Nie wszyscy lekarze muszą brać łapówki
Z Agnieszką Szparą, dyrektorem generalnym Medicover Development, rozmawia Wojciech Surmacz
Zdaniem Agnieszki Szpary, łapówki biorą lekarze, którzy mało zarabiają i pracują w źle skonstruowanym systemie opieki medycznej. Problem ten nie istnieje w sektorze prywatnym tego typu usług. Nie każdy lekarz może jednak w nim znaleźć zatrudnienie, a zwłaszcza taki, który nie potrafi zrozumieć, że w medycynie najważniejszy jest... pacjent.
„Puls Biznesu”: Zapytam jak lekarz pacjenta: jak się Pani czuje?
Agnieszka Szpara: Zakładam, że rozpatrujemy sytuację, kiedy do lekarza przychodzi człowiek, który jest chory. W przeciwnym wypadku pańskie pytanie miałoby nieco inny kontekst.
„PB”: Rozpatrujemy ten pierwszy przypadek.
AS: Szczerze powiedziawszy, czuję się dobrze. Dziękuję.
„PB”: Ale mamy jesień, więc załóżmy, że łapie Pani grypę. Gdzie się Pani leczy?
AS: Korzystam z usług konkurencji, żeby sprawdzić, na ile nasze są lepsze. Oczywiście żartuję. Zdecydowanie ufam i wierzę w lekarzy, których mamy u siebie w firmie. Jeżeli chodzi o konkrety, to profilaktycznie się szczepimy i to daje duże efekty w zapobieganiu zachorowaniom na grypę. A Pan się szczepił?
„PB”: Oczywiście, ale nie w Medicover.
AS: O... to rzeczywiście przykre, bo nie wiadomo, jakie będą skutki. Powinien Pan pamiętać, że bardzo ważne jest kto szczepi. Musi to zrobić bardzo delikatna pielęgniarka.
„PB”: No tak, ale do rzeczy. Czy dużo macie klientów, którzy tak bezgranicznie ufają waszym lekarzom jak Pani?
AS: Działamy na rynku piąty rok, w tym czasie udało nam się przekonać do naszych usług 50 tys. osób. Jeżeli chodzi o stopień lojalności naszych klientów, to chyba też jest dobrze. Prawie wszyscy, którzy podpisywali z Medicover pierwsze umowy, nadal korzystają z naszych usług i mam wrażenie, że są z nich zadowoleni.
„PB”: Tych 50 tys. osób to ile firm?
AS: Jest to około 1,8 tys. firm z całej Polski.
„PB”: Jakie to są firmy: duże, małe, średnie?
AS: Bardzo różne. Trudno powiedzieć, że obsługujemy jakiś wyraźny profil firm. Ciężko też jednoznacznie określić, czy to są podmioty zagraniczne czy polskie.
„PB”: Czy oprócz firm macie klientów indywidualnych?
AS: Tak.
„PB”: Ilu?
AS: Około 2 proc. ogólnej liczby klientów.
„PB”: Jacy to są ludzie?
AS: Są to osoby, które stać na wydanie dodatkowych pieniędzy w zamian za pewien spokój, związany z opieką medyczną. Chcą mieć ten komfort, że 24 godziny na dobę, 365 dni w roku czeka na nie profesjonalista, gotowy nieść im pomoc w sytuacji zagrożenia zdrowia.
„PB”: Chce Pani przez to powiedzieć, że pod numerem telefonu 999 tak nie jest?
AS: Proszę tam zadzwonić i o to zapytać.
„PB”: Ilu lekarzy wyrzuciła Pani z pracy za łapówki?
AS: Za łapówki?
„PB”: Tak. Za to, że brali od pacjentów łapówki.
AS: Dlaczego pan myśli, że to lekarzy należy za to wyrzucać z pracy?
„PB”: No bo to chyba niezbyt ładnie z ich strony, tym bardziej że w środowisku polskich lekarzy są to ponoć dość częste przypadki.
AS: No tak. Ale myślę, że branie łapówek nie jest chorobą zawodową polskich lekarzy. Tutaj wszystko zależy od systemu, w którym lekarz jest zatrudniony. W Medicover nawet nie ma możliwości pomyśleć o braniu łapówek. Z drugiej strony, chyba nie musi on tego robić.
„PB”: Tak? A ile zarabia lekarz w prywatnej służbie zdrowia?
AS: Trudno to jednoznacznie określić. W tym przypadku system płac lekarzy nie opiera się wyłącznie na pensji podstawowej. Ich wynagrodzenie uzależnione jest też od stopnia ich popularności wśród pacjentów. Dlatego konkretna kwota tutaj nie padnie i pewnie ciężko byłoby ją tak w 100 procentach zdefiniować. Natomiast jest to na pewno stawka kilkakrotnie wyższa od średniej krajowej.
„PB”: Czyli nie muszą „brać”?
AS: Nie muszą. Łapówki pojawiają się tam, gdzie system opieki jest nieszczelny, a dostęp do usług jest tak skonstruowany, że przeciętny pacjent, by móc z nich skorzystać, musi zapłacić ekstra. Tak się czasami dzieje w szpitalach, gdzie na prosty zabieg trzeba czekać 3 miesiące.
„PB”: Mówiąc u nas, myśli Pani o Medicover, czy o całym sektorze prywatnych usług medycznych w Polsce?
AS: Nie będę się wypowiadała za inne firmy działające na tym rynku. Ja mówię wyłącznie o przedsięwzięciu, za które odpowiadam.
„PB”: Ciekawe, czy w Polsce są problemy z zatrudnieniem profesjonalnej kadry lekarskiej. Z kardiologami chyba nie, ale może brakuje wam dobrych ginekologów?
AS: Nigdy pan nie korzystał z usług ginekologów, to pewnie dlatego pan nie wie, czy są dobrzy, czy nie. Zresztą kardiologa chyba też pan nie odwiedzał.
„PB”: Akurat z usług kardiologa korzystałem.
AS: Aha... Jeżeli chodzi o podaż profesji lekarskiej na rynku pracy, to jest spora. Myślę, że lata funkcjonowania akademii medycznych w kilku miastach Polski doprowadziły do takiego stanu, że lekarze są i ze znalezieniem chętnych do pracy nie ma kłopotów. Problem pojawia się w momencie, kiedy wymagamy, żeby lekarze, którzy chcą pracować w Medicover, reprezentowali sobą pewną wartość i świadczyli usługę na wysokim poziomie. Patrzymy na to od strony serwisowej i czysto merytoryczno-lekarskiej. Żeby mieć poczucie, że ludzie, których przyjmujemy do pracy są właściwi, staramy się prowadzić dość selektywną politykę rekrutacji.
„PB”: Jaka jest jej forma?
AS: Po pierwsze sprawdzamy referencje, udzielane w innych miejscach pracy. Proszę pamiętać, że cały świat boryka się z lekarzami, którzy potrafią wyrządzać ludziom krzywdę. Następnie przeprowadzamy test wiedzy merytorycznej. A jeżeli chodzi o kwestie serwisowe, nasi lekarze przechodzą wewnętrzny cykl szkoleń, z których muszą zdać egzamin. Jeżeli tego nie zrobią, to niestety, już nam się zdarzyło, że nie przedłużyliśmy z pewnym lekarzem umowy o pracę.
„PB”: Z czym miał problemy?
AS: Dwukrotnie podchodził do egzaminu i nie był w stanie powiedzieć, o co tak naprawdę chodzi w naszej usłudze. Nie potrafił z siebie wydusić, że w tym wszystkim najważniejszy jest pacjent.
„PB”: Wracając do waszych klientów, wspominała Pani, że są to różne firmy...
AS: Bardzo różne...
„PB”: ... i nie ma takich branż, które byście szczególnie preferowali. Ale które najczęściej i najchętniej się do was zgłaszają?
AS: ... to często zależy od poziomu świadomości pracodawcy i warunków na rynku pracy. Tego typu usługę jak nasza oferuje się zwykle jako część pakietu socjalnego dla pracowników. Są jednak w Polsce miejsca, gdzie pracodawcy jeszcze długo nie będą mieli możliwości nawet pomyśleć o takiej opiece medycznej.
„PB”: Jakie to są miejsca?
AS: Są to rejony Polski, gdzie stopa bezrobocia jest tak duża, że najbardziej cenioną wartość stanowi samo posiadanie pracy, nieważne nawet jakiej. Ale są też rynki takie jak Warszawa czy 7 głównych miast w Polsce — stamtąd wywodzi się większość naszych klientów. Tam pracodawcy muszą dbać o swoich pracowników. Chcą mieć wpływ nie tylko na ich zarobki, ale też na ich zdrowie.
„PB”: Jakie korzyści czerpie pracodawca z takiej opieki, oprócz tego, że zapewnia pracownikom, że będą w miarę możliwości zdrowi i sprawni?
AS: Czerpie z tego satysfakcję.
„PB”: Ale jakiego rodzaju?
AS: A to, o czym, Pan wspomniał, to jest mało?
„PB”: Nie. Ale żyjemy w kapitalizmie. Tutaj wszystko musi się przekładać na konkretne pieniądze. Nie uważa Pani, że tak jest?
AS: To prawda, dlatego to się przekłada na pieniądze. Wystarczy wspomnieć o badaniach okresowych. Jeżeli ma pan np. załogę kilkuset osób, to zajmują one kilka dni. Korzystając z usług prywatnych, ma pan szansę zaoszczędzić co najmniej jeden dzień pracy, a to są konkretne pieniądze. Nie wspominam już o tym, ile dni pracy można zaoszczędzić, jeżeli zaszczepi się pracowników przeciwko grypie — to jest już drugi element. Poza tym, zawsze informujemy pracodawcę, ile może zaoszczędzić pieniędzy, jeżeli w umiejętny sposób potrafi zapobiec chorobie pracownika związanej z nieprawidłową organizacją jego miejsca pracy. To są konkretne pieniądze.