Nie widać końca surowcowej hossy

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 10-01-2011, 00:00

W 2010 roku surowce drożały w oczach. W tym roku może być podobnie

Rok 2010 był okresem sowitych zysków na rynku surowców. Wiele towarów śmiało konkurowało z najszybciej rosnącymi rynkami akcji. Przykład? Giełda w Argentynie urosła w ubiegłym roku o 51 proc., w Tajlandii oraz Danii — odpowiednio 41 i 36 proc., a w Turcji 25 proc. Tymczasem cena palladu wzrosła o 96 proc., srebra — 83 proc., a cyny — blisko 60 proc. O ponad 50 proc. podrożały zboża. Rekordy biła miedź, która zdołała pokonać psychologiczny poziom 9000 USD za tonę, oraz złoto.

Silny popyt na towary i surowce to wypadkowa kilku czynników. Ważne były fundamenty. Na przykład słabe zbiory w przypadku zbóż lub spodziewany wzrost popytu ze strony wracających do zdrowia gospodarek na miedź. Nie należy zapominać o wciąż dużej niepewności na rynkach finansowych. To służyło cenom złota. Jeszcze innym czynnikiem były ruchy kapitału spekulacyjnego. Wiele funduszy hedgingowych (podwyższonego ryzyka) upatrzyło sobie właśnie surowce. Istotny wpływ miał tu łatwy dostęp do tanich pieniędzy, jakie znalazły się na globalnym rynku po m.in. dodrukowaniu dolarów przez amerykański Fed.

Teraz inwestorzy, konsumenci i producenci zastanawiają się, co dalej. Prognozy analityków sugerują, że może być jeszcze drożej, co wkrótce podbije na świecie inflację. Na wysokim poziomie powinny pozostać notowania zbóż — tak będzie przynajmniej do połowy roku, a później o nastrojach zadecyduje poziom zbiorów. Należy się również przygotować na wysokie ceny ropy. Już teraz pojawiają się prognozy, że w 2011 r. notowania tego surowca przebiją poziom 100 dolarów za baryłkę (obecnie baryłka kosztuje około 90 USD). Rodzimi eksperci ostrzegają, że na stacjach paliwa mogą zdrożeć średnio o 5-10 proc. w stosunku do cen z 2010 roku.

Interesującą rozgrywkę obserwujemy na rynku miedzi. Nie brakuje opinii, że popyt (płynący na przykład z Azji) na ten metal wyraźnie przewyższa podaż. To argument przemawiający za utrzymywaniem się wysokich cen miedzi. Jednak należy pamiętać, że duży wpływ na notowania ma globalna sytuacja makroekonomiczna, a tu scenariusz wydarzeń może być różny. Jeśli w globalnej gospodarce będzie działo się źle, wzrośnie nieufność do drukowanego pieniądza albo pojawi się inflacja, to w pierwszej kolejności skorzystają na tym i tak już zadowoleni właściciele złotych sztabek i siostrzanego srebra.

Obyś żył w ciekawych czasach

Jarosław Romanowski

dyrektor generalny KGHM ds. handlu i zabezpieczeń

Obyś żył w ciekawych czasach — głosi znana starożytna chińska klątwa. Wydaje się, że słowa w niej zawarte idealnie pasują do obecnej sytuacji na rynku miedzi. Za nami rok, w którym cena miedzi przekroczyła psychologiczny poziom 9000 USD za tonę, osiągając najwyższą roczną średnią w historii. To jednak nie znaczy, że od tej pory będzie spokojniej. Uczestnicy rynku zadają sobie pytania, czy inwestorzy finansowi w dalszym ciągu będą windować ceny metalu? Czy też będzie to okres, w którym jakieś nieokreślone wydarzenie na rynku sprawi, że ponadnaturalny popyt na miedź pęknie jak bańka mydlana? A może fizyczne zapotrzebowanie na materiał będzie tak ogromne, że będzie uzasadniać wysokie ceny? Jakikolwiek scenariusz się zrealizuje, w tym roku nie powinniśmy oczekiwać mniejszej zmienności na rynku miedzi.

Pierwsza część 2010 roku nie zapowiadała tego, co się stanie na rynku miedzi w kwartałach trzecim i czwartym. Już w lutym inwestorzy zaczęli się obawiać o stan finansów Grecji, co spowodowało korektę wszystkich aktywów giełdowych. W czerwcu sytuacja była jeszcze poważniejsza — podczas procesu ratowania tego kraju miedź spadła nawet do 6000 USD za tonę. Te wydarzenia pokazały, jak kruchy był fundament dynamicznych wzrostów cen metali po zażegnaniu światowego kryzysu finansowego. Jednak pakiet pomocowy postawił Grecję na nogi, dodatkowo w USA poczyniono dalsze kroki stymulacji osłabionej gospodarki (utrzymanie niskich stóp procentowych, QE2) i druga połowa roku okazała się znacznie lepsza. Po wstrzyknięciu sterydów wzrostowy trend na rynkach trwa niemal nieustannie od czerwca. Duża w tym "zasługa" inwestorów instytucjonalnych, którzy mając łatwy dostęp do tanich pieniędzy, skierowali je na rynek towarowy (w tym na rynek miedzi). W obliczu dynamicznego wzrostu krajów rozwijających się jest to kierunek słuszny — perspektywy rynku towarowego są bardzo dobre. Tylko czy tempo wzrostu nie było za wysokie? 2011 rok może to zweryfikować.

Istnieje co prawda szansa, że gracze finansowi będą chcieli wykorzystać obecną sytuację na rynku, aby jeszcze popchnąć w górę notowania miedzi. Popyt na rynku fizycznym systematycznie się poprawia, planowane jest rozpoczęcie działalności kilku funduszy ETF, pozwalających inwestować na rynku fizycznym czerwonego metalu. Ponadto ostatni kryzys spowodował opóźnienie realizacji wielu projektów wydobywczych i analitycy spodziewają się, że będzie to najbardziej widoczne właśnie w tym roku.

Macquarie Research i Brook Hunt szacują, że popyt może przewyższyć podaż nawet o około 450 tys. ton. Te elementy będą wsparciem dla ceny miedzi. Ale w 2011 roku o popycie na ten surowiec zadecyduje globalna sytuacja makroekonomiczna, a tu jest wiele elementów ryzyka: zadłużenie peryferyjnych państw strefy euro, zacieśnianie polityki monetarnej przez Chiny, słaby rynek pracy w USA. Jeżeli na początku

przyszłego roku chociaż część

z tych zagrożeń zmaterializu-

je się, nikt nie będzie oglądał

się na fundamenty rynku

miedzi, a bilans rynku zmieni się w sposób diametralny.

Ubiegły rok przyniósł wzrost nie tylko cen miedzi, ale także innych metali. Na szczególne wyróżnienie zasługują metale szlachetne: złoto, które osiągnęło historyczny rekord (1430,95 USD za uncję), i srebro znajdujące się na poziomach najwyższych od trzydziestu lat (30,68 USD za uncję). Podstawą tych rekordów była sytuacja fundamentalna (rosnące koszty produkcji, ograniczone sukcesy w poszukiwaniu nowych zasobów, przesunięcie części produkcji do krajów z niestabilną polityką, widoczny wzrost popytu fizycznego na metale szlachetne). To jednak nie wszystko. Obserwowana ostatnio niepewna sytuacja na rynkach finansowych sprawia, że inwestorzy szukają aktywów, które mogą przechować wartość ich majątku w niepewnym czasie. Złoto zawsze było dla bogatych ludzi, którzy chcą pozostać bogatymi, a nie dla biednych, którzy chcą bogatymi dopiero zostać — głównym motywem inwestycji w metale szlachetne pozostaje obawa przed inflacją i utratą wartości kapitału, a nie chęć szybkiego zarobku. Dopóki nie zostanie zatrzymany dodruk pustego pieniądza, który zwiększa niepewność inwestorów, złoto i srebro powinny cieszyć się niesłabnącym zainteresowaniem.

Wzrost cen związany z zagrożeniami inflacyjnymi i politycznymi był do tej pory domeną metali szlachetnych. Obecnie dokonuje się istotna zmiana. W coraz większym stopniu zaczynają one być traktowane jak dobra inwestycyjne, a nie przemysłowe, i znaczenie czynników fundamentalnych dla ich cen stale się zmniejsza. Z tego powodu nastroje na rynku mają podstawowe znaczenie dla cen metali. A biorąc pod uwagę chwiejność sentymentu możemy się spodziewać dużej zmienności w tym roku.

Na rynku zbóż będzie nerwowo

Izabela Dąbrowska-Kasiewicz

analityk Banku BGŻ

O wzroście cen zbóż w 2010 r. nie decydowały czynniki fundamentalne. Spadek podaży zbóż w tym sezonie szacowany jest bowiem na 1,5 proc. w skali globalnej, a ceny wrosły przeciętnie około 50 proc. Największy wpływ na to miała zmiana równowagi na rynku międzynarodowym, wywołana decyzją o wstrzymaniu eksportu zbóż przez Rosję i wprowadzeniem kontyngentów przez Ukrainę.

Drugim niezwykle istotnym czynnikiem wpływającym na wzrost cen zbóż były ruchy spekulacyjne na rynku terminowym. Zainteresowanie kontraktami terminowymi na ten towar było wyższe niż w rekordowym pod względem cen 2008 r. Świadczy o tym liczba i struktura otwartych pozycji. Trzecim z ważnych czynników jest bardzo duża niepewność co do przyszłości. Tak silnej nerwowości i rozchwiania dawno już nie obserwowaliśmy. 2010 rok zmienił sytuację na zbożowym rynku na dłużej. W 2011 r. duża zmienność cen utrzyma się przy ograniczonej przewidywalności.

Do tegorocznych zbiorów na półkuli północnej ceny zbóż pozostaną wysokie, jednakże perspektywy dalszych wzrostów pozostają już ograniczone. Kluczowy dla całego roku może okazać się wrzesień, kiedy będzie wiadomo, jakie były zbiory. Wówczas także Rosja poinformuje, czy zdecyduje się na zniesienie zakazu eksportu zbóż. Jeśli to uczyni, to jest szansa na spadek cen. Jeśli natomiast utrzyma zakaz, to okres po żniwach, który z reguły sprzyja spadkom cen, może okazać się wzrostowy. Na ceny rzutować będzie oczywiście w dużej mierze wielkość zbiorów. Z pierwszych prognoz wynika, że w krajach Unii Europejskiej wzrosła powierzchnia zasiewów.

Duże znaczenie mogą mieć zapasy zbóż. Już dziś wiadomo, że będą niższe niż przed rokiem. Szczególnie niekorzystna jest sytuacja w Rosji. Oficjalne zapasy to 26 mln ton na 1 lipca 2010 r., czyli na początku sezonu na rynku zbóż. Agencje informacyjne podają jednak, że były one o 10 mln ton niższe. Mając na uwadze blisko 40-procentowy spadek produkcji zbóż w tym kraju, przewiduje się, że na koniec ubiegłorocznego sezonu mogą one zbliżyć się do zera. U nas zapasy są rekordowe i wynoszą ponad 4 mln ton. Jednak część ekspertów ma wątpliwości, czy są tak wysokie.

Jaki może być przyszły rok na rynku towarów rolnych?

Michał Michalski

departament rynków finansowych BRE Banku

Do wiosny sytuacja na światowym rynku zbóż może być napięta. Na wiosnę ważna będzie informacja o globalnym areale zasiewów. Później kluczowa będzie pogoda, poziom i jakość zbiorów. Rynek wycenia, że 2011 r. nie będzie tak zły jak obecny i podaż powinna być wyższa. Jednak popyt także może być spory, bo niektóre kraje planują rozpocząć odbudowę zapasów.

W tym roku obserwowaliśmy duże zainteresowanie inwestorów rynkiem terminowym produktów rolnych. W 2011 r., a przynajmniej na początku przyszłego roku może być podobnie. W USA przygotowywana jest regulacja dotycząca ograniczenia pozycji spekulacyjnych na kontraktach towarowych. Inwestorzy, obawiając się wprowadzenia w przyszłości takich rozwiązań, mogą teraz zwiększać swoją aktywność.

Będzie jeszcze drożej

Rafał Zywert

analityk BM Reflex

W 2011 r. notowania ropy mogą przebić poziom 100 dolarów za baryłkę, a ceny paliw na stacjach skoczyć o 5-10 proc.

Notowania ropy są na wysokim poziomie. Niestety, tak pozostanie w 2011 roku. W pierwszych miesiącach tego roku spodziewałbym się korekty, która może obniżyć notowania surowca o 10-15 proc. Jednak już w wakacje możemy obserwować powrót do wysokich cen. W drugiej połowie roku spodziewam się przebicia poziomu 100 dolarów. Ceny ropy będą rosły pod dyktando polepszającej się koniunktury na świecie oraz

wzrostu globalnej konsumpcji

na rynku paliw. Z technicznego punktu widzenia wygląda na to, że pierwszy silny opór znajduje

się na poziomie 100-105 USD.

Wysokie ceny ropy w połączeniu ze słabym złotym spowodowały, że na rodzimych stacjach benzynowych mamy drogie paliwo. W całym 2011 roku tankowanie może być także drogie. Oceniam, że średnio paliwa mogą zdrożeć o 5-10 proc. w stosunku do cen z ubiegłego roku.

W 2011 r. wpływ na wzrost cen rodzimych paliw będzie miała nie tylko sytuacja na rynku ropy i ruchy na walutach. Znaczenie będą miały zmiany w naszych przepisach. W związku z podwyżką stawek VAT można oczekiwać wzrostu cen paliw o 5-7 gr/l. Z kolei w kwietniu wygasają ulgi dla biopaliw, co powinno odbić się także na wzroście o 5-7 groszy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu