzialny za ochronę własności intelektualnej. W tym roku biznes w Polsce z powodu pirackiego oprogramowania może stracić 6 mld złotych (na świecie — 349 mld dolarów). Z kolei użytkownicy prywatni w naszym kraju będą musieli poświęcić łącznie nawet 9 mln godzin (na świecie — 1,5 mld) na zidentyfikowanie i usunięcie skutków działania malware- ’u pobranego wraz z nieautoryzowanymi aplikacjami.

— Działanie malware’u umożliwia nie tylko kradzież danych, ale też śledzenie każdego kroku użytkownika, również z wykorzystaniem kamer i mikrofonów podłączonych lub wbudowanych w urządzenie. Oszczędzanie na oryginalnym oprogramowaniu może okazać się bardzo kosztowne — sumuje Krzysztof Janiszewski.

Sumienie się odezwało

Chęć uniknięcia surowych kar i strat spowodowanych „zawirusowaniem” komputerów w dużym stopniu ogranicza piracki proceder w firmach. Ksiądz Jacek Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu, wolałby jednak, by polscy przedsiębiorcy i konsumenci, kupując legalne oprogramowanie, kierowali się nie tylko lękiem. Ale choć część społeczeństwa ciągle jest na bakier z przykazaniem „nie kradnij”, jeśli chodzi o stosunek do licencji, duchowny dostrzega zmiany na lepsze.

— Z każdym rokiem coraz poważniej podchodzą do własności intelektualnej. Są nawet ludzie, którzy spowiadają się z tego, że używali nieautoryzowanych programów — uśmiecha się ks. Stryczek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu